Wybaczcie za tak długą przerwę, ale testy gimnazjalne...stres...to wszystko. Idzie się zesrać ;_______; Ale dzisiaj specjalnie dla Ayi (dalej nie wiem jak to się odmienia *^*) 2min! :D Osobiście nie przepadam za tym paringiem, ale dałam z siebie wszystko i mam nadzieje, że się spodoba ^ ^
___________________________________________
-Dzień Dobry.
Do dzisiaj nie mogę zapomnieć jak pewnego czerwcowego ranka zapukałeś do drzwi mojego domu z całą blachą domowego sernika w ręce. Oznajmiłeś mojej mamie, że wprowadziliście się z rodzicami do domu obok. Taki był z Ciebie miły i pełen charyzmy chłopak....Właśnie to oczarowało moją mamę. Pamiętam, że spałem jeszcze kiedy wchodziłeś do salonu. Zawołała mnie matka krojąc ciasto. Zaspany zszedłem w mojej za dużej i porozpinanej do połowy piżamie w banany nawet Cię nie zauważając. A stałeś tuż przede mną! Do dziś nie pojmuję jak ja to zrobiłem... Dopiero kiedy odchrząknąłeś i się przedstawiłeś zwróciłem na Ciebie uwagę. Podałeś mi rękę i z tajemniczym uśmiechem pochwaliłeś moją fryzurę...nawet nie chcę sobie przypominać jak wtedy wyglądałem...Ująłem twoja dłoń i spojrzałem Ci w oczy. Byłem oczarowany. Nigdy w życiu nie widziałem nic podobnego. Nie chodzi o same oczy bo szczerze mówiąc nic w nich nadzwyczajnego. Duże, ciemne i rozstawione daleko od siebie. Ale to co w tamtej chwili w nich widziałem przerastało moje najśmielsze oczekiwania. Mogłem czytać z Ciebie jak z otwartej księgi. Widziałem w nich swoje odbicie, ale z twojej perspektywy. Kryło się w nich zawstydzenie i ciekawość. Pragnienie i radość. Spokój i śmiech. Migoczące iskierki dosłownie wylatywały z nich otaczając nas oboje. W pewnym momencie się uśmiechnąłeś i wtedy zaparło mi dech w piersiach. Uśmiech tak szczery i dziecinny...a zarazem tak pewny i dorosły. Widziałem jak razem z ustami śmieje się cała twoja twarz. Podskakujące lekko brwi, świecące z rozbawienia oczy, napięte poliki, uniesione kąciki ust, poruszające się w rytm twojego śmiechu ramiona. Wszystko.
-Ślinisz się.
Momentalnie puszczając twoją dłoń rękawem wytarłem faktycznie zbierającą mi się w kąciku ust ślinę. Cały czerwony spojrzałem na Ciebie znowu i widząc, że śmiejesz się nie ze mnie...ale ze mną sam się uśmiechnąłem.
-Wybacz...Dopiero wstałem. Jestem Taemin.
Na powrót uścisnąłem jego rękę i tym razem już domykając szczelnie buzie obserwowałem twoją reakcje. Zaskoczyłeś mnie bo złapałeś moja rękę i uniosłeś ją do góry przed nasze twarze splatając przy tym nasze palce. Stwierdziłeś ze mam takie delikatne i malutkie raczki. Jak dziewczyna. Uderzyłem Cię wtedy w ramię i krzycząc, że twoje są oślizgłe i wielkie jak te należące do ropuchy. Dziecinne zachowanie...wiem... No, ale w końcu bylem wtedy jeszcze dzieckiem.
Przychodziłeś coraz częściej. Przynosiłeś sernik z orzechami i siadałes w salonie na tym samym miejscu czekając na mnie każdego ranka. Rozmawialiśmy oglądając katem oka filmy przyrodnicze. To było takie romantyczne. Jak sranie w toi toiku. Baaardzo romantyczne. Czasami zostawałeś do obiadu. Czasami przychodziłeś tylko na dwadzieścia minut. Jeszcze innym razem zostawałeś do kolacji. Uwielbiałem to. Braliśmy jedzenie do pokoju i śmialiśmy się z tego jak jemy...ty jak prosie ja jak trzy latek...Zawsze po tym na deser zjadaliśmy twój sernik. Brakuje mi go. Był pyszny. Nigdy nie zapomnę tej chwili kiedy powiedziałeś mi ze codziennie rano wstajesz specjalnie godzinę wcześniej żeby go zrobić dla mnie. Na ciepło. Taki był najlepszy. Co prawda po obiedzie był już zimny...ale sama myśl, że był zrobiony specjalnie dla mnie sprawiała, że kiedy go jadłem było mi ciepło na sercu. Dlaczego o tym pisze...? Bo mi tego brakuje...Dawno już tego nie robiliśmy. Nie siedzieliśmy obok siebie zajadając się twoim sernikiem i śmiejąc się z naszych umazanych ciastem twarzy. Dawno nie oglądaliśmy programu o zwierzętach. Leżysz teraz rozwalony jak jakiś zdechlak po swojej stronie łóżka. Widzę Cię takiego od ponad dwóch lat. Codziennie mogę obserwować twoją zaspaną twarz i dziękować za ten dzień kiedy przysypiając pewnego wieczoru powiedziałem krótkie "Kocham Cie Minho." Dzięki temu teraz mogę Cię przytulać...całować...kochać się z tobą każdego wieczora...mogę słyszeć te same słowa z twoich ust. Tak szczere i wesołe.
Mówisz mi to codziennie, a mimo to codziennie czuję, że to jest za mało. To jest dla mnie za mało. Kocham Cię tak mocno, że to, że jesteśmy razem całe dnie i noce...że czuje, że ty kochasz mnie równie mocno...że jesteś szczery i lojalny...że dotykasz mnie z wręcz zabijającą mnie czułością mi nie wystarcza. Nie wiem czego chce. Po prostu czuję, że moje słowa, czyny, ruchy...wszystko mnie ogranicza do pewnego stopnia. Minho...żabo moja...wiedz, że Cię kocham. Nigdy nikogo nie kochałem tak mocno. Nikt nigdy nie znaczył dla mnie tyle co ty. Nikt nie potrafił rozśmieszyć mnie tak trywialną czynnością jak jedzenie ciasta. Nikt nigdy nie zasługiwał na to spojrzenie którym darzę tylko i wyłącznie Ciebie...Wątpię żebym Ci kiedykolwiek pokazał pamiętnik w którym teraz piszę. To głupie. Wiem, że nie będę w stanie powiedzieć Ci tego wszystkiego w twarz bo dalej jestem głupim dzieciakiem...Ale i tak Ci tego nie pokaże...przepraszam...
Chyba śni Ci się coś miłego. Uśmiechasz się. Może ja też powinienem się położyć...jest już późno i pewnie jutro będę Ci jęczał, że chce mi się spać. A ty wtedy jak zwykle ucałujesz mnie w czoło i zaprowadzisz gdzieś gdzie nigdy nie byłem. Pokażesz mi coś czego nigdy nie widziałem i będziemy rozmawiać. Lubię z tobą rozmawiać...Kocham z tobą rozmawiać...szczególnie jedząc sernik z orzechami.
Żabciu....zjedzmy jutro sernik....
sobota, 26 kwietnia 2014
czwartek, 17 kwietnia 2014
OnTae 2.
Hah. Tak mnie wzięło na one-shota xDD Mam nadzieje, że paring was nie zrazi. xD Tak w ogóle...macie może szczególne zapotrzebowanie na jakiś paring? <myśli intensywnie>
____________________________________________
-Jiiiinkiii!
-Baham się Taesin. Phosiem hebyś nie tah nie nazyhau...-Przerwał mycie zębów, żeby spojrzeć na stojącego w drzwiach chłopaka. Lee Taemin. Główny tancerz i maknae zespołu SHINee, którego Jinki był liderem. Z Taeminem dogadywał się najgorzej. Mimo iż zawsze prosił, żeby zwracał się do niego Onew on robił to tylko przed kamerami. Zawsze za kulisami po koncercie pierwsze co słyszał to "Dobra robota Jinki."
Nienawidził swojego imienia. A On robił to specjalnie. Myślał, że w ten sposób wyprowadzi starszego z równowagi. Onew nie wiedział dlaczego tak bardzo mu na tym zależało, aczkolwiek...coraz częściej mu się to udawało.
-No już się tak nie gotuj. Chodź na śniadanie.
Starszy tylko wypłukał zęby z nadmiaru pasty i przeczesał palcami włosy. Idąc korytarzem cały czas przyglądał się młodszemu. Miał czarne nastawione już włosy, niezbyt rozbudowane ciało obecnie ukryte pod szarą koszulką i zgrabny tyłek, który opinały ciasne czerwone jeansy. Ale to jeszcze nic w porównaniu z całokształtem. Nie było osoby, która nie uważałaby go za absolutnie idealnego czy chociaż słodkiego. Jego dziecięca twarz, zawsze przepełniona światłem i radością w połączeniu z niesamowitymi ruchami tworzyły połączenie doskonałe. No, a przynajmniej dla Onew. Tak żeby było zabawniej starszy jako jedyny w całym zespole był gejem mimo iż fani uważali inaczej. Nawet Kibum nie był zainteresowany chłopcami, a już w szczególności nie Jonghyunem. Ani to Minho, ani Jonghyun, ani Kibum, ani nawet Taemin nie domyślali się nawet, że stary zdziwaczały wielbiciel kurczaków mógł być gejem. Żadnej z nich nie wiedział nawet, że jest tak dobrze, albo nawet lepiej zbudowany jak Jonghyun czy żabol. Rzadko kto w ogóle zwracał na niego większą uwagę. Nawet fani zespołu. według statystyk miał ich najmniej. Jednak bardzo mu to odpowiadało.
-Onew proszę przynieś jeszcze dwie szklanki bo matematyka Jonghyuna znowu zawiodła.- Ledwo co stanął w salonie, a już został o coś poproszony. Uśmiechnął się tylko jak co rano.
-Mi też miło was dzisiaj widzieć.
Wrócił już siadając przy stole i kładąc na nim brakujące szklanki. Nie dane mu było jednak nacieszyć się śniadaniem bo kiedy złapał pierwszego tosta w jego kieszeni zaczął wibrować telefon. Momentalnie jego w miarę dobry humor zjechał do zera kiedy zobaczył numer na wyświetlaczu. Odebrał telefon i tak jak podejrzewał..pożałował tego.
-Onew mam dla Ciebie papiery dotyczące nowych piosenek na koncert. Jeszcze dzisiaj musisz to przejrzeć i podpisać. Poza tym proszę Cię abyś Zastanowił się na podziałem i kolejnością piosenek i przegadał ze stylistką co tam ubierzecie. Aha! I choreograf chciał się dzisiaj z tobą zobaczyć.
-A chłopaki?
-Oni mają wolne. O ile wiem Kibum z Taeminem zostali zaproszeni na imprezę, a Minho z Jonghyunem mieli obejrzeć razem mecz. A sam ich nie możesz spytać?
-Ale...Mam to zrobić sa..
-Dasz sobie radę. W końcu jesteś liderem prawda?
Biiip Biiip Biiip.
No oczywiście. Bo tak jest najłatwiej. Zostawić wszystko na głowie jednej osoby i mieć na wszystko wyrąbane. Wstał od stołu i truchtem podbiegł do lodówki. oderwał jedną kartkę samoprzylepną i złapał w locie długopis.
-Jest 9:23, Kibum o której z Taeminem wychodzicie?
-Gdzieś około siedemnastej a co?
-Siedemnasta...-Starszy zamaszyście coś zapisał na kartce cały czas ściągając brwi.- A wy Minho?
-Nie będzie nas od czternastej gdzieś do dziewiętnastej może. Albo nawet później.
-Dobrze...od...do...stylistka i papiery...potem dom, albo nie, najpierw choreograf, papiery, stylistka, dom i papiery, a potem menager...tak będzie dobrze...
-Onew czy coś się..
-Wychodzę. -Złapał tylko tosta i tyle go było. Zostawił czwórkę kumpli przy stole z nawet nie zaczętą jajecznicą. Nie wiedział jednak, że jeden z nich zamiast powrócić do jedzenia zatopił się w myślach. Zmartwieniach i smutku spowodowanym braku bliskości lidera.
***
Była już siedemnasta A Onew zmęczony po lataniu po mieście w pogoni za stylizacją i choreografią wracał do domu. Powinien być sam, więc mógł na spokojnie zająć się papierzyskami. Nie uśmiechała mu się wizja kolejnej randki sam na sam z grubą stertą papierzysk, ale niestety.... To wszystko już go przytłaczało. On rozumiał, że był liderem, że musiał to zrobić...ale zawsze był w tym wszystkim sam. Miał czwórkę wspaniałych przyjaciół, ale żaden z nich nigdy nie zaproponował swojej pomocy. Żaden nie przyszedł z kawą i nie zapytał czy wszystko okej. Nigdy. Żaden.
-Wróciłem...
Powiedział tylko, nie zdejmując butów, mimo iż wiedział, że nikt mu nie odpowie.
-Witaj w domu Jinki...
-Taemin? Co ty tu robisz? Kibum też jest w domu? - Poderwał się do góry słysząc głos młodszego. Zrobiło mu się nagle gorąco kiedy ujrzał stojącego naprzeciwko schodów chłopaka z lekkim uśmiechem na ustach.
-Umma? Nie. Poszedł na tą imprezę. Ja zostałem. Nie miałem ochoty, wiesz chyba udzieliła mi się co tygodniowa chandra ummy.
-Aha. No dobrze. W...W takim razie wezmę się za to co tam mam do zrobienia, a ty....ty też rób co chcesz. -Było niezręcznie. Okropnie niezręcznie. Starszy nie wiedział co ma zrobić dlatego po prostu spuszczając głowę i zasłaniając się grzywką wyminął maknae i poszedł do kuchni. Kawa. Będzie mu potrzebna. I to zapewne nie jedna.
-Em...dzisiaj tak rano wyleciałeś. Czy coś się stało? -Chłopak chyba nie zrozumiał przesłania i poszedł za liderem siadając na wysepce kuchennej.
-Nie wszystko okej. Musiałem coś załatwić. Możesz iść pooglądać do pokoju, albo do salonu jak wolisz, a ja się zajmę tym co mam zrobić.
Po prostu sobie idź. Będziesz mi tylko przeszkadzał. A poza tym co Cię to tak nagle interesuje co...? Myślał wstawiając do automatu kostkę z wybraną kawą. Wcisnął guzik i wsłuchał się w odgłos lejącej się kawy.
-A może Ci pomóc?
-Nie.
-No, ale widzę, że masz mnóstwo papierzysk, więc może Ci pomogę. Nam dwóm pójdzie o wiele szybciej.
-Nie dziękuję Taeminie nie musisz mi w niczym pomagać. -Powiedział ze sztucznym uśmiechem zaciskając ręce na blacie.
-Ale ja chcę Ci pomóc Jin...
-Nie mów tak do mnie! -Nie wytrzymał i po prostu wybuchł odwracając się do chłopaka. To wszystko co zbierało się w nim od pięciu lat puściło w tym momencie.-Ile razy mam Ci powtarzać, że nie chcę abyś się tak do mnie zwracał?! I jak mówię, że nie chcę żebyś mi pomagał to tego nie chcę! Nie chcę żebyś mi przeszkadzał rozumiesz mnie?!
-A...Ale Jin...Onew. Ja bym pomógł, a nie przeszkadzał. -Już lekko wystraszony obserwował jak starszy szybko do niego podchodzi zbliżając swoją twarz do jego.
-Przeszkadzałbyś i to niemiłosiernie rozumiesz mnie?
-Ale przecież bym się nie odzywał, ani nie biegał tylko bym pomagał.
-Ty nie musisz nic robić, żeby mi przeszkadzać. Już w momencie kiedy Cię widzę ciężko mi się skupić na czymkolwiek rozumiesz? Przez Ciebie jestem rozkojarzony.
-A...Aż tak mnie nienawidzisz? -W oczach chłopaka zbierają się mimowolnie pierwsze łzy i drga dolna warga.
-Nienawidzę? Nie. Czy ty nie rozumiesz Taemin? Nie potrafię się skupić bo myślę o tobie. Ciężko mi się oddycha bo jesteś blisko. Robi mi się gorąco kiedy wymawiasz moje imię. Tylko ty to robisz i przez to robisz mi nadzieję. Nie chcę tego Taemin. Wiem, że to obrzydliwe, ale taka jest prawda. Jestem w tobie zakochany i dlatego nie możesz być ze mną tak blisko rozumiesz? Ja nie patrze na Ciebie jak ty na mnie. Nie chcę Ci zrobić na złość, ani pograć z tobą w twistera. Chcę Cię dotykać i całować. Nie jestem twoim przyjacielem. Ja na Ciebie poluję mimo iż wiem, że nigdy nie staniesz sie moją ofiarą rozumiesz?
-A...ja....Ale...
-Wiem Taeminie....Wiem. Dlatego nie mówiłem Ci tego wcześniej...Żałuję, że dowiedziałeś się tego w ten sposób...Proszę zapomnij o tym i staraj się traktować w miarę normalnie jeżeli to możliwe. A teraz przepraszam, ale muszę zająć się pracą. -W podłym humorze zabrał kawę i nawet nie patrząc na młodszego wyszedł z kuchni. Jednak zdążył zaledwie dojść do schodów kiedy poczuł uderzenie w plecy. Gdyby nie złapał się ściany już dawno leżałby plackiem na ziemi.
-Nie...Nienawidzę Cię! Jesteś takim idiotą! E--e--ekhe! Tak..tak bar-bardzo głupi! Nie..nie dałeś mi nawet dojść do...do sło-owa. A...A może ja to...to robię spe-eecjalnie?! Może ja..chce...że-żebyś zwró-ócił na m-mnie uwagę? M-może ja Cie..Cie kocham i-i chcę z to-tobą być? I wca-ale mnie to nie ob-brzydza bo ja..ja też ch-chcę Cię cał-łować i do-dotykać i-i pomagać i-i słu-uchać i w ogóle wszy-ystko z tobą robić!...A ty mnie nawet nie słuchasz! -Młodszy cały zapłakany i roztrzęsiony okładał Onew po plecach swoimi małymi piąstkami.
-Ta-Taemin co ty gadasz? -Nie zdążył się nawet obrócić do końca kiedy został przyparty do ściany i pocałowany. Do było tak dziecinne i nieudolne jak próba włożenia trójkątnego klocka do okrągłej dziurki. Młodszy nie wiedział nawet co zrobić. Delikatnie musnąć jego wargi, naprzeć, włożyć język, ugryźć, zassać się, pociągnąć, cmoknąć, polizać czy po prostu dotykać jego wargi własnymi. Jednak nie musiał czekać długo, aż to Onew przejął dominację. Oddał się całkowicie temu co robił starszy starając się nie być jedynie biernym graczem. Ten pocałunek był jakby kluczykiem otwierającym kolejne drzwi do szczęścia. Każde z nich rozkoszowało się nim na swój sposób. Jeden z nich całował namiętnie tak jakby całował po raz ostatni w swoim życiu. Przekazywał tym uczucia skrywane przez cały ten czas. Nie wiadomo bowiem czy to nie będzie ten pierwszy i ostatni...Drugi natomiast przyjmował wszystko co mu dawano. Rozkoszował się każdą sekundą. Całowanie poduszki z myślą iż to właśnie te usta....było przy tym po prostu żałosne. Nigdy by nie pomyślał, że to o czym marzył spełni się...i to w taki sposób. Oderwał się i z ognikami w oczach głęboko oddychając przyjrzał się starszemu. Łzy już dawno przestały lecieć choć na policzkach dalej widniały po nich ślady Uśmiechnął się seksownie na tyle na ile pozwalał mu jego stan psychiczny i przejechał ręką po szyi starszego lekko podszczypując przy grdyce.
-To jak? Pomóc Ci?
_____________________________________________
Resztę zostawiam waszej wyobraźni ;>>
____________________________________________
-Jiiiinkiii!
-Baham się Taesin. Phosiem hebyś nie tah nie nazyhau...-Przerwał mycie zębów, żeby spojrzeć na stojącego w drzwiach chłopaka. Lee Taemin. Główny tancerz i maknae zespołu SHINee, którego Jinki był liderem. Z Taeminem dogadywał się najgorzej. Mimo iż zawsze prosił, żeby zwracał się do niego Onew on robił to tylko przed kamerami. Zawsze za kulisami po koncercie pierwsze co słyszał to "Dobra robota Jinki."
Nienawidził swojego imienia. A On robił to specjalnie. Myślał, że w ten sposób wyprowadzi starszego z równowagi. Onew nie wiedział dlaczego tak bardzo mu na tym zależało, aczkolwiek...coraz częściej mu się to udawało.
-No już się tak nie gotuj. Chodź na śniadanie.
Starszy tylko wypłukał zęby z nadmiaru pasty i przeczesał palcami włosy. Idąc korytarzem cały czas przyglądał się młodszemu. Miał czarne nastawione już włosy, niezbyt rozbudowane ciało obecnie ukryte pod szarą koszulką i zgrabny tyłek, który opinały ciasne czerwone jeansy. Ale to jeszcze nic w porównaniu z całokształtem. Nie było osoby, która nie uważałaby go za absolutnie idealnego czy chociaż słodkiego. Jego dziecięca twarz, zawsze przepełniona światłem i radością w połączeniu z niesamowitymi ruchami tworzyły połączenie doskonałe. No, a przynajmniej dla Onew. Tak żeby było zabawniej starszy jako jedyny w całym zespole był gejem mimo iż fani uważali inaczej. Nawet Kibum nie był zainteresowany chłopcami, a już w szczególności nie Jonghyunem. Ani to Minho, ani Jonghyun, ani Kibum, ani nawet Taemin nie domyślali się nawet, że stary zdziwaczały wielbiciel kurczaków mógł być gejem. Żadnej z nich nie wiedział nawet, że jest tak dobrze, albo nawet lepiej zbudowany jak Jonghyun czy żabol. Rzadko kto w ogóle zwracał na niego większą uwagę. Nawet fani zespołu. według statystyk miał ich najmniej. Jednak bardzo mu to odpowiadało.
-Onew proszę przynieś jeszcze dwie szklanki bo matematyka Jonghyuna znowu zawiodła.- Ledwo co stanął w salonie, a już został o coś poproszony. Uśmiechnął się tylko jak co rano.
-Mi też miło was dzisiaj widzieć.
Wrócił już siadając przy stole i kładąc na nim brakujące szklanki. Nie dane mu było jednak nacieszyć się śniadaniem bo kiedy złapał pierwszego tosta w jego kieszeni zaczął wibrować telefon. Momentalnie jego w miarę dobry humor zjechał do zera kiedy zobaczył numer na wyświetlaczu. Odebrał telefon i tak jak podejrzewał..pożałował tego.
-Onew mam dla Ciebie papiery dotyczące nowych piosenek na koncert. Jeszcze dzisiaj musisz to przejrzeć i podpisać. Poza tym proszę Cię abyś Zastanowił się na podziałem i kolejnością piosenek i przegadał ze stylistką co tam ubierzecie. Aha! I choreograf chciał się dzisiaj z tobą zobaczyć.
-A chłopaki?
-Oni mają wolne. O ile wiem Kibum z Taeminem zostali zaproszeni na imprezę, a Minho z Jonghyunem mieli obejrzeć razem mecz. A sam ich nie możesz spytać?
-Ale...Mam to zrobić sa..
-Dasz sobie radę. W końcu jesteś liderem prawda?
Biiip Biiip Biiip.
No oczywiście. Bo tak jest najłatwiej. Zostawić wszystko na głowie jednej osoby i mieć na wszystko wyrąbane. Wstał od stołu i truchtem podbiegł do lodówki. oderwał jedną kartkę samoprzylepną i złapał w locie długopis.
-Jest 9:23, Kibum o której z Taeminem wychodzicie?
-Gdzieś około siedemnastej a co?
-Siedemnasta...-Starszy zamaszyście coś zapisał na kartce cały czas ściągając brwi.- A wy Minho?
-Nie będzie nas od czternastej gdzieś do dziewiętnastej może. Albo nawet później.
-Dobrze...od...do...stylistka i papiery...potem dom, albo nie, najpierw choreograf, papiery, stylistka, dom i papiery, a potem menager...tak będzie dobrze...
-Onew czy coś się..
-Wychodzę. -Złapał tylko tosta i tyle go było. Zostawił czwórkę kumpli przy stole z nawet nie zaczętą jajecznicą. Nie wiedział jednak, że jeden z nich zamiast powrócić do jedzenia zatopił się w myślach. Zmartwieniach i smutku spowodowanym braku bliskości lidera.
***
Była już siedemnasta A Onew zmęczony po lataniu po mieście w pogoni za stylizacją i choreografią wracał do domu. Powinien być sam, więc mógł na spokojnie zająć się papierzyskami. Nie uśmiechała mu się wizja kolejnej randki sam na sam z grubą stertą papierzysk, ale niestety.... To wszystko już go przytłaczało. On rozumiał, że był liderem, że musiał to zrobić...ale zawsze był w tym wszystkim sam. Miał czwórkę wspaniałych przyjaciół, ale żaden z nich nigdy nie zaproponował swojej pomocy. Żaden nie przyszedł z kawą i nie zapytał czy wszystko okej. Nigdy. Żaden.
-Wróciłem...
Powiedział tylko, nie zdejmując butów, mimo iż wiedział, że nikt mu nie odpowie.
-Witaj w domu Jinki...
-Taemin? Co ty tu robisz? Kibum też jest w domu? - Poderwał się do góry słysząc głos młodszego. Zrobiło mu się nagle gorąco kiedy ujrzał stojącego naprzeciwko schodów chłopaka z lekkim uśmiechem na ustach.
-Umma? Nie. Poszedł na tą imprezę. Ja zostałem. Nie miałem ochoty, wiesz chyba udzieliła mi się co tygodniowa chandra ummy.
-Aha. No dobrze. W...W takim razie wezmę się za to co tam mam do zrobienia, a ty....ty też rób co chcesz. -Było niezręcznie. Okropnie niezręcznie. Starszy nie wiedział co ma zrobić dlatego po prostu spuszczając głowę i zasłaniając się grzywką wyminął maknae i poszedł do kuchni. Kawa. Będzie mu potrzebna. I to zapewne nie jedna.
-Em...dzisiaj tak rano wyleciałeś. Czy coś się stało? -Chłopak chyba nie zrozumiał przesłania i poszedł za liderem siadając na wysepce kuchennej.
-Nie wszystko okej. Musiałem coś załatwić. Możesz iść pooglądać do pokoju, albo do salonu jak wolisz, a ja się zajmę tym co mam zrobić.
Po prostu sobie idź. Będziesz mi tylko przeszkadzał. A poza tym co Cię to tak nagle interesuje co...? Myślał wstawiając do automatu kostkę z wybraną kawą. Wcisnął guzik i wsłuchał się w odgłos lejącej się kawy.
-A może Ci pomóc?
-Nie.
-No, ale widzę, że masz mnóstwo papierzysk, więc może Ci pomogę. Nam dwóm pójdzie o wiele szybciej.
-Nie dziękuję Taeminie nie musisz mi w niczym pomagać. -Powiedział ze sztucznym uśmiechem zaciskając ręce na blacie.
-Ale ja chcę Ci pomóc Jin...
-Nie mów tak do mnie! -Nie wytrzymał i po prostu wybuchł odwracając się do chłopaka. To wszystko co zbierało się w nim od pięciu lat puściło w tym momencie.-Ile razy mam Ci powtarzać, że nie chcę abyś się tak do mnie zwracał?! I jak mówię, że nie chcę żebyś mi pomagał to tego nie chcę! Nie chcę żebyś mi przeszkadzał rozumiesz mnie?!
-A...Ale Jin...Onew. Ja bym pomógł, a nie przeszkadzał. -Już lekko wystraszony obserwował jak starszy szybko do niego podchodzi zbliżając swoją twarz do jego.
-Przeszkadzałbyś i to niemiłosiernie rozumiesz mnie?
-Ale przecież bym się nie odzywał, ani nie biegał tylko bym pomagał.
-Ty nie musisz nic robić, żeby mi przeszkadzać. Już w momencie kiedy Cię widzę ciężko mi się skupić na czymkolwiek rozumiesz? Przez Ciebie jestem rozkojarzony.
-A...Aż tak mnie nienawidzisz? -W oczach chłopaka zbierają się mimowolnie pierwsze łzy i drga dolna warga.
-Nienawidzę? Nie. Czy ty nie rozumiesz Taemin? Nie potrafię się skupić bo myślę o tobie. Ciężko mi się oddycha bo jesteś blisko. Robi mi się gorąco kiedy wymawiasz moje imię. Tylko ty to robisz i przez to robisz mi nadzieję. Nie chcę tego Taemin. Wiem, że to obrzydliwe, ale taka jest prawda. Jestem w tobie zakochany i dlatego nie możesz być ze mną tak blisko rozumiesz? Ja nie patrze na Ciebie jak ty na mnie. Nie chcę Ci zrobić na złość, ani pograć z tobą w twistera. Chcę Cię dotykać i całować. Nie jestem twoim przyjacielem. Ja na Ciebie poluję mimo iż wiem, że nigdy nie staniesz sie moją ofiarą rozumiesz?
-A...ja....Ale...
-Wiem Taeminie....Wiem. Dlatego nie mówiłem Ci tego wcześniej...Żałuję, że dowiedziałeś się tego w ten sposób...Proszę zapomnij o tym i staraj się traktować w miarę normalnie jeżeli to możliwe. A teraz przepraszam, ale muszę zająć się pracą. -W podłym humorze zabrał kawę i nawet nie patrząc na młodszego wyszedł z kuchni. Jednak zdążył zaledwie dojść do schodów kiedy poczuł uderzenie w plecy. Gdyby nie złapał się ściany już dawno leżałby plackiem na ziemi.
-Nie...Nienawidzę Cię! Jesteś takim idiotą! E--e--ekhe! Tak..tak bar-bardzo głupi! Nie..nie dałeś mi nawet dojść do...do sło-owa. A...A może ja to...to robię spe-eecjalnie?! Może ja..chce...że-żebyś zwró-ócił na m-mnie uwagę? M-może ja Cie..Cie kocham i-i chcę z to-tobą być? I wca-ale mnie to nie ob-brzydza bo ja..ja też ch-chcę Cię cał-łować i do-dotykać i-i pomagać i-i słu-uchać i w ogóle wszy-ystko z tobą robić!...A ty mnie nawet nie słuchasz! -Młodszy cały zapłakany i roztrzęsiony okładał Onew po plecach swoimi małymi piąstkami.
-Ta-Taemin co ty gadasz? -Nie zdążył się nawet obrócić do końca kiedy został przyparty do ściany i pocałowany. Do było tak dziecinne i nieudolne jak próba włożenia trójkątnego klocka do okrągłej dziurki. Młodszy nie wiedział nawet co zrobić. Delikatnie musnąć jego wargi, naprzeć, włożyć język, ugryźć, zassać się, pociągnąć, cmoknąć, polizać czy po prostu dotykać jego wargi własnymi. Jednak nie musiał czekać długo, aż to Onew przejął dominację. Oddał się całkowicie temu co robił starszy starając się nie być jedynie biernym graczem. Ten pocałunek był jakby kluczykiem otwierającym kolejne drzwi do szczęścia. Każde z nich rozkoszowało się nim na swój sposób. Jeden z nich całował namiętnie tak jakby całował po raz ostatni w swoim życiu. Przekazywał tym uczucia skrywane przez cały ten czas. Nie wiadomo bowiem czy to nie będzie ten pierwszy i ostatni...Drugi natomiast przyjmował wszystko co mu dawano. Rozkoszował się każdą sekundą. Całowanie poduszki z myślą iż to właśnie te usta....było przy tym po prostu żałosne. Nigdy by nie pomyślał, że to o czym marzył spełni się...i to w taki sposób. Oderwał się i z ognikami w oczach głęboko oddychając przyjrzał się starszemu. Łzy już dawno przestały lecieć choć na policzkach dalej widniały po nich ślady Uśmiechnął się seksownie na tyle na ile pozwalał mu jego stan psychiczny i przejechał ręką po szyi starszego lekko podszczypując przy grdyce.
-To jak? Pomóc Ci?
_____________________________________________
Resztę zostawiam waszej wyobraźni ;>>
Subskrybuj:
Posty (Atom)