Heej! Witam po dość długiej nieobecności. Jeżeli ktoś czekał - dziękuję, przepraszam i...no dziękuję ;; xD Trochę się porobiło i nie było nawet czasu myśleć o blogu. Jednak wyświetlenia bardzo miło mnie zaskoczyły... (Kiedy mówię zaskoczyły mam na myśli mnie więcej taką reakcję : http://i.imgur.com/lQ9Ln.gif )
Już zapewne zauważyliście, że moim ukochanym pairingiem jest JongKey, więc... dzisiaj też JongKey! xD
Mam nadzieje, że wam się spodoba :) Za wszelkie błędy przepraszam ;;
______________________________________________
Hej głupku... Stoję i czekam. No halo. Czekam tu już z dobre...dwie minuty. Odwrócisz się wreszcie? Ile mam jeszcze czekać... Już mnie ramię boli od tego podpierania ściany! I to jeszcze w takiej pozycji. Kotku... Zostaw te gary i weź się obróć co...?
Stoję oparty ramieniem o framugę, wykonanych z ciemnego drewna, drzwi patrząc na Ciebie myjącego blachę po cieście. Mówisz coś pod nosem. Zapewne nucisz tą piosenkę z radia... Tą, którą słyszeliśmy rano w samochodzie.
Tak głupio zmarszczyłeś nos kiedy usłyszałeś pierwszy dźwięk... Mówiłeś, że jej nie lubisz. Akurat. Kiedy ty czegoś nie lubisz to znaczy, że za tym wręcz szalejesz. Tak samo nie lubisz zmywać naczyń. A co teraz robisz? No zmywasz naczynia. Przestań kręcić tym tyłkiem okej? Wcale... ale to wcale mnie tym nie rozpraszasz. Próbuję utrzymać tą pozycję w razie gdybyś JEDNAK z łaski swojej się odwrócił. Może odchrząknąć...?
Przechylam głowę w bok Patrząc ile jeszcze do mycia Ci zostało po chwili jednak uśmiechając się szeroko kiedy dostrzegam, że jeszcze tylko dwa talerze. W okół moich oczu pojawiają się zmarszczki, a skóra na policzkach się napina. Przeczesuję szarmancko włosy dłonią spostrzegając, że między palcami zostaje jeden siwy włos.
Kiedy ja się tak zestarzałem? Kiedy zacząłem siwieć? Kiedy dostałem pierwszych zmarszczek? Może to po naszej pierwszej kłótni? A może po drugiej? W rachubę jeszcze wchodzi ta trzecia... Ty też już nie jesteś taki młody. Obaj się zestarzeliśmy nawet nie wiedząc, że czas tak szybko zleciał... Nigdy o tym nie myślałem. Nie zastanawiałem się nad tym, że właśnie skończył się kolejny dzień, ani, że minęła kolejna rocznica, urodziny, imieniny. Żyję dzień za dniem uśmiechając się kiedy tylko mam okazję. O... znowu się uśmiecham. Nawet nie wiem czemu.
Patrzę jak myjesz te talerze i sztućce stojąc jak nastolatek chcący poderwać koleżankę z klasy. Ramię już pulsuje bólem od wbijającego się kantu, ale ja nie zmieniam pozycji.
Pamiętam jak mając dwadzieścia lat stawałem w ten sam sposób w drzwiach twojego pokoju w uniwerku tylko po to żeby w końcu usłyszeć "Jonghyun wynoś się stąd!", "No i po coś tu przylazł?" czy "Jeszcze raz wejdziesz bez pozwolenia, a urwę Ci jaja i oprawię w ramkę!". Nie lubiłeś mnie. A przynajmniej tak mi się wydaje... Jak się wreszcie obrócisz to Cię o to zapytam. Ale ja lubiłem Ciebie. I to bardzo. Od zawsze. Doskonale o tym wiedziałeś. Każdy o tym wiedział! Jakie to żenujące... Jednak teraz myślę... jak mi się udało Cię zdobyć? Okej. Pamiętam, że było to dokładnie 28 sierpnia. Pamiętam, że stało się to kiedy po raz kolejny stanąłem w twoich drzwiach... Ale nie wiem czemu tym razem mi na to pozwoliłeś. Czemu zamiast zwyczajowego krzyku i rumieńców na policzkach przywitał mi lekki uśmiech i "Wiedziałem, że dzisiaj też przyjdziesz.".
Śmieję się na tyle cicho, że nie jesteś w stanie wyłapać tych dźwięków pośród szumu wody. Unoszę przy tym lekko ramiona, a zmarszczki na mojej twarzy znacznie się pogłębiają. Od tamtego czasu minęło ponad dwadzieścia lat.
Później było tylko lepiej pamiętasz? Chociaż mieliśmy swoje wzloty i upadki, nie powiem, że nie. Kilkakrotnie się wyprowadziłeś... Kilkakrotnie ja się wyniosłem... wiele razy nie odzywaliśmy się do siebie przez okres dłuższy niż było to konieczne. Nawet raz się rozeszliśmy. A przynajmniej tak to zrozumiałem... Nie przeszkodziło nam to jednak w całonocnym godzeniu się jeszcze tego samego wieczoru... Jaki ty wtedy byłeś szalony. Młodzieńcza werwa jak to nazywają. Latka lecą, ale warwa wciąż się Ciebie trzyma jak rzep psiego ogona. Jesteś niesamowity. Zawsze byłeś zresztą i podejrzewam, że dalej będziesz. Kibum. Do cholery. Skończ machać tym tyłkiem bo i moja młodzieńcza werwa Cię zaskoczy. O. Masz na sobie te granatowe spodnie, których nie lubię. Tym lepiej. Ściągnę je szybciej. Kupiłeś je tylko dlatego, że Ci tego zakazałem. Teraz jak tak o tym myślę, to ty robisz mnóstwo rzeczy tylko po to żeby zrobić mi na złość. Jesteś okropny.
Przestępuję z nogi na nogę na sekundę odrywając się od ściany. Prędko jednak wracam na swoją pozycję kiedy ty się lekko przekręcasz. Bez sensu... Znowu zwracasz się w stronę zlewu.
Ile mam jeszcze czekać? Naczekałem się już wystarczająco. Zawsze na Ciebie czekam! Czy to kiedy się malujesz,czy kiedy się ubierasz, czy kiedy robisz obiad, czy kiedy mamy gdzieś iść, czy kiedy masz wyjść z wanny, czy kiedy masz się wziąć za odkurzanie, czy kiedy masz do mnie dołączyć w sypialni, czy kiedy się przebierasz w sklepie, czy kiedy jesz, czy chociażby kiedy idziesz! Zawsze musiałem na Ciebie czekać. Kiedy ty stawiałeś pierwszy krok ja już byłem z pięć do przodu. Z jednej strony to ciągłe czekanie mnie męczy... Ale z drugiej, uważam, że warto. To brzmi jak ckliwy tekst z dramy albo co gorsza telenoweli... Ale kocham Cię i mógłbym na Ciebie czekać całe życie! Nic się nie zmieniło od czasów podstawówki... potem gimnazjum, liceum i studiów. No może tylko to, że denerwujesz mnie coraz mniej. Jestem dla Ciebie zbyt wyrozumiały... Ale to dlatego, że Cię kocham. Tak szalenie jak wtedy gdy byliśmy młodzi. Kiedy jedyne czego oczekiwaliśmy od życia to szczęścia, wolności i samych siebie. Ty też tak myślisz robaczku? Albo powinienem powiedzieć robaku...? Robaczki są słodkie. A ty słodki nie jesteś nawet jak śpisz. Ślinisz się, kopiesz, zabierasz mi kołdrę i jeszcze mnie czasami nawet uderzysz... A potem się pytasz czemu w nocy przenoszę się do salonu. Nie rozumiem nawet po co pytasz skoro i tak kiedy się budzę ty ciasno do mnie przylegasz żeby nie spaść z wąskiej kanapy. Owijasz się zaledwie koniuszkiem koca i spokojnie pochrapujesz ze stopami owiniętymi wokół moich. No dobrze... wtedy jesteś słodki. Ale tylko troszeczkę.
Odrywam się od framugi i korzystając z "chwili" twojej nieuwagi rozciągam się masując przy tym ramię. Krzywię się zaraz jednak przenosząc ciężar na drugą nogę opierając się druga stroną ramienia.
Tyle razem przeszliśmy. Tyle razy wycierałem twoje łzy. Tyle razy wywoływałem na twojej twarzy uśmiech. Tyle razy widziałem gniew w twoich oczach. Tyle razy tuliłem twe wątłe mimo lat ciało do siebie. Tyle razy całowałem twoje słodkie wargi, które nigdy nie straciły na słodyczy. Tyle razy pomagałem Ci kiedy miałeś jakiś problem. Tyle razy nudziłem się z tobą kiedy pogoda nie sprzyjała, a w telewizji nie leciało nic ciekawego. Tyle razy błagałem Cię, żebyś nie przestawał mnie kochać. Tyle razy mówiłem Ci, że Cię kocham. Tyle razy obiecałem, że będę to robił. I do tej pory otrzymuję to wszystko w zamian... Ty chyba naprawdę mnie kochasz co?
Śmieję się trochę głośniej z własnego stwierdzenia tym razem jednak zwracając na siebie twoją uwagę. Wysoko unosisz wydepilowane idealnie brwi z blizna przecinającą prawą z nich. Uśmiechasz się lekko przez co na twojej twarzy też pojawiają się zmarszczki. Z każdą sekundą twój uśmiech staje się coraz szerszy, a w oczach tworzy się coraz więcej iskierek. Wycierasz dłonie w ścierkę wiszącą obok na haczyku i podchodzisz do mnie, łapiąc poły mojej koszuli kiedy jesteś wystarczająco blisko. Opierasz się o mnie całym ciałem przez co ja zmuszony jestem obrócić się całymi plecami do framugi. Przygryzasz dolną wargę niecierpliwiąc się jak dziecko.
Wiesz... mówią, że prawdziwa miłość to ta, która przetrwa lata rozłąki... Ja jednak dochodzę do wniosku, że prawdziwa miłość to ta, która przetrwała lata bycia razem...
-O czym myślisz?
-...O niczym kotku. O niczym ważnym...