Wracam do was z kolejnym JongKeyem. Mam nadzieję, że nie będziecie zawiedzeni AŻ TAK. Miłego czytania :)
_____________________
Czy ktokolwiek potrafi wyrazić swoje uczucia słowami?
Jesteś pewien, że potrafisz opisać kilkoma słowami swoje emocje?
Masz stu procentową pewność, że te marne kilka słów dokładnie odda twój nastrój?
Ja nie mogę mieć tej pewności, bo emocje, doznania, uczucia, nie są czymś co da się określić. Nie mogę tego opisać jednym słowem bo nawet to słowo składa się kolejnych kilkuset opisujących je słów, a każde kolejne z kolejnego miliona... i można tak w nieskończoność.
Wobec tego ponawiam pytanie.
Czy ktokolwiek potrafi wyrazić swoje uczucia słowami?
Aż do teraz zawsze myślałem, że mogę to zrobić. Że mówiąc "Jestem szczęśliwy.", "Jestem zły." czy "Jestem smutny." mówię wszystko to co jest prawdą. Teraz patrząc już na Jonghyuna nie jestem tego taki pewien. Mógłbym powiedzieć, że jestem jednocześnie szczęśliwy i smutny, jednak nie byłoby to do końca prawdą. Jestem smutny. Jestem rozgoryczony. Moje serce cierpi. Moje ciało umiera. Moje życie jest teraz jednym wielkim bezsensem. A z drugiej strony jestem szczęśliwy jak nigdy. Jestem dumny. Czuję, że moje serce chce wyskoczyć z mojej piersi. Jestem przepełniony miłością. Ale żadne z tych określeń nie oddaje dokładnie tego co w tej chwili czuję. Może jedynie to, że jestem przepełniony miłością... No, ale z drugiej strony czym jest miłość? I czy można być nią przepełnionym?
Dlaczego dopiero teraz dopadły mnie tego typu rozterki? A no bo jak największy debil zakochałem się w kimś w kim nie powinienem. Chyba każdy kiedyś tak zrobił... Nawet jako dziecko... zauroczył się kimś kto był dla nas całkiem niedostępny. Nieosiągalny.
Tak jak Jonghyun teraz dla mnie.
Właśnie. Kim Jonghyun. To o niego się tu rozchodzi. Taki mały, śmieszny człowieczek, a ile namieszał. Od początku.
Jakiś czas temu, nawet nie pamiętam jak dawno to było, moja najlepsza przyjaciołka Lee Yuu Bin przyleciała do mnie ze wspaniałą nowiną. Całkowicie i niezaprzeczalnie się zakochała. Wiadomo, że jako najlepszy na świecie przyjaciel zacząłem podniecać się nawet bardziej niż ona każąc opowiadać o nim wszystko. Jak wyglądał, jaki miał głos, czym się zajmował, gdzie się poznali, czym się interesował i inne głupoty. Opisała mi go dokładnie tak:
"Nazywa się Kim Jonghyun. Ma białe włosy i ciemne oczy. Szeroki uśmiech. Kilka kolczyków w uszach. Jest dość niski. Może kilka centymetrów wyższy ode mnie. Jest bardzo dobrze zbudowany. To znaczy wiesz, nie za dużo, nie za mało. Idealnie. Ma duże dłonie, dość ciemną karnację, dużo ciemniejszą niż twoja.". Wtedy spokojnie to przyjąłem słuchając z zaangażowaniem jak opowiadała o ich pierwszym spotkaniu, jego ulubionych rzeczach, ich rozmowach nocami...
Z każdym kolejnym dniem dowiadywałem się o nim więcej. Coraz częściej słuchałem wyznań Yuubin, lub zapewnień o jej miłości do niego. Zazdrościłem jej, jednak cieszyłem się jej szczęściem. Byłem jej ostoją, w której się chroniła po każdej kłótni, albo do której zaglądała byle tylko przeprowadzić kolejny monolog. Słuchałem jej tworząc swoją własną wizję Kim Jonghyuna. Byłem szczęśliwy, że ten mężczyzna daje szczęście kobiecie, która jest dla mnie jak siostra. Której nigdy bym nie skrzywdził. Której szczęście było dla mnie ważniejsze niż moje własne. Zapragnąłem poznać tego szczęściarza. W końcu Yuubin przedstawiła mi Jonghyuna. Był taki jakiego go opisywała. Jednak kiedy spojrzałem w jego ococzyoczułem coś jeszcze. Zignorowałem to po prostu witając się z nim i spędzając w ich towarzystwie miły dzień. Byłem gejem, dlatego nie zdziwiłem się czując to specyficzne uczucie. Był atrakcyjne. To normalne, że tak zareagowałem. Za każdym razem tłumiłem w sobie uczucia nawet nie próbując wpływać na relację między nim, a Yuubin. Jak już powiedziałem.... jej szczęście było dla mnie dużo ważniejsze niż moje własne.
Mijały dni, tygodnie, miesiące... Minął rok. Przez ten rok coraz częściej spotykałem się z Yuubin i Jonghyunem. Cieszyłem się, że nie przeszkadzała mu moja orientacja, najwyraźniej kochał ją (Bin, nie moją orientacje) tak bardzo, że był w stanie zaakceptować nawet to. Za każdym razem kiedy zostawaliśmy z Jonghyunem sami rozmawialiśmy jak starzy znajomi. Dowiadywałem się o nich rzeczy, których nie mógł powiedzieć Yuu. Czułem się z tym lepszy od niej, choć nie powinienem. Do tej pory pluję sobie za to w brodę...
Zaczęliśmy się spotykać z Jonghyunem sami, bez Yuubin. Za każdym razem pytałem czy nie ma nic przeciwko temu, odpowiadała, że nie, że cieszy się, że tak bardzo się zaprzyjaźniliśmy. Z czasem dostrzegłem, że Jonghyun poświęcał mi tyle samo uwagi co Yuubin... Nie tak powinno być. Mimo to nie mogłem oprzeć się tym spotkaniom. Zwykłej rozmowie, piciu piwa w jego towarzystwie, śmiania się podczas oglądania kolejnej głupiej komedii kiedy oboje rozwaleni jak święte krowy na jego kanapie jedliśmy popcorn. Pewnego dnia jednak zostałem zaskoczony całkowicie. Yuubin i widocznie zażenowany Jonghyun stanęli przede mną oznajmiając... że zamierzają się pobrać...
To właśnie wtedy zdałem sobie sprawę z tego, że mimo iż starałem się usunąć własne uczucia w cień to nawet tego nie zauważając wpadłem po same uszy w te ruchome piaski nazywające się Kim Jonghyun...
Mimo to przybrałem na twarz maskę gratulując im zaręczyn i oczywiście przyjmując propozycję zostania drużbą.
Dopiero kiedy zostałem sam w swoich czterech ścianach osunąłem się po ścianie i rozpłakałem jak małe dziecko. I właśnie teraz następuje moje pytanie...
Czy ktokolwiek potrafi wyrazić swoje uczucia słowami?
Dopiero teraz siedząc zapłakany pod drzwiami, nie mogąc złapać oddechu uświadomiłem sobie, jak ciężko jest opisać smutek. Jak ciężko jest opisać ukochaną osobę. Jak ciężko jest wyrazić swoje szczęście.
"Nazywa się Kim Jonghyun. Ma białe włosy i ciemne oczy. Szeroki uśmiech. Kilka kolczyków w uszach. Jest dość niski. Może kilka centymetrów wyższy ode mnie. Jest bardzo dobrze zbudowany. To znaczy wiesz, nie za dużo, nie za mało. Idealnie. Ma duże dłonie, dość ciemną karnację, dużo ciemniejszą niż twoja."
To w ogóle nie oddaje wyglądu Kim Jonghyuna...
"Nazywa się Pierdolony Kim Kurwa Jonghyun. Jest najpiękniejszym mężczyzną jaki kiedykolwiek stąpał po ziemi. Ma aksamitne białe włosy, które są tak cienkie, że powiewają przy najmniejszym podmuchu wiatru, a kiedy są mokre lekko skręcają się na końcówkach. Kiedy stoi pod słońce padające na nie promienie uwydatniają złote refleksy. Jego oczy są koloru kawy... Pływają w nich jaśniejsze obłoczki upodabniające się do pianki na wierzchu filiżanki. Są kształtem podobne do migdałów... Pysznych, słodkich i idealnych migdałów. Można z nich czytać jak z otwartej księgi, i to jest w nich takie wspaniałe... że mogę jedynie po jednym spojrzeniu powiedzieć co czuje. To takie proste... a jednocześnie tak skomplikowane. Jego uśmiech przysłania cały mój świat. Kiedy jego kąciki wędrują ku górze moje mimowolnie robią to samo. Nawet nad tym nie panuję. Kiedy się uśmiecha jego warga lekko się zawija co jest swoją drogą niezwykle urocze... I pociągające. Tak, te wargi są cholernie pociągające. Chciałbym móc całować je każdego dnia, w każdej sekundzie. Móc spijać z tych warg każde nawet najmniejsze słowo. Móc poznawać ich smak i miękkość, zobaczyć je w każdym możliwym ułożeniu. Ma kilka kolczyków w uszach. Dokładnie trzy w prawym, jeden w chrząstce, pozostałe dwa w płatku, i dwa w lewym, jeden w chrząstce i drugi w płatku. W płatku, który chciałbym polizać lub przygryźć obserwując jego reakcje. Jest ode mnie niższy.... O zaledwie centymetr, może dwa. Jednak dzięki temu mogę obserwować cień rzucany na jego policzki przez jego długie rzęsy. Jego ciało.... Jego ciało jest idealne. Perfekcyjne w każdym calu. Mięśnie widoczne są pod każdego rodzaju ubraniem. Jego szczupłe nogi schowane zawsze pod jeansami zapraszają, żeby na nich usiąść, a silne ramiona, żeby się w nich schronić zapominając o wszelkich zmartwieniać. Jego ciepła klatka zapewnia spokój i bezpieczeństwo, a duże dłonie zostały stworzone po to, żeby trzymać inną i gładzić ją kciukiem. Ma delikatny, acz mocny głos. Czasem chyba nawet nie zdaje sobie sprawy z tego, że jego szept zamienia się w zwierzęcy pomruk wywołujący na moim ciele gęsią skórkę. Ten głos, ten szept, ten cichy pomruk wymawiający moje imię jest muzyką dla moich uszu, jest dźwiękiem, który pragnąłbym żeby mnie budził każdego ranka..."
Mógłbym opisywać go dalej, ale po co...? Żadne z tych słów nie oddaje jego realnego piękna.Jesteś pewien, że potrafisz opisać kilkoma słowami swoje emocje?
Masz stu procentową pewność, że te marne kilka słów dokładnie odda twój nastrój?
Ja nie mogę mieć tej pewności, bo emocje, doznania, uczucia, nie są czymś co da się określić. Nie mogę tego opisać jednym słowem bo nawet to słowo składa się kolejnych kilkuset opisujących je słów, a każde kolejne z kolejnego miliona... i można tak w nieskończoność.
Wobec tego ponawiam pytanie.
Czy ktokolwiek potrafi wyrazić swoje uczucia słowami?
Aż do teraz zawsze myślałem, że mogę to zrobić. Że mówiąc "Jestem szczęśliwy.", "Jestem zły." czy "Jestem smutny." mówię wszystko to co jest prawdą. Teraz patrząc już na Jonghyuna nie jestem tego taki pewien. Mógłbym powiedzieć, że jestem jednocześnie szczęśliwy i smutny, jednak nie byłoby to do końca prawdą. Jestem smutny. Jestem rozgoryczony. Moje serce cierpi. Moje ciało umiera. Moje życie jest teraz jednym wielkim bezsensem. A z drugiej strony jestem szczęśliwy jak nigdy. Jestem dumny. Czuję, że moje serce chce wyskoczyć z mojej piersi. Jestem przepełniony miłością. Ale żadne z tych określeń nie oddaje dokładnie tego co w tej chwili czuję. Może jedynie to, że jestem przepełniony miłością... No, ale z drugiej strony czym jest miłość? I czy można być nią przepełnionym?
Dlaczego dopiero teraz dopadły mnie tego typu rozterki? A no bo jak największy debil zakochałem się w kimś w kim nie powinienem. Chyba każdy kiedyś tak zrobił... Nawet jako dziecko... zauroczył się kimś kto był dla nas całkiem niedostępny. Nieosiągalny.
Tak jak Jonghyun teraz dla mnie.
Właśnie. Kim Jonghyun. To o niego się tu rozchodzi. Taki mały, śmieszny człowieczek, a ile namieszał. Od początku.
Jakiś czas temu, nawet nie pamiętam jak dawno to było, moja najlepsza przyjaciołka Lee Yuu Bin przyleciała do mnie ze wspaniałą nowiną. Całkowicie i niezaprzeczalnie się zakochała. Wiadomo, że jako najlepszy na świecie przyjaciel zacząłem podniecać się nawet bardziej niż ona każąc opowiadać o nim wszystko. Jak wyglądał, jaki miał głos, czym się zajmował, gdzie się poznali, czym się interesował i inne głupoty. Opisała mi go dokładnie tak:
"Nazywa się Kim Jonghyun. Ma białe włosy i ciemne oczy. Szeroki uśmiech. Kilka kolczyków w uszach. Jest dość niski. Może kilka centymetrów wyższy ode mnie. Jest bardzo dobrze zbudowany. To znaczy wiesz, nie za dużo, nie za mało. Idealnie. Ma duże dłonie, dość ciemną karnację, dużo ciemniejszą niż twoja.". Wtedy spokojnie to przyjąłem słuchając z zaangażowaniem jak opowiadała o ich pierwszym spotkaniu, jego ulubionych rzeczach, ich rozmowach nocami...
Z każdym kolejnym dniem dowiadywałem się o nim więcej. Coraz częściej słuchałem wyznań Yuubin, lub zapewnień o jej miłości do niego. Zazdrościłem jej, jednak cieszyłem się jej szczęściem. Byłem jej ostoją, w której się chroniła po każdej kłótni, albo do której zaglądała byle tylko przeprowadzić kolejny monolog. Słuchałem jej tworząc swoją własną wizję Kim Jonghyuna. Byłem szczęśliwy, że ten mężczyzna daje szczęście kobiecie, która jest dla mnie jak siostra. Której nigdy bym nie skrzywdził. Której szczęście było dla mnie ważniejsze niż moje własne. Zapragnąłem poznać tego szczęściarza. W końcu Yuubin przedstawiła mi Jonghyuna. Był taki jakiego go opisywała. Jednak kiedy spojrzałem w jego ococzyoczułem coś jeszcze. Zignorowałem to po prostu witając się z nim i spędzając w ich towarzystwie miły dzień. Byłem gejem, dlatego nie zdziwiłem się czując to specyficzne uczucie. Był atrakcyjne. To normalne, że tak zareagowałem. Za każdym razem tłumiłem w sobie uczucia nawet nie próbując wpływać na relację między nim, a Yuubin. Jak już powiedziałem.... jej szczęście było dla mnie dużo ważniejsze niż moje własne.
Mijały dni, tygodnie, miesiące... Minął rok. Przez ten rok coraz częściej spotykałem się z Yuubin i Jonghyunem. Cieszyłem się, że nie przeszkadzała mu moja orientacja, najwyraźniej kochał ją (Bin, nie moją orientacje) tak bardzo, że był w stanie zaakceptować nawet to. Za każdym razem kiedy zostawaliśmy z Jonghyunem sami rozmawialiśmy jak starzy znajomi. Dowiadywałem się o nich rzeczy, których nie mógł powiedzieć Yuu. Czułem się z tym lepszy od niej, choć nie powinienem. Do tej pory pluję sobie za to w brodę...
Zaczęliśmy się spotykać z Jonghyunem sami, bez Yuubin. Za każdym razem pytałem czy nie ma nic przeciwko temu, odpowiadała, że nie, że cieszy się, że tak bardzo się zaprzyjaźniliśmy. Z czasem dostrzegłem, że Jonghyun poświęcał mi tyle samo uwagi co Yuubin... Nie tak powinno być. Mimo to nie mogłem oprzeć się tym spotkaniom. Zwykłej rozmowie, piciu piwa w jego towarzystwie, śmiania się podczas oglądania kolejnej głupiej komedii kiedy oboje rozwaleni jak święte krowy na jego kanapie jedliśmy popcorn. Pewnego dnia jednak zostałem zaskoczony całkowicie. Yuubin i widocznie zażenowany Jonghyun stanęli przede mną oznajmiając... że zamierzają się pobrać...
To właśnie wtedy zdałem sobie sprawę z tego, że mimo iż starałem się usunąć własne uczucia w cień to nawet tego nie zauważając wpadłem po same uszy w te ruchome piaski nazywające się Kim Jonghyun...
Mimo to przybrałem na twarz maskę gratulując im zaręczyn i oczywiście przyjmując propozycję zostania drużbą.
Dopiero kiedy zostałem sam w swoich czterech ścianach osunąłem się po ścianie i rozpłakałem jak małe dziecko. I właśnie teraz następuje moje pytanie...
Czy ktokolwiek potrafi wyrazić swoje uczucia słowami?
Dopiero teraz siedząc zapłakany pod drzwiami, nie mogąc złapać oddechu uświadomiłem sobie, jak ciężko jest opisać smutek. Jak ciężko jest opisać ukochaną osobę. Jak ciężko jest wyrazić swoje szczęście.
"Nazywa się Kim Jonghyun. Ma białe włosy i ciemne oczy. Szeroki uśmiech. Kilka kolczyków w uszach. Jest dość niski. Może kilka centymetrów wyższy ode mnie. Jest bardzo dobrze zbudowany. To znaczy wiesz, nie za dużo, nie za mało. Idealnie. Ma duże dłonie, dość ciemną karnację, dużo ciemniejszą niż twoja."
To w ogóle nie oddaje wyglądu Kim Jonghyuna...
"Nazywa się Pierdolony Kim Kurwa Jonghyun. Jest najpiękniejszym mężczyzną jaki kiedykolwiek stąpał po ziemi. Ma aksamitne białe włosy, które są tak cienkie, że powiewają przy najmniejszym podmuchu wiatru, a kiedy są mokre lekko skręcają się na końcówkach. Kiedy stoi pod słońce padające na nie promienie uwydatniają złote refleksy. Jego oczy są koloru kawy... Pływają w nich jaśniejsze obłoczki upodabniające się do pianki na wierzchu filiżanki. Są kształtem podobne do migdałów... Pysznych, słodkich i idealnych migdałów. Można z nich czytać jak z otwartej księgi, i to jest w nich takie wspaniałe... że mogę jedynie po jednym spojrzeniu powiedzieć co czuje. To takie proste... a jednocześnie tak skomplikowane. Jego uśmiech przysłania cały mój świat. Kiedy jego kąciki wędrują ku górze moje mimowolnie robią to samo. Nawet nad tym nie panuję. Kiedy się uśmiecha jego warga lekko się zawija co jest swoją drogą niezwykle urocze... I pociągające. Tak, te wargi są cholernie pociągające. Chciałbym móc całować je każdego dnia, w każdej sekundzie. Móc spijać z tych warg każde nawet najmniejsze słowo. Móc poznawać ich smak i miękkość, zobaczyć je w każdym możliwym ułożeniu. Ma kilka kolczyków w uszach. Dokładnie trzy w prawym, jeden w chrząstce, pozostałe dwa w płatku, i dwa w lewym, jeden w chrząstce i drugi w płatku. W płatku, który chciałbym polizać lub przygryźć obserwując jego reakcje. Jest ode mnie niższy.... O zaledwie centymetr, może dwa. Jednak dzięki temu mogę obserwować cień rzucany na jego policzki przez jego długie rzęsy. Jego ciało.... Jego ciało jest idealne. Perfekcyjne w każdym calu. Mięśnie widoczne są pod każdego rodzaju ubraniem. Jego szczupłe nogi schowane zawsze pod jeansami zapraszają, żeby na nich usiąść, a silne ramiona, żeby się w nich schronić zapominając o wszelkich zmartwieniać. Jego ciepła klatka zapewnia spokój i bezpieczeństwo, a duże dłonie zostały stworzone po to, żeby trzymać inną i gładzić ją kciukiem. Ma delikatny, acz mocny głos. Czasem chyba nawet nie zdaje sobie sprawy z tego, że jego szept zamienia się w zwierzęcy pomruk wywołujący na moim ciele gęsią skórkę. Ten głos, ten szept, ten cichy pomruk wymawiający moje imię jest muzyką dla moich uszu, jest dźwiękiem, który pragnąłbym żeby mnie budził każdego ranka..."
A ja teraz kiedy zdałem sobie sprawę ze swoich uczuć jednocześnie jestem szczęśliwy, że to jego mogłem pokochać, a z drugiej z dokładnie tego samego powodu nienawidzę samego siebie.
Czy ktokolwiek potrafi wyrazić swoje uczucia słowami...?
Mam nadzieję, Kim Jonghyunie, że ty będziesz potrafił wyrazić swoimi słowami przed ołtarzem jak bardzo kochasz Yuubin... nie mnie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz