poniedziałek, 16 listopada 2015

JongKey 7.

Ten oneshot powstał dzięki piosence Adele, której wszyscy mają już pewnie serdecznie dość xD A mianowicie "Hello". Mam nadzieję, że wam się spodoba, i zostawicie po sobie jakiś komentarz ;; Wytykajcie błędy, jeżeli takowe znajdziecie!
_______________________
Minęło tyle lat. Nie widzieliśmy się ani razu.
Ile to czasu? Cztery lata? Pięć? Może dziesięć…?
Ile mil? Tysiące? Miliony? Może miliardy…?
Mimo, że sam się na to zdecydowałem zacząłem żałować tuż po wyjeździe.
Dlaczego? Bo dalej Cię kochałem. Tak cholernie mocno. Nieprzerwanie, od kiedy tylko sobie to uświadomiłem. Ile mogłem mieć wtedy lat?
Czternaście? Piętnaście? Może szesnaście…?
Niby nic. Wiek, kiedy każdy zaczyna się wahać. Jednak ja bylem gotowy poświęcić dla Ciebie wszystko gdybyś tylko tego chciał. Myślałem wpierw o tobie, nie o sobie. Słuchałem każdego twojego słowa błagając w myślach, żebyś mówił dalej. Dawałem Ci siebie, a ty tego nieświadomy brałeś garściami. Dawałem pomocną dłoń nigdy nie prosząc o twoją. Nie chciałem, aby twoje czyste i delikatne ręce babrały się w takim błocie jakim było moje życie. Ty sam nigdy nie pytałeś. Nigdy Cię to nie interesowało. Ta obojętność była z jednej strony prezentem, a z drugiej nożem, który raz po raz wbijałeś mi w plecy. Z czasem zakochiwałem się coraz bardziej, pragnąc już nie tylko twojej uwagi. Byłem zachłanny. Własne pragnienia mnie zniszczyły… Tak bardzo chciałem być przy tobie, że kiedy tak nie było, agresję wyładowywałem na sobie.
Wiesz co to oznacza?
Tak. Dobrze myślisz. Depresja. Nerwica. Szpital. Śmierć.
Nie no, nie przesadzajmy… bez tej śmierci. Ale pozostała część się zgadza. Depresja, z która zmagałem się sam. Nie było przy mnie nikogo. Ani mojej rodziny, ani Ciebie… w szczególności Ciebie. Gdybyś nawet zapytał, nie powiedziałbym Ci. Bałem się, że znienawidzisz tą część mnie… dlatego skrzętnie ukrywałem się za kurtyną uśmiechu. Ale ty nawet nie próbowałeś pytać… i ta świadomość, że nawet nie obchodziło Cię, czy dobrze się czuję, wykańczała mnie powoli. Pasożytowała we mnie wyżerając od środka, pozostawiając po sobie słodko kwaśny posmak, zupełnie jak cykuta rozlana po przełyku. Depresja pociągnęła za sobą nerwicę i stany lękowe, a one problemy ze zdrowiem… czy ktokolwiek zauważył? Nie. Nie dopuściłem do tego. Zamiast tego skrzętnie ukrywałem swoje smutki, z każdym dniem izolując się coraz bardziej. Najbardziej od Ciebie. Po pewnym czasie doszło do tego, że sam mnie znienawidziłeś… Sam się oddaliłeś, przestałeś mnie szukać wzrokiem, przestałeś pisać i rozmawiać. Cieszyłem się, bo to było równoznaczne z tym, że nie mam czego szukać i mogę sobie odpuścić. Ale nie ważne jak się starałem, nie mogłem tego zrobić… Dlatego uciekłem. Wyjechałem. Wyprowadziłem się. Uciekłem od Ciebie.
To była najlepsza decyzja w moim życiu.
Najlepsza i najgorsza zarazem.
Już w dniu wyjazdu pożałowałem tego z całego serca.
Powoli zapominałem. A przynajmniej tak sobie mówiłem. Próbowałem zapomnieć, o twoich ciemnych włosach, malinowych wargach, czekoladowych oczach. O twoim śmiechu, twoich uroczych na swój sposób dziwactwach. O sposobie w jaki przeciągałeś samogłoski, i szczegółach, które zauważałem tylko ja. Starałem się zapomnieć o tym wszystkim, powoli faktycznie zapominając. Zapomniałem jak wyglądałeś. Zapomniałem jaką barwę miał twój głos. Cieszyłem się. Mimo, że czasem dalej próbowałem do tego wrócić, to szybko porzucałem te zamiary. Uwolniłem się od Ciebie. Od wspomnienia twojego pocałunku. Jednego, jedynego, który był wynikiem zakładu… Od pamięci o cieple twoich ramion kiedy te owijały się wokół mojego pasa. O zapachu twojej szyi, która całowałem tyle razy, kiedy nieświadomy niczego słodko spałeś…
Każdego dnia żegnałem Cię z drugiej strony świata. Żegnałem Cię tymi samymi słowami: “Żegnaj Kibummie”. A mimo to każdego dnia w głębi duszy znowu Cię witałem mówiąc: “Hej, to ja, pamiętasz?”. Przepraszałem za wszystko co zrobiłem, i wszystko czego Ci zabrakło. Tłumaczyłem się tym, że się starałem. Jednak tak naprawdę byłem egoistą… bałem się, więc nie mówiłem Ci tego co powinienem, raniąc nie tylko siebie, ale i Ciebie. A ty zraniony wymieniałeś mnie na Minho, czy Onew. Żaden z nich jednak nie był mną i ty o tym wiedziałeś.
Jednak teraz postanowiłem wrócić. Byłem na to gotów.
Tak myślałem, jednak teraz kiedy stanąłeś przede mną otoczony znajomymi wszystko wróciło do mnie ze zdwojoną siłą. Chyba zrozumieli, że to nie czas. Odeszli pozostawiając nas samych i milczących na środku chodnika. Patrzyłem jak się zmieniłeś… Dojrzałeś… Dalej byłeś tak samo piękny, tak samo koci co zawsze. Uśmiechnąłem się sam do siebie z politowaniem po chwili kręcąc głową…  
-Czy ty musisz zawsze być tam gdzie Cię nie potrzeba…?
-Słucham? -Zaskoczony moim pytaniem uniosłeś głowę dopiero po chwili zdając sobie sprawę z moich słów. Tak jak myślałem, zły ściągnąłeś brwi i spojrzałeś na mnie z nienawiścią łapiąc za poły czarnego płaszcza.
-Wyjechałem, żeby od Ciebie uciec, a kiedy wracam, jesteś pierwszą osobą jaką widzę. Nie tego chciałem…
Już po chwili poczułem gorący policzek. Spojrzałem na Ciebie zdziwiony jednak to i tak nic w porównaniu z tym, co poczułem widząc smutek i łzy w twoich oczach. Wyglądałeś tak jakbyś cierpiał… Ale nie przez moje słowa… Zachowywałeś się jakbyś czuł to samo co ja… Jakbyś był zły, że się spotkaliśmy, bo ty zdążyłeś zapomnieć. O moich pocałunkach, których jednak byłeś świadom. O moim dotyku, który nigdy nie był dla Ciebie niczym. O moim smutku, który skrywałem w sobie, a którego ty nie chciałeś wyciągać na zewnątrz bojąc się, że to tylko pogorszy sprawę.
A co jeżeli ten cały czas był jedynie czasem straconym…? Co jeżeli te mile były głupim pretekstem...? Co jeżeli poranne powitanie było silniejsze niż którykolwiek z nas się tego spodziewał? Co jeżeli oboje w uporze staraliśmy się zapomnieć o sobie, co było tylko drogą na około? Co jeżeli dopiero teraz wchodziliśmy na dobrą ścieżkę…?
Nie zważając na to, że dalej znajdowaliśmy się na chodniku ty powoli przysunąłeś się i spuszczając dłonie po moim płaszczu schowałeś twarz w moim szalu niewyraźnie prosząc…
-...Jonghyun… zacznijmy od nowa. 

sobota, 17 października 2015

JongKey 6.

Hej hej! Wracam do was z kolejnym oneshotem JongKeya, tym razem całkiem innym, nie skupiającym się na JongKeyu (wobec tego, możecie wstawić na ich miejsce te postacie, ktore chcecie, ten pairing jest tylko i wyłącznie moim wyborem, absolutnie nienarzuconym odgórnie :) ), ale na uczuciach. Pomysł spadł na mnie po przeczytaniu książki E.M.Schmitta pt. "Napój miłosny", czytał ktoś? Jak nie to polecam ^^ Powiedzcie mi prosze co o tym myślicie w komentarzach. Czy lubicie i chcecie czytać tego typu teksty? Co w tej chwili przemawia do was najbardziej? Jakie gatunki? Naprawde... Serio... Odezwijcie sie w komentarzach... ;;
Miłego czytania :)
_________________________
-Kibummie, co robisz? -Pytam choć widzę, jak swoimi kościstymi dłońmi ugniatasz ciasto. Traktujesz je wręcz z szacunkiem. Delikatnie, jednak pewnie naciskasz jedną ręką na grubą warstwę jasnej masy po chwili drugą przywracasz ją na druga stronę. Unosisz placek z jednej strony i sięgając chudymi palcami do papierowej torby pociągasz nosem. Umazaną białym proszkiem dłonią posypujesz stół i to samo robisz wpierw unosząc drugą stronę ugniatanego ciasta. Bawisz się nim jednocześnie pieszcząc opuszkami swoich palców. Zawsze tak traktowałeś ciasto, zawsze było dla Ciebie ważne. Mimo, że dla mnie to zwykłe ugniatanie, dla Ciebie to swego rodzaju rytuał. Swoimi ruchami przemawiasz do niego, namawiasz do szybszego pęcznienia. Gładzisz mając nadzieję, że od tego stanie się bardziej pulchne. Posypujesz mąką wyobrażając sobie już na tym etapie jakim kolorem się zabarwi wygrzewając w piekarniku. Kochasz ciasta. Kochasz ciasta, ciasteczka, babeczki, ciągutki, lukier, cukier, lizaki, masy, kolorowe, słodkie dodatki. Kochasz je jeść, a jeszcze bardziej kochasz je robić. Wiem to choć nigdy mi tego nie powiedziałeś wprost. Jesteśmy przyjaciółmi od ponad 8 lat. Znam Cię tak dobrze jak nikt inny. Znam twoje ciało, zapach, twarz, kiedy się budzisz, gusty, troski, niezręczności, wspomnienia, nastroje, wady, zalety, marzenia i pragnienia, nawet jeżeli ty nie do końca zdajesz sobie z nich sprawę. Znam twoje nawyki, reakcje twojego ciała na różne bodźce, potrafię z pamięci narysować twój portret z najmniejszymi szczegółami, takimi jak piegi, plamki na tęczówkach, blizny, a nawet zakrzywienie brwi. Wiem o tobie wszystko. Wiem o tobie wszystko ponieważ od lat obsesyjnie wręcz Ci się przypatruje. Jesteś moim przyjacielem, jednak fascynujesz mnie bardziej niż niejedna kobieta. Uwielbiam na Ciebie patrzeć. Czasem śmieszy mnie to, że znam Cię na tyle dobrze, że potrafię przewidzieć twój kolejny ruch. Tak jak to, ze po posypaniu ukochanego ciasta mąką, drapiesz się w nos prósząc jego czubek białym proszkiem. Obserwowanie Cie jest moim ulubionym zajęciem. Kiedy tak Ci się przypatruję czuję się jak drapieżnik niebezpiecznie czający się na swoja ofiarę, choć wiem, że nigdy mą ofiarą nie zostaniesz... Intrygujesz mnie. Pragnę wiedzieć o tobie wszystko. Pożądam tego jak narkoman dziennej dawki heroiny. Potrzebuje tego, aby czuć się spełnionym.
Czy to miłość?
Nie wiem... Nie wierzę w coś takiego jak miłość. Obłudne uczucie szczęścia, które jest w stanie zdmuchnąć, jak najwątlejszy płomień świecy, jedno słowo, jeden ruch, jedno spojrzenie, bądź jego brak. Miłość jest ludzką nazwą na uczucie pojednania duszy i ciała. Miłością nazywa się połączenie pragnienia bliskości z pragnieniem zrozumienia. Miłość można wywołać. Można ją stworzyć. Wtedy miłość nie jest już obłudą, a jedynie cieniem tej obłudy. Kłamstwem, które rozpoczęło łańcuch upadających kolejno po sobie kostek domina. Czy warto bawić się w coś takiego? Bowiem tylko jeżeli doznania duchowe pokryją się z cielesnymi możemy mówić o miłości. Ale miłość jest w wyobrażeniu ludzkim czymś wiecznym... W takim razie jak wytłumaczyć kłótnie, zdrady, rozwody, kłamstwa, oszczerstwa czy wyzwiska...? Z upływem czasu ta obłuda zanika ujawniając prawdziwą twarz każdego z kochanków. Jedno pragnie przygód. Jednym kierują żądze. Jedno nie widzi swej winy. Drugie pragnie uczuć. Drugim kierują emocje. Drugie widzi jedynie winę tego drugiego.
Po co, więc zatapiać się w tym morzu pełnym smoły, próbując łapać się piachu, skoro możemy zaczekać na brzegu...?
Przyjaźń, która wymaga zrozumienia, czy miłość wymagająca pożądania?
W takim razie czym jest to co czuje do Ciebie? Zarazem jestem twoim przyjacielem i Cię pragnę.
Miłość i przyjaźń dzieli jedynie skóra, a skóra jest cienka...
-O, Jonghyun. Twoje ulubione ciasto bananowe. Zrobiłem już syrop. Mam nadzieję, że zjesz. -Patrzę jak obracasz się lekko w moją stronę i zerkasz kątem czekoladowego oka. Uśmiechasz się widząc jak podchodzę i stając obok Ciebie wychylam Ci się przez ramię chcąc spojrzeć na ciasto w twoich cudownie gładkich dłoniach. Patrzysz z powrotem w stronę blatu nie zdając sobie sprawy z tego, że cicho zaciągam się słodkim zapachem twoich pieprzowych perfum pomieszanych z nutką skórki pomarańczy, której aromat zawarty jest w twoim szamponie. Nie wiesz też, że staję tak blisko, aby poczuć na poliku miękkość twoich ciemnych włosów. Ani, że opieram się o Ciebie nie przypadkiem, ale po to, aby po raz kolejny napotkać gorącą barierę w postaci twojej skóry. Mimo iż sam robię na przekór swojemu rozsądkowi, który krzyczy, abym się otrząsnął, z tego słodkiego amoku, abym się odsunął, abym stworzył w okół siebie mur, nie mogę się tobie oprzeć, nie potrafię tego zrobić, bo nawet gdybym posłuchał rozsądku, zaraz odezwałoby się serce. Gdybym się odsunął, za chwile ty sam byś podszedł. A gdybym utworzył mur cegły za chwilę poczęłyby się sypać przez moje chore pragnienia będące zbyt silnym wiatrem i słabą determinację grającą w tym przedstawieniu klej. Nie jestem w stanie, się odsunąć bo tego nie chce. Wiem, że ta fascynacja przeminie. Zawsze przemija. A jednak uwielbiam to uczucie tak bardzo, że pragnę, aby pozostało we mnie jak najdłużej sie da. Pragnę, aby raniło mnie, i przypominało dlaczego nie wierzę w miłość, a jedynie poddaję się żądzom.
-Oczywiście, że zjem. W końcu uwielbiam wszystko co słodkie...

niedziela, 4 października 2015

JongKey 5.

Wracam do was z kolejnym JongKeyem. Mam nadzieję, że nie będziecie zawiedzeni AŻ TAK. Miłego czytania :) 
_____________________
Czy ktokolwiek potrafi wyrazić swoje uczucia słowami?
Jesteś pewien, że potrafisz opisać kilkoma słowami swoje emocje?
Masz stu procentową pewność, że te marne kilka słów dokładnie odda twój nastrój?
Ja nie mogę mieć tej pewności, bo emocje, doznania, uczucia, nie są czymś co da się określić. Nie mogę tego opisać jednym słowem bo nawet to słowo składa się kolejnych kilkuset opisujących je słów, a każde kolejne z kolejnego miliona... i można tak w nieskończoność.
Wobec tego ponawiam pytanie.
Czy ktokolwiek potrafi wyrazić swoje uczucia słowami?
Aż do teraz zawsze myślałem, że mogę to zrobić. Że mówiąc "Jestem szczęśliwy.", "Jestem zły." czy "Jestem smutny." mówię wszystko to co jest prawdą. Teraz patrząc już na Jonghyuna nie jestem tego taki pewien. Mógłbym powiedzieć, że jestem jednocześnie szczęśliwy i smutny, jednak nie byłoby to do końca prawdą. Jestem smutny. Jestem rozgoryczony. Moje serce cierpi. Moje ciało umiera. Moje życie jest teraz jednym wielkim bezsensem. A z drugiej strony jestem szczęśliwy jak nigdy. Jestem dumny. Czuję, że moje serce chce wyskoczyć z mojej piersi. Jestem przepełniony miłością. Ale żadne z tych określeń nie oddaje dokładnie tego co w tej chwili czuję. Może jedynie to, że jestem przepełniony miłością... No, ale z drugiej strony czym jest miłość? I czy można być nią przepełnionym?
Dlaczego dopiero teraz dopadły mnie tego typu rozterki? A no bo jak największy debil zakochałem się w kimś w kim nie powinienem. Chyba każdy kiedyś tak zrobił... Nawet jako dziecko... zauroczył się kimś kto był dla nas całkiem niedostępny. Nieosiągalny.
Tak jak Jonghyun teraz dla mnie.
Właśnie. Kim Jonghyun. To o niego się tu rozchodzi. Taki mały, śmieszny człowieczek, a ile namieszał. Od początku.
Jakiś czas temu, nawet nie pamiętam jak dawno to było, moja najlepsza przyjaciołka Lee Yuu Bin przyleciała do mnie ze wspaniałą nowiną. Całkowicie i niezaprzeczalnie się zakochała. Wiadomo, że jako najlepszy na świecie przyjaciel zacząłem podniecać się nawet bardziej niż ona każąc opowiadać o nim wszystko. Jak wyglądał, jaki miał głos, czym się zajmował, gdzie się poznali, czym się interesował i inne głupoty. Opisała mi go dokładnie tak:
"Nazywa się Kim Jonghyun. Ma białe włosy i ciemne oczy. Szeroki uśmiech. Kilka kolczyków w uszach. Jest dość niski. Może kilka centymetrów wyższy ode mnie. Jest bardzo dobrze zbudowany. To znaczy wiesz, nie za dużo, nie za mało. Idealnie. Ma duże dłonie, dość ciemną karnację, dużo ciemniejszą niż twoja.". Wtedy spokojnie to przyjąłem słuchając z zaangażowaniem jak opowiadała o ich pierwszym spotkaniu, jego ulubionych rzeczach, ich rozmowach nocami...
Z każdym kolejnym dniem dowiadywałem się o nim więcej. Coraz częściej słuchałem wyznań Yuubin, lub zapewnień o jej miłości do niego. Zazdrościłem jej, jednak cieszyłem się jej szczęściem. Byłem jej ostoją, w której się chroniła po każdej kłótni, albo do której zaglądała byle tylko przeprowadzić kolejny monolog. Słuchałem jej tworząc swoją własną wizję Kim Jonghyuna. Byłem szczęśliwy, że ten mężczyzna daje szczęście kobiecie, która jest dla mnie jak siostra. Której nigdy bym nie skrzywdził. Której szczęście było dla mnie ważniejsze niż moje własne. Zapragnąłem poznać tego szczęściarza. W końcu Yuubin przedstawiła mi Jonghyuna. Był taki jakiego go opisywała. Jednak kiedy spojrzałem w jego ococzyoczułem coś jeszcze. Zignorowałem to po prostu witając się z nim i spędzając w ich towarzystwie miły dzień. Byłem gejem, dlatego nie zdziwiłem się czując to specyficzne uczucie. Był atrakcyjne. To normalne, że tak zareagowałem. Za każdym razem tłumiłem w sobie uczucia nawet nie próbując wpływać na relację między nim, a Yuubin. Jak już powiedziałem.... jej szczęście było dla mnie dużo ważniejsze niż moje własne.
Mijały dni, tygodnie, miesiące... Minął rok. Przez ten rok coraz częściej spotykałem się z Yuubin i Jonghyunem. Cieszyłem się, że nie przeszkadzała mu moja orientacja, najwyraźniej kochał ją (Bin, nie moją orientacje) tak bardzo, że był w stanie zaakceptować nawet to. Za każdym razem kiedy zostawaliśmy z Jonghyunem sami rozmawialiśmy jak starzy znajomi. Dowiadywałem się o nich rzeczy, których nie mógł powiedzieć Yuu. Czułem się z tym lepszy od niej, choć nie powinienem. Do tej pory pluję sobie za to w brodę...
Zaczęliśmy się spotykać z Jonghyunem sami, bez Yuubin. Za każdym razem pytałem czy nie ma nic przeciwko temu, odpowiadała, że nie, że cieszy się, że tak bardzo się zaprzyjaźniliśmy. Z czasem dostrzegłem, że Jonghyun poświęcał mi tyle samo uwagi co Yuubin... Nie tak powinno być. Mimo to nie mogłem oprzeć się tym spotkaniom. Zwykłej rozmowie, piciu piwa w jego towarzystwie, śmiania się podczas oglądania kolejnej głupiej komedii kiedy oboje rozwaleni jak święte krowy na jego kanapie jedliśmy popcorn. Pewnego dnia jednak zostałem zaskoczony całkowicie. Yuubin i widocznie zażenowany Jonghyun stanęli przede mną oznajmiając... że zamierzają się pobrać...
To właśnie wtedy zdałem sobie sprawę z tego, że mimo iż starałem się usunąć własne uczucia w cień to nawet tego nie zauważając wpadłem po same uszy w te ruchome piaski nazywające się Kim Jonghyun...
Mimo to przybrałem na twarz maskę gratulując im zaręczyn i oczywiście przyjmując propozycję zostania drużbą.
Dopiero kiedy zostałem sam w swoich czterech ścianach osunąłem się po ścianie i rozpłakałem jak małe dziecko. I właśnie teraz następuje moje pytanie...
Czy ktokolwiek potrafi wyrazić swoje uczucia słowami?
Dopiero teraz siedząc zapłakany pod drzwiami, nie mogąc złapać oddechu uświadomiłem sobie, jak ciężko jest opisać smutek. Jak ciężko jest opisać ukochaną osobę. Jak ciężko jest wyrazić swoje szczęście.
"Nazywa się Kim Jonghyun. Ma białe włosy i ciemne oczy. Szeroki uśmiech. Kilka kolczyków w uszach. Jest dość niski. Może kilka centymetrów wyższy ode mnie. Jest bardzo dobrze zbudowany. To znaczy wiesz, nie za dużo, nie za mało. Idealnie. Ma duże dłonie, dość ciemną karnację, dużo ciemniejszą niż twoja."
To w ogóle nie oddaje wyglądu Kim Jonghyuna...
"Nazywa się Pierdolony Kim Kurwa Jonghyun. Jest najpiękniejszym mężczyzną jaki kiedykolwiek stąpał po ziemi. Ma aksamitne białe włosy, które są tak cienkie, że powiewają przy najmniejszym podmuchu wiatru, a kiedy są mokre lekko skręcają się na końcówkach. Kiedy stoi pod słońce padające na nie promienie uwydatniają złote refleksy. Jego oczy są koloru kawy... Pływają w nich jaśniejsze obłoczki upodabniające się do pianki na wierzchu filiżanki. Są kształtem podobne do migdałów... Pysznych, słodkich i idealnych migdałów. Można z nich czytać jak z otwartej księgi, i to jest w nich takie wspaniałe... że mogę jedynie po jednym spojrzeniu powiedzieć co czuje. To takie proste... a jednocześnie tak skomplikowane. Jego uśmiech przysłania cały mój świat. Kiedy jego kąciki wędrują ku górze moje mimowolnie robią to samo. Nawet nad tym nie panuję. Kiedy się uśmiecha jego warga lekko się zawija co jest swoją drogą niezwykle urocze... I pociągające. Tak, te wargi są cholernie pociągające. Chciałbym móc całować je każdego dnia, w każdej sekundzie. Móc spijać z tych warg każde nawet najmniejsze słowo. Móc poznawać ich smak i miękkość, zobaczyć je w każdym możliwym ułożeniu. Ma kilka kolczyków w uszach. Dokładnie trzy w prawym, jeden w chrząstce, pozostałe dwa w płatku, i dwa w lewym, jeden w chrząstce i drugi w płatku. W płatku, który chciałbym polizać lub przygryźć obserwując jego reakcje. Jest ode mnie niższy.... O zaledwie centymetr, może dwa. Jednak dzięki temu mogę obserwować cień rzucany na jego policzki przez jego długie rzęsy. Jego ciało.... Jego ciało jest idealne. Perfekcyjne w każdym calu. Mięśnie widoczne są pod każdego rodzaju ubraniem. Jego szczupłe nogi schowane zawsze pod jeansami zapraszają, żeby na nich usiąść, a silne ramiona, żeby się w nich schronić zapominając o wszelkich zmartwieniać. Jego ciepła klatka zapewnia spokój i bezpieczeństwo, a duże dłonie zostały stworzone po to, żeby trzymać inną i gładzić ją kciukiem. Ma delikatny, acz mocny głos. Czasem chyba nawet nie zdaje sobie sprawy z tego, że jego szept zamienia się w zwierzęcy pomruk wywołujący na moim ciele gęsią skórkę. Ten głos, ten szept, ten cichy pomruk wymawiający moje imię jest muzyką dla moich uszu, jest dźwiękiem, który pragnąłbym żeby mnie budził każdego ranka..."
Mógłbym opisywać go dalej, ale po co...? Żadne z tych słów nie oddaje jego realnego piękna.
A ja teraz kiedy zdałem sobie sprawę ze swoich uczuć jednocześnie jestem szczęśliwy, że to jego mogłem pokochać, a z drugiej z dokładnie tego samego powodu nienawidzę samego siebie.
Czy ktokolwiek potrafi wyrazić swoje uczucia słowami...?
Mam nadzieję, Kim Jonghyunie, że ty będziesz potrafił wyrazić swoimi słowami przed ołtarzem jak bardzo kochasz Yuubin... nie mnie.

sobota, 3 października 2015

Ja, zasrana egoistka!

Wracam do was po baaaaardzo długiej przerwie, za którą przepraszam... tak cholernie mi głupio, że zostawiłam bloga bez żadnej wieści.... Miałam trudny okres, w sumie dalej mam, ale jest już dużo lepiej niż było. Jeżeli ktokolwiek jeszcze się tu ostał, czekał, albo po prostu zajrzy to mam nadzieję, że nie będzie zawiedziony. Jestem pewna, że każdy z was miał (lub będzie miał) w życiu taki okres, gdzie nie będzie was obchodziło nic, a już na pewno nie coś takiego jak strona internetowa z opowiadaniami... Będziecie chcieli tylko świętego spokoju.
Postanowiłam, że skupię, się na one shotach. Dlaczego? Dlatego, że mam pecha do rozdziałówek. Zazwyczaj, albo tracę wenę, albo dzieje się coś co całkowicie uniemożliwia mi dalsze pisanie. Tak było też tym razem, więc usunęłam rozdziałowe opowiadanie, które zaczęłam pisać. Głupio mi po prostu zostawić je zawieszone bo wiem, jakie to wnerwiające, kiedy chcesz wiedzieć co jest dalej, a tu dupa... bo dalszej części nie ma. Dlatego teraz jeżeli będę miała w planach jakąś rozdziałówkę, najpierw ją skończę, a dopiero wtedy wstawią. Póki co jednak będziecie musieli się zadowolić one shotami.
Myślałam jeszcze aby zacząć pisać opowiadanie nie tylko z SHINee, ale i z postaciami z innych zespołów, lub nawet z anime. Co o tym myślicie? Niedawno zaczęłam bowiem na nowo zagłębiać się w świat anime i mangi, i dotarło do mnie jak dużo TAM jest cudownych pairingów *^* Ba... jak dużo ich jest, a jak mało osób to wykorzystuje.
Postaram się wstawiać opowiadanie średnio raz na dwa, trzy tygodnie, chociaż wiadomo, to zależy też od weny, czasu i możliwości.
Mam nadzieję, że wybaczycie mi mój egoizm i dalej będziecie tak chętnie czytać moje wypociny. Mam nadzieję też, że zobaczę komentarze, bo to właściwie dzięki nim zrozumiałam, że faktycznie, komuś się to podoba i jest sens pisania dalej. To one mnie zmobilizowały do powrotu i za do dziękuję każdemu, kto zostawił komentarz pod którymkolwiek z postów...
Jeszcze raz przepraszam (kur.... za dużo tego -.-) i dziękuję.

sobota, 6 grudnia 2014

JongKey 4.

Heej! Witam po dość długiej nieobecności. Jeżeli ktoś czekał - dziękuję, przepraszam i...no dziękuję ;; xD Trochę się porobiło i nie było nawet czasu myśleć o blogu. Jednak wyświetlenia bardzo miło mnie zaskoczyły... (Kiedy mówię zaskoczyły mam na myśli mnie więcej taką  reakcję : http://i.imgur.com/lQ9Ln.gif )
Już zapewne zauważyliście, że moim ukochanym pairingiem jest JongKey, więc... dzisiaj też JongKey! xD
Mam nadzieje, że wam się spodoba :) Za wszelkie błędy przepraszam ;;
______________________________________________

Hej głupku... Stoję i czekam. No halo. Czekam tu już z dobre...dwie minuty. Odwrócisz się wreszcie? Ile mam jeszcze czekać... Już mnie ramię boli od tego podpierania ściany! I to jeszcze w takiej pozycji. Kotku... Zostaw te gary i weź się obróć co...?
Stoję oparty ramieniem o framugę, wykonanych z ciemnego drewna, drzwi patrząc na Ciebie myjącego blachę po cieście. Mówisz coś pod nosem. Zapewne nucisz tą piosenkę z radia... Tą, którą słyszeliśmy rano w samochodzie.
Tak głupio zmarszczyłeś nos kiedy usłyszałeś pierwszy dźwięk... Mówiłeś, że jej nie lubisz. Akurat. Kiedy ty czegoś nie lubisz to znaczy, że za tym wręcz szalejesz. Tak samo nie lubisz zmywać naczyń. A co teraz robisz? No zmywasz naczynia. Przestań kręcić tym tyłkiem okej? Wcale... ale to wcale mnie tym nie rozpraszasz. Próbuję utrzymać tą pozycję w razie gdybyś JEDNAK z łaski swojej się odwrócił. Może odchrząknąć...?
Przechylam głowę w bok Patrząc ile jeszcze do mycia Ci zostało po chwili jednak uśmiechając się szeroko kiedy dostrzegam, że jeszcze tylko dwa talerze. W okół moich oczu pojawiają się zmarszczki, a skóra na policzkach się napina. Przeczesuję szarmancko włosy dłonią spostrzegając, że między palcami zostaje jeden siwy włos.
Kiedy ja się tak zestarzałem? Kiedy zacząłem siwieć? Kiedy dostałem pierwszych zmarszczek? Może to po naszej pierwszej kłótni? A może po drugiej? W rachubę jeszcze wchodzi ta trzecia... Ty też już nie jesteś taki młody. Obaj się zestarzeliśmy nawet nie wiedząc, że czas tak szybko zleciał... Nigdy o tym nie myślałem. Nie zastanawiałem się nad tym, że właśnie skończył się kolejny dzień, ani, że minęła kolejna rocznica, urodziny, imieniny. Żyję dzień za dniem uśmiechając się kiedy tylko mam okazję. O... znowu się uśmiecham. Nawet nie wiem czemu. 
Patrzę jak myjesz te talerze i sztućce stojąc jak nastolatek chcący poderwać koleżankę z klasy. Ramię już pulsuje bólem od wbijającego się kantu, ale ja nie zmieniam pozycji.
Pamiętam jak mając dwadzieścia lat stawałem w ten sam sposób w drzwiach twojego pokoju w uniwerku tylko po to żeby w końcu usłyszeć "Jonghyun wynoś się stąd!", "No i po coś tu przylazł?" czy "Jeszcze raz wejdziesz bez pozwolenia, a urwę Ci jaja i oprawię w ramkę!". Nie lubiłeś mnie. A przynajmniej tak mi się wydaje... Jak się wreszcie obrócisz to Cię o to zapytam. Ale ja lubiłem Ciebie. I to bardzo. Od zawsze. Doskonale o tym wiedziałeś. Każdy o tym wiedział! Jakie to żenujące... Jednak teraz myślę... jak mi się udało Cię zdobyć? Okej. Pamiętam, że było to dokładnie 28 sierpnia. Pamiętam, że stało się to kiedy po raz kolejny stanąłem w twoich drzwiach... Ale nie wiem czemu tym razem mi na to pozwoliłeś. Czemu zamiast zwyczajowego krzyku i rumieńców na policzkach przywitał mi lekki uśmiech i "Wiedziałem, że dzisiaj też przyjdziesz.".
Śmieję się na tyle cicho, że nie jesteś w stanie wyłapać tych dźwięków pośród szumu wody. Unoszę przy tym lekko ramiona, a zmarszczki na mojej twarzy znacznie się pogłębiają. Od tamtego czasu minęło ponad dwadzieścia lat.
Później było tylko lepiej pamiętasz? Chociaż mieliśmy swoje wzloty i upadki, nie powiem, że nie. Kilkakrotnie się wyprowadziłeś... Kilkakrotnie ja się wyniosłem... wiele razy nie odzywaliśmy się do siebie przez okres dłuższy niż było to konieczne. Nawet raz się rozeszliśmy. A przynajmniej tak to zrozumiałem... Nie przeszkodziło nam to jednak w całonocnym godzeniu się jeszcze tego samego wieczoru... Jaki ty wtedy byłeś szalony. Młodzieńcza werwa jak to nazywają. Latka lecą, ale warwa wciąż się Ciebie trzyma jak rzep psiego ogona. Jesteś niesamowity. Zawsze byłeś zresztą i podejrzewam, że dalej będziesz. Kibum. Do cholery. Skończ machać tym tyłkiem bo i moja młodzieńcza werwa Cię zaskoczy. O. Masz na sobie te granatowe spodnie, których nie lubię. Tym lepiej. Ściągnę je szybciej. Kupiłeś je tylko dlatego, że Ci tego zakazałem. Teraz jak tak o tym myślę, to ty robisz mnóstwo rzeczy tylko po to żeby zrobić mi na złość. Jesteś okropny.
Przestępuję z nogi na nogę na sekundę odrywając się od ściany. Prędko jednak wracam na swoją pozycję kiedy ty się lekko przekręcasz. Bez sensu... Znowu zwracasz się w stronę zlewu.
Ile mam jeszcze czekać? Naczekałem się już wystarczająco. Zawsze na Ciebie czekam! Czy to kiedy się malujesz,czy kiedy się ubierasz, czy kiedy robisz obiad, czy kiedy mamy gdzieś iść, czy kiedy masz wyjść z wanny, czy kiedy masz się wziąć za odkurzanie, czy kiedy masz do mnie dołączyć w sypialni, czy kiedy się przebierasz w sklepie, czy kiedy jesz, czy chociażby kiedy idziesz! Zawsze musiałem na Ciebie czekać. Kiedy ty stawiałeś pierwszy krok ja już byłem z pięć do przodu. Z jednej strony to ciągłe czekanie mnie męczy... Ale z drugiej, uważam, że warto. To brzmi jak ckliwy tekst z dramy albo co gorsza telenoweli... Ale kocham Cię i mógłbym na Ciebie czekać całe życie! Nic się nie zmieniło od czasów podstawówki... potem gimnazjum, liceum i studiów. No może tylko to, że denerwujesz mnie coraz mniej. Jestem dla Ciebie zbyt wyrozumiały... Ale to dlatego, że Cię kocham. Tak szalenie jak wtedy gdy byliśmy młodzi. Kiedy jedyne czego oczekiwaliśmy od życia to szczęścia, wolności i samych siebie. Ty też tak myślisz robaczku? Albo powinienem powiedzieć robaku...? Robaczki są słodkie. A ty słodki nie jesteś nawet jak śpisz. Ślinisz się, kopiesz, zabierasz mi kołdrę i jeszcze mnie czasami nawet uderzysz... A potem się pytasz czemu w nocy przenoszę się do salonu. Nie rozumiem nawet po co pytasz skoro i tak kiedy się budzę ty ciasno do mnie przylegasz żeby nie spaść z wąskiej kanapy. Owijasz się zaledwie koniuszkiem koca i spokojnie pochrapujesz ze stopami owiniętymi wokół moich. No dobrze... wtedy jesteś słodki. Ale tylko troszeczkę.
Odrywam się od framugi i korzystając z "chwili" twojej nieuwagi rozciągam się masując przy tym ramię. Krzywię się zaraz jednak przenosząc ciężar na drugą nogę opierając się druga stroną ramienia.
Tyle razem przeszliśmy. Tyle razy wycierałem twoje łzy. Tyle razy wywoływałem na twojej twarzy uśmiech. Tyle razy widziałem gniew w twoich oczach. Tyle razy tuliłem twe wątłe mimo lat  ciało do siebie. Tyle razy całowałem twoje słodkie wargi, które nigdy nie straciły na słodyczy. Tyle razy pomagałem Ci kiedy miałeś jakiś problem. Tyle razy nudziłem się z tobą kiedy pogoda nie sprzyjała, a w telewizji nie leciało nic ciekawego. Tyle razy błagałem Cię, żebyś nie przestawał mnie kochać. Tyle razy mówiłem Ci, że Cię kocham. Tyle razy obiecałem, że będę to robił. I do tej pory otrzymuję to wszystko w zamian... Ty chyba naprawdę mnie kochasz co?
Śmieję się trochę głośniej z własnego stwierdzenia tym razem jednak zwracając na siebie twoją uwagę. Wysoko unosisz wydepilowane idealnie brwi z blizna przecinającą prawą z nich. Uśmiechasz się lekko przez co na twojej twarzy też pojawiają się zmarszczki. Z każdą sekundą twój uśmiech staje się coraz szerszy, a w oczach tworzy się coraz więcej iskierek. Wycierasz dłonie w ścierkę wiszącą obok na haczyku i podchodzisz do mnie, łapiąc poły mojej koszuli kiedy jesteś wystarczająco blisko. Opierasz się o mnie całym ciałem przez co ja zmuszony jestem obrócić się całymi plecami do framugi. Przygryzasz dolną wargę niecierpliwiąc się jak dziecko.
Wiesz... mówią, że prawdziwa miłość to ta, która przetrwa lata rozłąki... Ja jednak dochodzę do wniosku, że prawdziwa miłość to ta, która przetrwała lata bycia razem...
-O czym myślisz?
-...O niczym kotku. O niczym ważnym...

sobota, 11 października 2014

Tae...(do wyboru)

Napisane pod wpływem chwili i emocji. Mam nadzieje, że wam się spodoba i każdy z was będzie potrafił znaleźć odpowiedni pairing dla siebie. Nie zabijajcie za błędy. .. pisane na telefonie xD
______________________________________
Myślisz, że wiesz czym jest wszystko?
Myślisz, że wiesz czym jest każdy twój krok?
Myślisz, że wiesz czym jest drugi człowiek?
Myślisz, że wiesz czym jest miłość?
Myślisz, że wiesz czym jest nienawiść?
Myślisz, że wiesz czym jest złość?
Myślisz, że wiesz czym jest radość?
Myślisz, że wiesz czym jest przebaczenie?
Myślisz, że wiesz czym jest smutek?
Myślisz, że wiesz czym jest szczęście?
Myślisz, że wiesz czym jest zazdrość?
Myślisz, że wiesz czym jest nadzieja?
Myślisz, że wiesz czym jest strata?
Myślisz, że wiesz czym jest wczoraj?
Myślisz, że wiesz czym jest dzisiaj?
Myślisz, że wiesz czym jest jutro?
Myślisz, że wiesz czym jesteś ty?
Dalej myślisz, że wiesz już wszystko?
***
Czym jest wszystko ?
-Taeminnie... chciałbym dać Ci wszystkie te gwiazdy na niebie.
-Tak mało?
-Jak to... mało...? Przecież to wszystkie gwiazdy na niebie. Nie jest ich mało...
-Nie rozumiesz ... kiedy kogoś kochasz nie istnieje coś takiego jak zawsze, wszystko, nieskończoność... bo nawet tyle to za mało.
***
Czym jest krok?
-Taeminnie dlaczego liczysz swoje kroki?
-52...53...54...55...
-Taeminnie odpowiesz mi?
-56...57...58...59...
-Te kroki są ważniejsze ode mnie?
-60...Spójrz ... kolejne 60 kroków, które przeszliśmy razem...
***
Czym jest drugi człowiek ?
-Taeminnie kim ja dla Ciebie jestem..?
-Jesteś mną...
-Słucham?
-Jesteś mną.
-Czy to nie samolubne?
-Skądże... Spójrz... kiedy patrzę w twoje oczy widzę siebie. Kiedy słucham Cię słyszę swoje imie. Kiedy Cię czuję to wtedy gdy dotykasz mnie. Kiedy o tobie myślę ty myślisz o mnie. Kiedy myślisz o sobie myślisz o mnie. Kiedy jesz myślisz czy i ja jem. Kiedy śpisz śpisz ze mną. Kiedy płaczę płaczesz ze mną. Lub przeze mnie. Kiedy sie śmiejesz śmiejesz się ze mną. Lub ze mnie. Kiedy jesteś zły złościsz się ze mną.  Lub na mnie. Kiedy się kochamy kochasz się ze mną. Jesteś we mnie. Ja żyję twoim życiem, a ty żyjesz moim. Dlatego ty jesteś mną. A ja jestem tobą. Dalej uważasz, że to samolubne?
***
Czym jest miłość?
-Taeminnie kochasz mnie?
-Nie.
-Naprawdę?
-Naprawdę.
-Dlaczego?
-Bo nie.
-Ale dlaczego? Kochałeś mnie...
-Nigdy Cię nie kochałem.
-W takim razie dlaczego dalej tu jesteś...?
-Bo Cię kocham.
-Ale przed chwilą powiedziałeś...
-Wiem co powiedziałem. Nie kocham Cię jednocześnie kochając Cię jak diabli. Gdybym powiedział, że Cię Kocham spytałbyś dlaczego. Za co. Nie wiem. Nie wiem z co Cię kocham. Chyba... za nic. Tak. Kocha sie za nic.
***
Czym jest nienawiść?
-Taeminnie lubisz mnie?
-Tak.
-Taeminnie nie lubisz mnie?
-Tak.
-A kochasz mnie Taeminnie?
-Tak.
-A nienawidzisz?
-Też. To chyba najbardziej.
-Dlaczego?
-Bo kocham Cię tak mocno, że aż Cię za to nienawidzę.
***
Czym jest złość?
-Taaaaemiiiin! Chodź tu natychmiast dzieciaku!
-Co się stało?
-Czy to ty pobiłeś mój kubek do kawy?
-...
-Ten z zielonym słońcem?
-...
-Taemin!!!!
-Przepraszam... chciałem napić się kawy...
-Czemu nie wziąłeś swojego kubka!?
-Bo na moim nie ma śladów twoich ust...
***
Czym jest radość?
-Czemu się tak cieszysz?
-Bo tu ze mną przyjechałeś.
-Przecież to tylko pobieranie krwi...
-No właśnie. A mimo to ty tu ze mną jesteś.
***
Czym jest przebaczenie?
-Zrobiłem coś okropnego.
-Co się stało Taeminnie...?
-Okłamałem Cię...
-Słucham?
-Umówiłem się wczoraj z Layem...
-Prze... przecież mówiłeś...
-Kłamałem.
-Czy... on Cię dotykał?
-Tak jak inni.
-Czy... podobało ci się to?
-Tak jak zwykle.
-Czy masz zamiar spotkać się z nim jeszcze raz...?
-Tak.
-Taeminnie...nigdy Ci tego nie wybacze...
-Przykro mi...
-Zejdź... zejdź mi z oczu...
-Dobrze.
-Wynoś sie!
-Rozumiem.
-Odejdź!
-Tak zrobię.
-I nigdy nie wracaj!
-Okej... tylko najpierw otwórz ten cholerny prezent urodzinowy, który pomógł mi wybrać...
***
Czym jest smutek?
-Dlaczego tu siedzisz?
-Bo mi smutno...
-Dlaczego Ci smutno?
-Bo skończyły się gumisie...
-I to tylko dlatego...?
-Nie.
-A wiec czemu jeszcze?
-Bo wiedziałem, że dopóki tu nie usiądę ty do mnie nie podejdziesz.
***
Czym jest szczęście?
-Dlaczego płaczesz?
-Bo piję kawę...
-Płaczesz przez głupią kawę?!
-Nie. Płaczę bo to najlepsza kawa w moim życiu.
-Przecież to rozpuszczalna.
-I co z tego?
-I do tego bez cukru.
-No i co?
-I bez mleka.
-Ale zrobiona przez ciebie.
***
Czym jest zazdrość?
-Zazdroszczę Ci...
-Dlaczego Taeminnie?
-Bo jesteś sobą.
-Ty też jesteś sobą.
-Ale nie jestem tobą...
-Dlaczego miałbyś być mną?
-Wiedziałbym więcej.
-Na przykład?
-Jak bardzo mnie kochasz.
***
Czym jest jest nadzieja?
-Przyjdziesz dzisiaj?
-Nie mogę...
-A jutro?
-Mam zajęcia...
-A pojutrze?
-Przepraszam...
-A po pojutrze?
-Jadę do dziadków...
-A po po pojutrze?
-Dlaczego Ci tak na tym zależy?
-Bo za tobą tęsknię...
***
Czym jest strata?
-Taemin on nie wróci...
-Wiem.
-Taemin on już więcej Cie nie przytuli...
-Wiem.
-Taemin już go więcej nie pocałujesz...
-Wiem.
-Taemin już nigdy nie obudzisz się u jego boku...
-Wiem.
-Taemin już nigdy nie kupi Ci mleka...
-Wiem.
-Taemin on umarł...
-Wiem.
-Wiec dlaczego nie płaczesz?
-Wiesz... jeżeli kogoś kochasz to on nigdy nie odchodzi.
***
Czym jest wczoraj?
-Jaki beznadziejny dzień... zupełnie jak wczoraj.
-Nieprawda.
-Jak to nie... beznadziejna pogoda, nie ma co robić, a obiad Jonghyuna jest ochydny...
-Wczoraj to nie pogoda. To nie obiad i nie siedzenie na kanapie. Wczoraj to twój pocałunek na dobranoc... był wczoraj, ale pamiętam go do dzisiaj.
***
Czym jest dzisiaj?
-Co dzisiaj jest?
-Wtorek.
-Nienawidzę wtorków...
-A ja zacząłem je lubić...
-Dlaczego?
-Bo dzisiaj jest wtorek. I to dzisiaj mogę pić z tobą kefir brzoskwiniowy...
***
Czym jest jutro?
-Co będziemy robić jutro?
-Najpierw wstaniemy. Otworzę oczy, a ty mnie przywitasz zasypanym uśmiechem.  Potem osobno weźmiemy gorący prysznic i spotkamy się w kuchni na śniadaniu. A potem pójdziemy do pracy i znowu nie zobaczymy się przez cały dzień. Ostatecznie wrócisz później ode mnie i kiedy ja będę już spał ty przyjdziesz i się położysz obok mnie. Ja się przebudzę i tak jak ty rano tym razem to ja się uśmiechnę.
-Zaplanowałeś sobie to wszystko?
-Nie. Ale o tym marzę.
***
Czym jesteś ty?
-Jak myślisz czym jestem??
-Czy to... żaba?
-Nie... no zgaduj!
-Hmmm jakieś zwierzę w ogóle?
-Poniekąd.
-Człowiek?
-To chyba logiczne...
-Nie zawsze. No dobra... święty Mikołaj?
-No weź nie rób sobie jaj!
-No przecież nie robie!
-...To się wal.
-Już wiem czym jesteś.
-Teraz to spieprzaj.
-Naprawdę wiem.
-Nie obchodzi mnie to.
-No daj mi ostatnią szanse.
-Nie!
-Taemin...
-...
-Prosze...?
-Masz jedną szansę. Jak nie zgadniesz to śpisz z Onew.
-Nie ma sprawy.
-W takim razie... czym jestem?
-Nie czym, ale kim. Miłością mojego życia.

czwartek, 2 października 2014

JongKey 3.

Heeej :) Co tam słychać moje mróweczki wędrowniczki? xD
Znowu mnie długo nie było. Przepraszam, to wszystko przez szkołę :(
Aczkolwiek widzę, że wam się wcale czytanie nie nudzi... Naprawdę zadziwia mnie ta bez przerwy rosnąca liczba wyświetleń ;;
Dzisiaj kolejny one shot. W weekend postaram się dodać następny rozdział "Słów."
Miłego czytania!
aha... Nie wiem czy, ktoś z was to zna czy nie.. aczkolwiek to była piosenka, która stała się moją inspiracją:
https://www.youtube.com/watch?v=BZsXcc_tC-o
_____________________________________________
-Kibum... powiedz mi jak to się skończy...
Wiedziałem o co mu chodziło. Patrzyłem na niego beznamiętnie myśląc czy wtedy miał rację. Dopiero po chwili na moich ustach wykwitł lekki uśmiech, a ja zacząłem.
-Tak jak się zaczęło Jonghyunnie...
***
-Opowiedz mi to jeszcze raz. Proszę. Ostatni raz.
-Mówisz to każdego wieczoru Bummie. Co za dużo to niezdrowo.
-Oh daj już spokój. I tak nie zasnę teraz. No opowiadaj...
Pomachał tylko głowa z politowaniem posłusznie układając się na naszym łóżku. Pozwolił mi położyć głowę na jego ramieniu i wtulić twarz w zagłębienie jego szyi. Powoli przysuwałem się coraz bliżej aż całkowicie nie złączyłem się z nim klatką piersiową. Wdychałem zapach jego żelu pod prysznic, którego aromat roznosił się i tak już w całym pokoju. Był ciepły. Bardzo ciepły. Niedawno się kąpał. To pewnie dlatego. Dalej czułem jego wilgotne kosmyki na moim czole. Uwielbiałem to. Kiedy pozwalał mi położyć się tak jak teraz, wtulić jak dziecko w matkę i usypiać pod wpływem jego głosu. A ja w stu procentach mu ufając słuchałem powoli pogrążając się w śnie.
-Był sobie pewien chłopak. Nie wiem jak miał na imię. Nazwijmy go przykładowo Jonghyun...
Tutaj zawsze się śmiałem. Zawsze mnie to bawiło. Kiedy ja zaczynałem się śmiać on ściskał lekko moje ucho żebym przestał mu przeszkadzać w opowieści życia... A ja wtedy śmiałem się jeszcze bardziej.
-Miał 21 lat. Nie miał żadnego celu w życiu. Toczył się, snuł ulicami, wlekł się jak czas. Sekundy ulatywały mu między palcami ale on nie robił sobie z tym nic. No bo.. co miał zrobić?
-Może się ruszyć?
-No, ale przecież nie miał celu. To miał chodzić bez celu? Wychodzi na to samo. I znowu mi przerywasz.
-Przepraszam. Mów dalej kotku.
Prychał tylko machając głową jednak ja bardziej to czułem niż widziałem. Uśmiechałem się pod nosem wtulając mocniej w jego klatkę. Zaczynał wtedy drapać mnie lekko między łopatkami wywołując na moim ciele gęsią skórkę.
-Miał nadzieję, że pewnego dnia coś się zmieni. Że nie obudzi się sam jak zazwyczaj. Że nie będzie jadł śniadania siedząc samotnie przy stole. Że nie pójdzie do pracy i nie wróci z niej do pustego domu. Jednak sam nie był w stanie zmienić nic.
-A jednak zmienił...
-Kibum. Może chcesz opowiedzieć za mnie?
-No już już opowiadaj dalej i się nie denerwuj tak.
-Eh... Wyszedł z domu lecz tym razem poszedł inną drogą. Ciemną. Mroczną. Niezbadaną. Bowiem nie bał się niczego.
-Znowu ominąłeś fragment...
-Właśnie chciałem do tego nawiązać wiesz?
-No i po co kłamiesz? Przecież wiem, że po prostu o tym zapomniałeś...
-No i przegiąłeś. Nie opowiadam dalej.
-No Jonghyun... przepraszam. Już się więcej nie odezwę.
-Nie wierzę Ci.. ale dobrze.
To było już naszą małą rutyną. Każdego wieczora opowiadał mi tą samą historię. Każdego wieczora się śmiałem tuląc do jego ciała. Każdego wieczora mu przeszkadzałem. Każdego wieczora się użeraliśmy szeptem... Każdego wieczora zapominał o jednym fragmencie, a później się denerwował bo mu to wypominałem. Ale każdego wieczora robiliśmy to razem. Tak zwykłe rzeczy. Po jakimś czasie dopiero zrozumiałem, że to niesamowite. Że to cud. To, że mogę dzielić codzienność z kimś kogo kocham. Bo tak naprawdę to to czyni nas szczęśliwymi. Nie prezenty. Nie wyznania miłosne. Nie wielkie czyny. Ale proste czynności, których zazwyczaj nie doceniamy. Gdybym obudził się jutro ze świadomością, że to był tylko sen... umarłbym. Tęskniłbym.
Za tak prostymi czynnościami. Które dzieliłem tylko z nim.
Za porannym pocałunkiem kiedy jeszcze będąc na jawie zaczynałem wygadywać głupoty...
Za wspólnym ubieraniem się kiedy ja wybierałem ubrania jemu, a on mnie.
Za jedzeniem razem śniadania. Nie zawsze było smaczne. Nie zawsze było nawet dobre do spożycia...
Za chwilami kiedy przez dłuższy czas nie mogliśmy rozstać się w drzwiach domu co chwilę jakoś to przedłużając. To klucze. To całus. To kolejny całus. To obiad. To pranie. To sąsiadka. To jakiś żart. To jeszcze jeden całus. Byle się nie rozejść.
Za smsami, które wysyłaliśmy sobie nawzajem w pracy.
Za telefonami, które pozwalały nam usłyszeć swój głos choć przez 5 minut.
Za zdjęciami, które robiliśmy kiedy tylko mogliśmy.
Za praniem, które rozwieszaliśmy razem.
Za filmami, które oglądaliśmy rozwaleni na kanapie w za dużych koszulkach.
Za pracą w której zawsze coś przeszkadzało.
Za chwilami zapomnienia kiedy byliśmy sami.
Za głupimi zakupami, które robiliśmy co dwa dni.
Za głupim zetknięciem palców podczas spaceru.
Za głupim "Spadaj." "Idź sobie." "Zaraz Ci coś zrobię." czy nawet "Mam Cię już dość."
Za tym wszystkim i innymi rzeczami bym bezgranicznie tęsknił.
-Nie bał się bo nie miał czego. Kiedy był mały mieszkał w domku jednorodzinnym w małym miasteczku. Miał kilku przyjaciół. Wszyscy mieszkali bardzo blisko siebie. Jednak był tam stary dom. Legenda głosiła, że kobieta, która w nim mieszkała była czarownicą. I kiedy ktoś spojrzał w jej szklane oko... widział swoją śmierć. Pewnego dnia mały Jonghyun założył się z kolegami, że pójdzie do tego domu i spojrzy kobiecie w oczy.  Zgodził się. Bez strachu zadzwonił do drzwi wiedźmy a ta otworzyła z uśmiechem za ustach. Spodziewała się go. Zaprosiła go do środka. Nikt nie wiedział co się tam stało jednak Jongyun po kilku minutach wyszedł rozradowany jak małe dziecko. Od tamtego czasu nie bał się niczego.. bo wiedział, że nie umrze. Nie w taki sposób.
-To teraz dalej. Dalej.
-Kibum miałeś się już nie odzywać.
-No dobra. To od teraz się nie odezwę. Tylko mów dalej.
-Wracając do wcześniejszej opowieści... Jonghyun poszedł inną drogą niż zwykle. W lesie spotkał miliony strasznych stworów. Jednym z nich był olbrzym. Otto. Otto miał ponad 3 metry, krzywy nos, a lewa część jego twarzy była zapadnięta. Jednak Jonghyun nie bał się go. Razem z Otto wyruszyli dalej. Ruszyli w stronę pracy Jonghyuna... jednak nigdy tam nie dotarli. Za to znaleźli się z małym miasteczku, którego trawa była bardziej zielona od samej zieleni.
-Jak coś może być bardziej zielone niż zielony?
-A no widzisz. Może. Nie przeszkadzaj jak się rozkręcam. W każdym bądź razie to miasto nosiło wdzięczną nazwę Greenville. Wszyscy mieszkańcy chodzili boso. Ubrani w odświętne stroje tańczyli na zielonej trawie wykrzykując słowa piosenek. Jeden z nich podszedł do Jonghyuna i powiedział "Czekaliśmy na Ciebie. Spóźniłeś się troszeczkę." Cały wieczór tańczyli i śpiewali. Jednak To nie tego Jonghyun szukał. Pożegnał się ze wszystkimi i ruszył dalej.
-Jonghyun to zamienia się w bajkę dla dzieci...
-O boże zawsze tu przerywasz...
-Bo chcę żebyś przeszedł do sedna sprawy. Co zmieniło Jonghyuna??
-No dobrze.. Bla bla był z Otto w cyrku, poznał pana Yui kierownika cyrku okrągłego jak piłka balonowa, poznał bliźniaczki Lai Lai i Lei Lei, które mimo iż były dwie miały tylko jedno ciało, poznał białego jak śnieg człowieka o imieniu Pluto, który z zamiłowaniem pisał wiersze i wiele wiele innych osób. I wtedy... poznał Kibuma. Kiedy wrócił z wojny przechodząc przez kolejne nieznane mu miasto wpadł na pewną drobną osóbkę. On zamiast przeprosić krzyknęła tylko "JAK CHODZISZ PACANIE!?" i zaczął się ocierać z kurzu... Jednak kiedy tylko uniósł głowę i spojrzał w oczy Jonghyuna wszelkie przekleństwa zatrzymały się w jego ustach. Wtedy właśnie... Jonghyun znalazł to co tak go zmieniło...
Na tym momencie zazwyczaj zaczynałem przysypiać.. czasami wcześniej...
-Jonghyun pokochał Kibuma takiego jakim był. Czekał na niego i nie miał zamiaru go zostawić... Razem z Kibumem zamieszkali w małym domku niedaleko Greenville...Jednak nie zawsze było tak kolorowo jak być powinno... Bo Jonghyun był...
-Jonghyun...?
-Tak Bummie?
-Czy ta historia jest prawdziwa?
-Oczywiście, że tak!
-Dlaczego kłamiesz... przecież wiem, że wiedźma nie istnieje.. nie ma 3 metrowego człowieka imieniem Otto... ani nawet pana Yui. Nikt nie istnieje. Więc... nie... okłamuj mnie...
Zasypiałem ledwo kończąc ostatnie zdanie. Nigdy nie dowiedziałem się dlaczego nie było kolorowo....Aż do teraz.
***
-Kibum... powiedz mi jak to się skończy...
Wiedziałem o co mu chodziło. Patrzyłem na niego beznamiętnie myśląc czy wtedy miał rację. Dopiero po chwili na moich ustach wykwitł lekki uśmiech, a ja zacząłem.
-Tak jak się zaczęło Jonghyunnie...
-Opowiedz mi o tym...
-Ale jak?
-Znasz już tą bajkę... dokończ ją.
-No.. no dobrze...
Zacząłem opowiadać ze łzami w oczach. Trzymałem jego rękę. Tą silną dłoń, która zawsze trzymała mnie. Teraz już nie może tego robić. Jest zbyt słaba.
-Bo Jonghyun był... chory. Jonghyun był bardzo chory. Ale nigdy nie dał Kibumowi tego odczuć. Żyli szczęśliwie jak nikt. Kochali się tak jak nikt. Jonghyun opowiadał mu o sobie tak, że Kibum z dnia na dzień wiedział coraz więcej. Ale nigdy nie wiedział najważniejszego. Jednak pewnego dnia Jonghyun poczuł się źle... Bardzo źle.. Tak źle jak nigdy. Pojechali do szpitala. Jonghyun umierał. Kibum siedział przy nim cały czas. Nawet zasnął. Jednak gdy się obudził... Jonghyun usmiechał się szeroko. Poprosił żeby Kibum przyniósł wózek.. żeby zabrał go stąd. Żeby pojechali jak najdalej od szpitala. Kibum wziął posłusznie wózek i zabrał Jonghyuna. Jechali przez korytarz tak szybko, że pielęgniarce podwiało spódniczkę. Nagle z nikąd pojawił się Otto i bliźniaczki Lai i Lei. Jonghyun krzyknął tylko "Zatrzymajcie lekarza" zanim wjechał na wózku do  windy. Otto jednym ruchem rozwalił ścianę, a bliźniaczki powstrzymały pielęgniarki przewracając wózek z lekami. Kibum z Jonghyunem już byli na dworze. Mijali kolejne miejsca o których kiedyś opowiadał im Jonghyun. Minęli wiedźmę ze szklanym okiem, która nawet ukłoniła się Jonghyunowi! Przejechali przez Greenville aż dotarli do cyrku gdzie czekał na nich pan Yui. Powiedział tylko "Jonghyunnie... ty nigdy nie umrzesz. Twoja dusza zawsze będzie zaklęta w tej opowieści...". I miał rację. Bo właśnie tak to się kończy. Tak, że się wcale nie kończy...Zawsze zostaniesz... ze mną i w swojej wyimaginowanej opowieści... Jonghyun kocham Cię... Jonghyun..? Jonghyun? JONGHYUN!
***
Po Jonghyunie została mi tylko jego zmyślona historyjka...Teraz stojąc przed jego zimnym ciałem dotykam jego policzka... i czuję jedynie tęsknotę. Przemożną chęć odwrócenia czasu i powtórzenia tego wszystkiego jeszcze raz. Nic nie będzie już takie jak było. Już nigdy więcej nie usłyszę historii o nas. Nigdy nie przytulę się do niego. Nigdy nie poczuję jego pachnących piżmem włosów. Nigdy nie zobaczę jego zaspanej twarzy. Nigdy nie usłyszę "Nie kocham Cię już! Nie! Dlaczego? Bo mi znowu przełączyłeś boks! Dzisiaj miał grać Misiek!" Już nigdy nie będę mógł zażartować z jego białych włosów. Już nigdy nie wypłaczę się w jego silne ramie. Już nigdy nie wrócę do domu z hukiem otwierając drzwi krzycząc od wejścia "JONGHYUNNIE JESTEM MISIACZKU!"... bo on mi nie odpowie...
Zniżam się żeby ucałować po raz ostatni jego martwe usta jednak nie daję rady.Zanim nasze usta się spotykają ja wybucham głośnym płaczem. Odwracam się i dopiero wtedy dochodzi do mnie myśl... że go straciłem. Że straciłem ideał. Bo oto przede mną stoi niski mężczyzna z czarnym wąsem. Tak pulchny, że wygląda jak piłka... Pan Yui. Z matka Jonghyuna rozmawiają dwie bliźniaczki. Dwie identyczne kobiety złączone jednym ciałem. Lai Lai i Lei Lei.... Na jednym z tylnych krzeseł siedzi wielki mężczyzna z zapadniętą lewą stroną twarzy. Jego łzy wielkie jak kamienie spływają ciężko na kamienną posadzkę. Otto... Przy wejściu stoi szaro włosa, zmarszczona kobieta z przepaską na prawym oku... wiedźma. Tuż obok niej stoi człowiek o cerze białej jak śnieg. Włosach białych jak śnieżynki. Oczach białych jak mleko. Pluto... W okół mnie są wszyscy Ci w których istnienie nie mogłem uwierzyć...
Jednak to prawda. Oni wszyscy istnieją. Oni wszyscy są częścią życia Jonghyuna. Oni wszyscy są częścią Jonghyuna...
-Nigdy byś mnie nie okłamał prawda...?
Pytam sam siebie odwracając się jeszcze w stronę ukochanego. Wygląda jakby spał... Po prostu jakby zasnął. Jakby za chwilę miał się przekręcić na drugi bok i otulić mnie ramieniem w okół pasa. Jakby zaraz miał wyszeptać mi do ucha senne "Jeszcze pięć minut Bummie..." mimo, że może spać dużo dłużej. Jakby miał niedługo się obudzić z podkrążonymi oczami i śmiejąc się powiedzieć "To wszystko przez Ciebie..". Jednak on się nie obudzi. Nie wstanie. Nie zacznie się śmiać ani na mnie nie nakrzyczy. Zamiast tego będzie spał... Nie w tej trumnie. Nie. Nie w tym drewnianym pudle. W moim sercu. I w sercach tych wszystkich ludzi...
Bo Jonghyun nigdy nie umrze.
Nie on.
Nie tym razem...