Miłego czytania :)
_________________________
-Kibummie, co robisz? -Pytam choć widzę, jak swoimi kościstymi dłońmi ugniatasz ciasto. Traktujesz je wręcz z szacunkiem. Delikatnie, jednak pewnie naciskasz jedną ręką na grubą warstwę jasnej masy po chwili drugą przywracasz ją na druga stronę. Unosisz placek z jednej strony i sięgając chudymi palcami do papierowej torby pociągasz nosem. Umazaną białym proszkiem dłonią posypujesz stół i to samo robisz wpierw unosząc drugą stronę ugniatanego ciasta. Bawisz się nim jednocześnie pieszcząc opuszkami swoich palców. Zawsze tak traktowałeś ciasto, zawsze było dla Ciebie ważne. Mimo, że dla mnie to zwykłe ugniatanie, dla Ciebie to swego rodzaju rytuał. Swoimi ruchami przemawiasz do niego, namawiasz do szybszego pęcznienia. Gładzisz mając nadzieję, że od tego stanie się bardziej pulchne. Posypujesz mąką wyobrażając sobie już na tym etapie jakim kolorem się zabarwi wygrzewając w piekarniku. Kochasz ciasta. Kochasz ciasta, ciasteczka, babeczki, ciągutki, lukier, cukier, lizaki, masy, kolorowe, słodkie dodatki. Kochasz je jeść, a jeszcze bardziej kochasz je robić. Wiem to choć nigdy mi tego nie powiedziałeś wprost. Jesteśmy przyjaciółmi od ponad 8 lat. Znam Cię tak dobrze jak nikt inny. Znam twoje ciało, zapach, twarz, kiedy się budzisz, gusty, troski, niezręczności, wspomnienia, nastroje, wady, zalety, marzenia i pragnienia, nawet jeżeli ty nie do końca zdajesz sobie z nich sprawę. Znam twoje nawyki, reakcje twojego ciała na różne bodźce, potrafię z pamięci narysować twój portret z najmniejszymi szczegółami, takimi jak piegi, plamki na tęczówkach, blizny, a nawet zakrzywienie brwi. Wiem o tobie wszystko. Wiem o tobie wszystko ponieważ od lat obsesyjnie wręcz Ci się przypatruje. Jesteś moim przyjacielem, jednak fascynujesz mnie bardziej niż niejedna kobieta. Uwielbiam na Ciebie patrzeć. Czasem śmieszy mnie to, że znam Cię na tyle dobrze, że potrafię przewidzieć twój kolejny ruch. Tak jak to, ze po posypaniu ukochanego ciasta mąką, drapiesz się w nos prósząc jego czubek białym proszkiem. Obserwowanie Cie jest moim ulubionym zajęciem. Kiedy tak Ci się przypatruję czuję się jak drapieżnik niebezpiecznie czający się na swoja ofiarę, choć wiem, że nigdy mą ofiarą nie zostaniesz... Intrygujesz mnie. Pragnę wiedzieć o tobie wszystko. Pożądam tego jak narkoman dziennej dawki heroiny. Potrzebuje tego, aby czuć się spełnionym.
Czy to miłość?
Nie wiem... Nie wierzę w coś takiego jak miłość. Obłudne uczucie szczęścia, które jest w stanie zdmuchnąć, jak najwątlejszy płomień świecy, jedno słowo, jeden ruch, jedno spojrzenie, bądź jego brak. Miłość jest ludzką nazwą na uczucie pojednania duszy i ciała. Miłością nazywa się połączenie pragnienia bliskości z pragnieniem zrozumienia. Miłość można wywołać. Można ją stworzyć. Wtedy miłość nie jest już obłudą, a jedynie cieniem tej obłudy. Kłamstwem, które rozpoczęło łańcuch upadających kolejno po sobie kostek domina. Czy warto bawić się w coś takiego? Bowiem tylko jeżeli doznania duchowe pokryją się z cielesnymi możemy mówić o miłości. Ale miłość jest w wyobrażeniu ludzkim czymś wiecznym... W takim razie jak wytłumaczyć kłótnie, zdrady, rozwody, kłamstwa, oszczerstwa czy wyzwiska...? Z upływem czasu ta obłuda zanika ujawniając prawdziwą twarz każdego z kochanków. Jedno pragnie przygód. Jednym kierują żądze. Jedno nie widzi swej winy. Drugie pragnie uczuć. Drugim kierują emocje. Drugie widzi jedynie winę tego drugiego.
Po co, więc zatapiać się w tym morzu pełnym smoły, próbując łapać się piachu, skoro możemy zaczekać na brzegu...?
Przyjaźń, która wymaga zrozumienia, czy miłość wymagająca pożądania?
W takim razie czym jest to co czuje do Ciebie? Zarazem jestem twoim przyjacielem i Cię pragnę.
Miłość i przyjaźń dzieli jedynie skóra, a skóra jest cienka...
-O, Jonghyun. Twoje ulubione ciasto bananowe. Zrobiłem już syrop. Mam nadzieję, że zjesz. -Patrzę jak obracasz się lekko w moją stronę i zerkasz kątem czekoladowego oka. Uśmiechasz się widząc jak podchodzę i stając obok Ciebie wychylam Ci się przez ramię chcąc spojrzeć na ciasto w twoich cudownie gładkich dłoniach. Patrzysz z powrotem w stronę blatu nie zdając sobie sprawy z tego, że cicho zaciągam się słodkim zapachem twoich pieprzowych perfum pomieszanych z nutką skórki pomarańczy, której aromat zawarty jest w twoim szamponie. Nie wiesz też, że staję tak blisko, aby poczuć na poliku miękkość twoich ciemnych włosów. Ani, że opieram się o Ciebie nie przypadkiem, ale po to, aby po raz kolejny napotkać gorącą barierę w postaci twojej skóry. Mimo iż sam robię na przekór swojemu rozsądkowi, który krzyczy, abym się otrząsnął, z tego słodkiego amoku, abym się odsunął, abym stworzył w okół siebie mur, nie mogę się tobie oprzeć, nie potrafię tego zrobić, bo nawet gdybym posłuchał rozsądku, zaraz odezwałoby się serce. Gdybym się odsunął, za chwile ty sam byś podszedł. A gdybym utworzył mur cegły za chwilę poczęłyby się sypać przez moje chore pragnienia będące zbyt silnym wiatrem i słabą determinację grającą w tym przedstawieniu klej. Nie jestem w stanie, się odsunąć bo tego nie chce. Wiem, że ta fascynacja przeminie. Zawsze przemija. A jednak uwielbiam to uczucie tak bardzo, że pragnę, aby pozostało we mnie jak najdłużej sie da. Pragnę, aby raniło mnie, i przypominało dlaczego nie wierzę w miłość, a jedynie poddaję się żądzom.
-Oczywiście, że zjem. W końcu uwielbiam wszystko co słodkie...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz