poniedziałek, 16 listopada 2015

JongKey 7.

Ten oneshot powstał dzięki piosence Adele, której wszyscy mają już pewnie serdecznie dość xD A mianowicie "Hello". Mam nadzieję, że wam się spodoba, i zostawicie po sobie jakiś komentarz ;; Wytykajcie błędy, jeżeli takowe znajdziecie!
_______________________
Minęło tyle lat. Nie widzieliśmy się ani razu.
Ile to czasu? Cztery lata? Pięć? Może dziesięć…?
Ile mil? Tysiące? Miliony? Może miliardy…?
Mimo, że sam się na to zdecydowałem zacząłem żałować tuż po wyjeździe.
Dlaczego? Bo dalej Cię kochałem. Tak cholernie mocno. Nieprzerwanie, od kiedy tylko sobie to uświadomiłem. Ile mogłem mieć wtedy lat?
Czternaście? Piętnaście? Może szesnaście…?
Niby nic. Wiek, kiedy każdy zaczyna się wahać. Jednak ja bylem gotowy poświęcić dla Ciebie wszystko gdybyś tylko tego chciał. Myślałem wpierw o tobie, nie o sobie. Słuchałem każdego twojego słowa błagając w myślach, żebyś mówił dalej. Dawałem Ci siebie, a ty tego nieświadomy brałeś garściami. Dawałem pomocną dłoń nigdy nie prosząc o twoją. Nie chciałem, aby twoje czyste i delikatne ręce babrały się w takim błocie jakim było moje życie. Ty sam nigdy nie pytałeś. Nigdy Cię to nie interesowało. Ta obojętność była z jednej strony prezentem, a z drugiej nożem, który raz po raz wbijałeś mi w plecy. Z czasem zakochiwałem się coraz bardziej, pragnąc już nie tylko twojej uwagi. Byłem zachłanny. Własne pragnienia mnie zniszczyły… Tak bardzo chciałem być przy tobie, że kiedy tak nie było, agresję wyładowywałem na sobie.
Wiesz co to oznacza?
Tak. Dobrze myślisz. Depresja. Nerwica. Szpital. Śmierć.
Nie no, nie przesadzajmy… bez tej śmierci. Ale pozostała część się zgadza. Depresja, z która zmagałem się sam. Nie było przy mnie nikogo. Ani mojej rodziny, ani Ciebie… w szczególności Ciebie. Gdybyś nawet zapytał, nie powiedziałbym Ci. Bałem się, że znienawidzisz tą część mnie… dlatego skrzętnie ukrywałem się za kurtyną uśmiechu. Ale ty nawet nie próbowałeś pytać… i ta świadomość, że nawet nie obchodziło Cię, czy dobrze się czuję, wykańczała mnie powoli. Pasożytowała we mnie wyżerając od środka, pozostawiając po sobie słodko kwaśny posmak, zupełnie jak cykuta rozlana po przełyku. Depresja pociągnęła za sobą nerwicę i stany lękowe, a one problemy ze zdrowiem… czy ktokolwiek zauważył? Nie. Nie dopuściłem do tego. Zamiast tego skrzętnie ukrywałem swoje smutki, z każdym dniem izolując się coraz bardziej. Najbardziej od Ciebie. Po pewnym czasie doszło do tego, że sam mnie znienawidziłeś… Sam się oddaliłeś, przestałeś mnie szukać wzrokiem, przestałeś pisać i rozmawiać. Cieszyłem się, bo to było równoznaczne z tym, że nie mam czego szukać i mogę sobie odpuścić. Ale nie ważne jak się starałem, nie mogłem tego zrobić… Dlatego uciekłem. Wyjechałem. Wyprowadziłem się. Uciekłem od Ciebie.
To była najlepsza decyzja w moim życiu.
Najlepsza i najgorsza zarazem.
Już w dniu wyjazdu pożałowałem tego z całego serca.
Powoli zapominałem. A przynajmniej tak sobie mówiłem. Próbowałem zapomnieć, o twoich ciemnych włosach, malinowych wargach, czekoladowych oczach. O twoim śmiechu, twoich uroczych na swój sposób dziwactwach. O sposobie w jaki przeciągałeś samogłoski, i szczegółach, które zauważałem tylko ja. Starałem się zapomnieć o tym wszystkim, powoli faktycznie zapominając. Zapomniałem jak wyglądałeś. Zapomniałem jaką barwę miał twój głos. Cieszyłem się. Mimo, że czasem dalej próbowałem do tego wrócić, to szybko porzucałem te zamiary. Uwolniłem się od Ciebie. Od wspomnienia twojego pocałunku. Jednego, jedynego, który był wynikiem zakładu… Od pamięci o cieple twoich ramion kiedy te owijały się wokół mojego pasa. O zapachu twojej szyi, która całowałem tyle razy, kiedy nieświadomy niczego słodko spałeś…
Każdego dnia żegnałem Cię z drugiej strony świata. Żegnałem Cię tymi samymi słowami: “Żegnaj Kibummie”. A mimo to każdego dnia w głębi duszy znowu Cię witałem mówiąc: “Hej, to ja, pamiętasz?”. Przepraszałem za wszystko co zrobiłem, i wszystko czego Ci zabrakło. Tłumaczyłem się tym, że się starałem. Jednak tak naprawdę byłem egoistą… bałem się, więc nie mówiłem Ci tego co powinienem, raniąc nie tylko siebie, ale i Ciebie. A ty zraniony wymieniałeś mnie na Minho, czy Onew. Żaden z nich jednak nie był mną i ty o tym wiedziałeś.
Jednak teraz postanowiłem wrócić. Byłem na to gotów.
Tak myślałem, jednak teraz kiedy stanąłeś przede mną otoczony znajomymi wszystko wróciło do mnie ze zdwojoną siłą. Chyba zrozumieli, że to nie czas. Odeszli pozostawiając nas samych i milczących na środku chodnika. Patrzyłem jak się zmieniłeś… Dojrzałeś… Dalej byłeś tak samo piękny, tak samo koci co zawsze. Uśmiechnąłem się sam do siebie z politowaniem po chwili kręcąc głową…  
-Czy ty musisz zawsze być tam gdzie Cię nie potrzeba…?
-Słucham? -Zaskoczony moim pytaniem uniosłeś głowę dopiero po chwili zdając sobie sprawę z moich słów. Tak jak myślałem, zły ściągnąłeś brwi i spojrzałeś na mnie z nienawiścią łapiąc za poły czarnego płaszcza.
-Wyjechałem, żeby od Ciebie uciec, a kiedy wracam, jesteś pierwszą osobą jaką widzę. Nie tego chciałem…
Już po chwili poczułem gorący policzek. Spojrzałem na Ciebie zdziwiony jednak to i tak nic w porównaniu z tym, co poczułem widząc smutek i łzy w twoich oczach. Wyglądałeś tak jakbyś cierpiał… Ale nie przez moje słowa… Zachowywałeś się jakbyś czuł to samo co ja… Jakbyś był zły, że się spotkaliśmy, bo ty zdążyłeś zapomnieć. O moich pocałunkach, których jednak byłeś świadom. O moim dotyku, który nigdy nie był dla Ciebie niczym. O moim smutku, który skrywałem w sobie, a którego ty nie chciałeś wyciągać na zewnątrz bojąc się, że to tylko pogorszy sprawę.
A co jeżeli ten cały czas był jedynie czasem straconym…? Co jeżeli te mile były głupim pretekstem...? Co jeżeli poranne powitanie było silniejsze niż którykolwiek z nas się tego spodziewał? Co jeżeli oboje w uporze staraliśmy się zapomnieć o sobie, co było tylko drogą na około? Co jeżeli dopiero teraz wchodziliśmy na dobrą ścieżkę…?
Nie zważając na to, że dalej znajdowaliśmy się na chodniku ty powoli przysunąłeś się i spuszczając dłonie po moim płaszczu schowałeś twarz w moim szalu niewyraźnie prosząc…
-...Jonghyun… zacznijmy od nowa. 

sobota, 17 października 2015

JongKey 6.

Hej hej! Wracam do was z kolejnym oneshotem JongKeya, tym razem całkiem innym, nie skupiającym się na JongKeyu (wobec tego, możecie wstawić na ich miejsce te postacie, ktore chcecie, ten pairing jest tylko i wyłącznie moim wyborem, absolutnie nienarzuconym odgórnie :) ), ale na uczuciach. Pomysł spadł na mnie po przeczytaniu książki E.M.Schmitta pt. "Napój miłosny", czytał ktoś? Jak nie to polecam ^^ Powiedzcie mi prosze co o tym myślicie w komentarzach. Czy lubicie i chcecie czytać tego typu teksty? Co w tej chwili przemawia do was najbardziej? Jakie gatunki? Naprawde... Serio... Odezwijcie sie w komentarzach... ;;
Miłego czytania :)
_________________________
-Kibummie, co robisz? -Pytam choć widzę, jak swoimi kościstymi dłońmi ugniatasz ciasto. Traktujesz je wręcz z szacunkiem. Delikatnie, jednak pewnie naciskasz jedną ręką na grubą warstwę jasnej masy po chwili drugą przywracasz ją na druga stronę. Unosisz placek z jednej strony i sięgając chudymi palcami do papierowej torby pociągasz nosem. Umazaną białym proszkiem dłonią posypujesz stół i to samo robisz wpierw unosząc drugą stronę ugniatanego ciasta. Bawisz się nim jednocześnie pieszcząc opuszkami swoich palców. Zawsze tak traktowałeś ciasto, zawsze było dla Ciebie ważne. Mimo, że dla mnie to zwykłe ugniatanie, dla Ciebie to swego rodzaju rytuał. Swoimi ruchami przemawiasz do niego, namawiasz do szybszego pęcznienia. Gładzisz mając nadzieję, że od tego stanie się bardziej pulchne. Posypujesz mąką wyobrażając sobie już na tym etapie jakim kolorem się zabarwi wygrzewając w piekarniku. Kochasz ciasta. Kochasz ciasta, ciasteczka, babeczki, ciągutki, lukier, cukier, lizaki, masy, kolorowe, słodkie dodatki. Kochasz je jeść, a jeszcze bardziej kochasz je robić. Wiem to choć nigdy mi tego nie powiedziałeś wprost. Jesteśmy przyjaciółmi od ponad 8 lat. Znam Cię tak dobrze jak nikt inny. Znam twoje ciało, zapach, twarz, kiedy się budzisz, gusty, troski, niezręczności, wspomnienia, nastroje, wady, zalety, marzenia i pragnienia, nawet jeżeli ty nie do końca zdajesz sobie z nich sprawę. Znam twoje nawyki, reakcje twojego ciała na różne bodźce, potrafię z pamięci narysować twój portret z najmniejszymi szczegółami, takimi jak piegi, plamki na tęczówkach, blizny, a nawet zakrzywienie brwi. Wiem o tobie wszystko. Wiem o tobie wszystko ponieważ od lat obsesyjnie wręcz Ci się przypatruje. Jesteś moim przyjacielem, jednak fascynujesz mnie bardziej niż niejedna kobieta. Uwielbiam na Ciebie patrzeć. Czasem śmieszy mnie to, że znam Cię na tyle dobrze, że potrafię przewidzieć twój kolejny ruch. Tak jak to, ze po posypaniu ukochanego ciasta mąką, drapiesz się w nos prósząc jego czubek białym proszkiem. Obserwowanie Cie jest moim ulubionym zajęciem. Kiedy tak Ci się przypatruję czuję się jak drapieżnik niebezpiecznie czający się na swoja ofiarę, choć wiem, że nigdy mą ofiarą nie zostaniesz... Intrygujesz mnie. Pragnę wiedzieć o tobie wszystko. Pożądam tego jak narkoman dziennej dawki heroiny. Potrzebuje tego, aby czuć się spełnionym.
Czy to miłość?
Nie wiem... Nie wierzę w coś takiego jak miłość. Obłudne uczucie szczęścia, które jest w stanie zdmuchnąć, jak najwątlejszy płomień świecy, jedno słowo, jeden ruch, jedno spojrzenie, bądź jego brak. Miłość jest ludzką nazwą na uczucie pojednania duszy i ciała. Miłością nazywa się połączenie pragnienia bliskości z pragnieniem zrozumienia. Miłość można wywołać. Można ją stworzyć. Wtedy miłość nie jest już obłudą, a jedynie cieniem tej obłudy. Kłamstwem, które rozpoczęło łańcuch upadających kolejno po sobie kostek domina. Czy warto bawić się w coś takiego? Bowiem tylko jeżeli doznania duchowe pokryją się z cielesnymi możemy mówić o miłości. Ale miłość jest w wyobrażeniu ludzkim czymś wiecznym... W takim razie jak wytłumaczyć kłótnie, zdrady, rozwody, kłamstwa, oszczerstwa czy wyzwiska...? Z upływem czasu ta obłuda zanika ujawniając prawdziwą twarz każdego z kochanków. Jedno pragnie przygód. Jednym kierują żądze. Jedno nie widzi swej winy. Drugie pragnie uczuć. Drugim kierują emocje. Drugie widzi jedynie winę tego drugiego.
Po co, więc zatapiać się w tym morzu pełnym smoły, próbując łapać się piachu, skoro możemy zaczekać na brzegu...?
Przyjaźń, która wymaga zrozumienia, czy miłość wymagająca pożądania?
W takim razie czym jest to co czuje do Ciebie? Zarazem jestem twoim przyjacielem i Cię pragnę.
Miłość i przyjaźń dzieli jedynie skóra, a skóra jest cienka...
-O, Jonghyun. Twoje ulubione ciasto bananowe. Zrobiłem już syrop. Mam nadzieję, że zjesz. -Patrzę jak obracasz się lekko w moją stronę i zerkasz kątem czekoladowego oka. Uśmiechasz się widząc jak podchodzę i stając obok Ciebie wychylam Ci się przez ramię chcąc spojrzeć na ciasto w twoich cudownie gładkich dłoniach. Patrzysz z powrotem w stronę blatu nie zdając sobie sprawy z tego, że cicho zaciągam się słodkim zapachem twoich pieprzowych perfum pomieszanych z nutką skórki pomarańczy, której aromat zawarty jest w twoim szamponie. Nie wiesz też, że staję tak blisko, aby poczuć na poliku miękkość twoich ciemnych włosów. Ani, że opieram się o Ciebie nie przypadkiem, ale po to, aby po raz kolejny napotkać gorącą barierę w postaci twojej skóry. Mimo iż sam robię na przekór swojemu rozsądkowi, który krzyczy, abym się otrząsnął, z tego słodkiego amoku, abym się odsunął, abym stworzył w okół siebie mur, nie mogę się tobie oprzeć, nie potrafię tego zrobić, bo nawet gdybym posłuchał rozsądku, zaraz odezwałoby się serce. Gdybym się odsunął, za chwile ty sam byś podszedł. A gdybym utworzył mur cegły za chwilę poczęłyby się sypać przez moje chore pragnienia będące zbyt silnym wiatrem i słabą determinację grającą w tym przedstawieniu klej. Nie jestem w stanie, się odsunąć bo tego nie chce. Wiem, że ta fascynacja przeminie. Zawsze przemija. A jednak uwielbiam to uczucie tak bardzo, że pragnę, aby pozostało we mnie jak najdłużej sie da. Pragnę, aby raniło mnie, i przypominało dlaczego nie wierzę w miłość, a jedynie poddaję się żądzom.
-Oczywiście, że zjem. W końcu uwielbiam wszystko co słodkie...

niedziela, 4 października 2015

JongKey 5.

Wracam do was z kolejnym JongKeyem. Mam nadzieję, że nie będziecie zawiedzeni AŻ TAK. Miłego czytania :) 
_____________________
Czy ktokolwiek potrafi wyrazić swoje uczucia słowami?
Jesteś pewien, że potrafisz opisać kilkoma słowami swoje emocje?
Masz stu procentową pewność, że te marne kilka słów dokładnie odda twój nastrój?
Ja nie mogę mieć tej pewności, bo emocje, doznania, uczucia, nie są czymś co da się określić. Nie mogę tego opisać jednym słowem bo nawet to słowo składa się kolejnych kilkuset opisujących je słów, a każde kolejne z kolejnego miliona... i można tak w nieskończoność.
Wobec tego ponawiam pytanie.
Czy ktokolwiek potrafi wyrazić swoje uczucia słowami?
Aż do teraz zawsze myślałem, że mogę to zrobić. Że mówiąc "Jestem szczęśliwy.", "Jestem zły." czy "Jestem smutny." mówię wszystko to co jest prawdą. Teraz patrząc już na Jonghyuna nie jestem tego taki pewien. Mógłbym powiedzieć, że jestem jednocześnie szczęśliwy i smutny, jednak nie byłoby to do końca prawdą. Jestem smutny. Jestem rozgoryczony. Moje serce cierpi. Moje ciało umiera. Moje życie jest teraz jednym wielkim bezsensem. A z drugiej strony jestem szczęśliwy jak nigdy. Jestem dumny. Czuję, że moje serce chce wyskoczyć z mojej piersi. Jestem przepełniony miłością. Ale żadne z tych określeń nie oddaje dokładnie tego co w tej chwili czuję. Może jedynie to, że jestem przepełniony miłością... No, ale z drugiej strony czym jest miłość? I czy można być nią przepełnionym?
Dlaczego dopiero teraz dopadły mnie tego typu rozterki? A no bo jak największy debil zakochałem się w kimś w kim nie powinienem. Chyba każdy kiedyś tak zrobił... Nawet jako dziecko... zauroczył się kimś kto był dla nas całkiem niedostępny. Nieosiągalny.
Tak jak Jonghyun teraz dla mnie.
Właśnie. Kim Jonghyun. To o niego się tu rozchodzi. Taki mały, śmieszny człowieczek, a ile namieszał. Od początku.
Jakiś czas temu, nawet nie pamiętam jak dawno to było, moja najlepsza przyjaciołka Lee Yuu Bin przyleciała do mnie ze wspaniałą nowiną. Całkowicie i niezaprzeczalnie się zakochała. Wiadomo, że jako najlepszy na świecie przyjaciel zacząłem podniecać się nawet bardziej niż ona każąc opowiadać o nim wszystko. Jak wyglądał, jaki miał głos, czym się zajmował, gdzie się poznali, czym się interesował i inne głupoty. Opisała mi go dokładnie tak:
"Nazywa się Kim Jonghyun. Ma białe włosy i ciemne oczy. Szeroki uśmiech. Kilka kolczyków w uszach. Jest dość niski. Może kilka centymetrów wyższy ode mnie. Jest bardzo dobrze zbudowany. To znaczy wiesz, nie za dużo, nie za mało. Idealnie. Ma duże dłonie, dość ciemną karnację, dużo ciemniejszą niż twoja.". Wtedy spokojnie to przyjąłem słuchając z zaangażowaniem jak opowiadała o ich pierwszym spotkaniu, jego ulubionych rzeczach, ich rozmowach nocami...
Z każdym kolejnym dniem dowiadywałem się o nim więcej. Coraz częściej słuchałem wyznań Yuubin, lub zapewnień o jej miłości do niego. Zazdrościłem jej, jednak cieszyłem się jej szczęściem. Byłem jej ostoją, w której się chroniła po każdej kłótni, albo do której zaglądała byle tylko przeprowadzić kolejny monolog. Słuchałem jej tworząc swoją własną wizję Kim Jonghyuna. Byłem szczęśliwy, że ten mężczyzna daje szczęście kobiecie, która jest dla mnie jak siostra. Której nigdy bym nie skrzywdził. Której szczęście było dla mnie ważniejsze niż moje własne. Zapragnąłem poznać tego szczęściarza. W końcu Yuubin przedstawiła mi Jonghyuna. Był taki jakiego go opisywała. Jednak kiedy spojrzałem w jego ococzyoczułem coś jeszcze. Zignorowałem to po prostu witając się z nim i spędzając w ich towarzystwie miły dzień. Byłem gejem, dlatego nie zdziwiłem się czując to specyficzne uczucie. Był atrakcyjne. To normalne, że tak zareagowałem. Za każdym razem tłumiłem w sobie uczucia nawet nie próbując wpływać na relację między nim, a Yuubin. Jak już powiedziałem.... jej szczęście było dla mnie dużo ważniejsze niż moje własne.
Mijały dni, tygodnie, miesiące... Minął rok. Przez ten rok coraz częściej spotykałem się z Yuubin i Jonghyunem. Cieszyłem się, że nie przeszkadzała mu moja orientacja, najwyraźniej kochał ją (Bin, nie moją orientacje) tak bardzo, że był w stanie zaakceptować nawet to. Za każdym razem kiedy zostawaliśmy z Jonghyunem sami rozmawialiśmy jak starzy znajomi. Dowiadywałem się o nich rzeczy, których nie mógł powiedzieć Yuu. Czułem się z tym lepszy od niej, choć nie powinienem. Do tej pory pluję sobie za to w brodę...
Zaczęliśmy się spotykać z Jonghyunem sami, bez Yuubin. Za każdym razem pytałem czy nie ma nic przeciwko temu, odpowiadała, że nie, że cieszy się, że tak bardzo się zaprzyjaźniliśmy. Z czasem dostrzegłem, że Jonghyun poświęcał mi tyle samo uwagi co Yuubin... Nie tak powinno być. Mimo to nie mogłem oprzeć się tym spotkaniom. Zwykłej rozmowie, piciu piwa w jego towarzystwie, śmiania się podczas oglądania kolejnej głupiej komedii kiedy oboje rozwaleni jak święte krowy na jego kanapie jedliśmy popcorn. Pewnego dnia jednak zostałem zaskoczony całkowicie. Yuubin i widocznie zażenowany Jonghyun stanęli przede mną oznajmiając... że zamierzają się pobrać...
To właśnie wtedy zdałem sobie sprawę z tego, że mimo iż starałem się usunąć własne uczucia w cień to nawet tego nie zauważając wpadłem po same uszy w te ruchome piaski nazywające się Kim Jonghyun...
Mimo to przybrałem na twarz maskę gratulując im zaręczyn i oczywiście przyjmując propozycję zostania drużbą.
Dopiero kiedy zostałem sam w swoich czterech ścianach osunąłem się po ścianie i rozpłakałem jak małe dziecko. I właśnie teraz następuje moje pytanie...
Czy ktokolwiek potrafi wyrazić swoje uczucia słowami?
Dopiero teraz siedząc zapłakany pod drzwiami, nie mogąc złapać oddechu uświadomiłem sobie, jak ciężko jest opisać smutek. Jak ciężko jest opisać ukochaną osobę. Jak ciężko jest wyrazić swoje szczęście.
"Nazywa się Kim Jonghyun. Ma białe włosy i ciemne oczy. Szeroki uśmiech. Kilka kolczyków w uszach. Jest dość niski. Może kilka centymetrów wyższy ode mnie. Jest bardzo dobrze zbudowany. To znaczy wiesz, nie za dużo, nie za mało. Idealnie. Ma duże dłonie, dość ciemną karnację, dużo ciemniejszą niż twoja."
To w ogóle nie oddaje wyglądu Kim Jonghyuna...
"Nazywa się Pierdolony Kim Kurwa Jonghyun. Jest najpiękniejszym mężczyzną jaki kiedykolwiek stąpał po ziemi. Ma aksamitne białe włosy, które są tak cienkie, że powiewają przy najmniejszym podmuchu wiatru, a kiedy są mokre lekko skręcają się na końcówkach. Kiedy stoi pod słońce padające na nie promienie uwydatniają złote refleksy. Jego oczy są koloru kawy... Pływają w nich jaśniejsze obłoczki upodabniające się do pianki na wierzchu filiżanki. Są kształtem podobne do migdałów... Pysznych, słodkich i idealnych migdałów. Można z nich czytać jak z otwartej księgi, i to jest w nich takie wspaniałe... że mogę jedynie po jednym spojrzeniu powiedzieć co czuje. To takie proste... a jednocześnie tak skomplikowane. Jego uśmiech przysłania cały mój świat. Kiedy jego kąciki wędrują ku górze moje mimowolnie robią to samo. Nawet nad tym nie panuję. Kiedy się uśmiecha jego warga lekko się zawija co jest swoją drogą niezwykle urocze... I pociągające. Tak, te wargi są cholernie pociągające. Chciałbym móc całować je każdego dnia, w każdej sekundzie. Móc spijać z tych warg każde nawet najmniejsze słowo. Móc poznawać ich smak i miękkość, zobaczyć je w każdym możliwym ułożeniu. Ma kilka kolczyków w uszach. Dokładnie trzy w prawym, jeden w chrząstce, pozostałe dwa w płatku, i dwa w lewym, jeden w chrząstce i drugi w płatku. W płatku, który chciałbym polizać lub przygryźć obserwując jego reakcje. Jest ode mnie niższy.... O zaledwie centymetr, może dwa. Jednak dzięki temu mogę obserwować cień rzucany na jego policzki przez jego długie rzęsy. Jego ciało.... Jego ciało jest idealne. Perfekcyjne w każdym calu. Mięśnie widoczne są pod każdego rodzaju ubraniem. Jego szczupłe nogi schowane zawsze pod jeansami zapraszają, żeby na nich usiąść, a silne ramiona, żeby się w nich schronić zapominając o wszelkich zmartwieniać. Jego ciepła klatka zapewnia spokój i bezpieczeństwo, a duże dłonie zostały stworzone po to, żeby trzymać inną i gładzić ją kciukiem. Ma delikatny, acz mocny głos. Czasem chyba nawet nie zdaje sobie sprawy z tego, że jego szept zamienia się w zwierzęcy pomruk wywołujący na moim ciele gęsią skórkę. Ten głos, ten szept, ten cichy pomruk wymawiający moje imię jest muzyką dla moich uszu, jest dźwiękiem, który pragnąłbym żeby mnie budził każdego ranka..."
Mógłbym opisywać go dalej, ale po co...? Żadne z tych słów nie oddaje jego realnego piękna.
A ja teraz kiedy zdałem sobie sprawę ze swoich uczuć jednocześnie jestem szczęśliwy, że to jego mogłem pokochać, a z drugiej z dokładnie tego samego powodu nienawidzę samego siebie.
Czy ktokolwiek potrafi wyrazić swoje uczucia słowami...?
Mam nadzieję, Kim Jonghyunie, że ty będziesz potrafił wyrazić swoimi słowami przed ołtarzem jak bardzo kochasz Yuubin... nie mnie.

sobota, 3 października 2015

Ja, zasrana egoistka!

Wracam do was po baaaaardzo długiej przerwie, za którą przepraszam... tak cholernie mi głupio, że zostawiłam bloga bez żadnej wieści.... Miałam trudny okres, w sumie dalej mam, ale jest już dużo lepiej niż było. Jeżeli ktokolwiek jeszcze się tu ostał, czekał, albo po prostu zajrzy to mam nadzieję, że nie będzie zawiedziony. Jestem pewna, że każdy z was miał (lub będzie miał) w życiu taki okres, gdzie nie będzie was obchodziło nic, a już na pewno nie coś takiego jak strona internetowa z opowiadaniami... Będziecie chcieli tylko świętego spokoju.
Postanowiłam, że skupię, się na one shotach. Dlaczego? Dlatego, że mam pecha do rozdziałówek. Zazwyczaj, albo tracę wenę, albo dzieje się coś co całkowicie uniemożliwia mi dalsze pisanie. Tak było też tym razem, więc usunęłam rozdziałowe opowiadanie, które zaczęłam pisać. Głupio mi po prostu zostawić je zawieszone bo wiem, jakie to wnerwiające, kiedy chcesz wiedzieć co jest dalej, a tu dupa... bo dalszej części nie ma. Dlatego teraz jeżeli będę miała w planach jakąś rozdziałówkę, najpierw ją skończę, a dopiero wtedy wstawią. Póki co jednak będziecie musieli się zadowolić one shotami.
Myślałam jeszcze aby zacząć pisać opowiadanie nie tylko z SHINee, ale i z postaciami z innych zespołów, lub nawet z anime. Co o tym myślicie? Niedawno zaczęłam bowiem na nowo zagłębiać się w świat anime i mangi, i dotarło do mnie jak dużo TAM jest cudownych pairingów *^* Ba... jak dużo ich jest, a jak mało osób to wykorzystuje.
Postaram się wstawiać opowiadanie średnio raz na dwa, trzy tygodnie, chociaż wiadomo, to zależy też od weny, czasu i możliwości.
Mam nadzieję, że wybaczycie mi mój egoizm i dalej będziecie tak chętnie czytać moje wypociny. Mam nadzieję też, że zobaczę komentarze, bo to właściwie dzięki nim zrozumiałam, że faktycznie, komuś się to podoba i jest sens pisania dalej. To one mnie zmobilizowały do powrotu i za do dziękuję każdemu, kto zostawił komentarz pod którymkolwiek z postów...
Jeszcze raz przepraszam (kur.... za dużo tego -.-) i dziękuję.