środa, 19 lutego 2014

JongTae 1

O rety...mam obserwatorkę..jak miło O.o...dziękuję za te miłe komentarze :) Cieszę się, że Ci się podoba :D Hmm...szipujesz JongKey....DOBRY WYBÓR DZIEWOJO! *^* (Tak potajemnie powiem Ci, że szykuję rozdziałówkę z JongKeya. Tylko nie mów nikomu! *^*) Dzisiejsze opowiadanie troszeczkę spóźnione na walentynki XD
No nic...zostaje mi życzyć miłego czytania ;)
__________________________________________________
Musiałem się zbierać. Było już po 7.30. Zaraz miałem tramwaj. Był piątek wiec On na pewno miał tam być. O kogo chodziło? W sumie to sam nie wiedziałem. Wiedziałem tylko jak wygląda i, że w każdy piątek jeździł tramwajem nr. 11 o 7.43. Zawsze zajmował miejsce stojące tuż przy apteczce pierwszej pomocy, wyjmował telefon i chowając twarz w czerwonym szaliku zaczynał czytać. Miał piękne oczy. Trudno mi było stwierdzić jaki maja kolor. Czasami jak patrzył pod światło były granatowe, kiedy mrugał dziwnie jasne brązowe. Czasami prawie błękitne. A kiedy przypadkiem stykały się nasze spojrzenia miałem wrażenie, że były szare. Włosy miał dziwne. Średniej długości i ostrzyżone normalnie, ale miały kilka kolorów. U nasady ciemny brąz, później jaśniejsze, karmel, platyna i biel. Ale mimo wszystko bardzo mi się podobały. Powoli wyszedłem z domu szczelniej okrywając się zielonym szalikiem.
Ah. Wypadałoby się przedstawić. Jestem Lee Taemin. Właśnie opowiadam historię, która miała miejsce kiedy jeszcze uczęszczałem do 2 klasy liceum artystycznego, na wydziale tanecznym w Seulu. Kocham taniec i śpiew. Często brałem udział w nocnych bitwach tanecznych. Wyłaziłem przez okno jak rodzice już pozasypiali. Lepiej było się im nie narażać. W liceum byłem raczej...drobny. Wszyscy uważali, ze bylem słodkim dzieciakiem nie potrafiącym walnąć ręką w stół...i w zasadzie mieli racje. Nigdy nie potrafiłem i nie potrafię dalej odmówić kiedy ktoś potrzebuje pomocy. Ah...i jestem gejem, ale to tam minimalny szczególik.
Ale wróćmy do tamtego dnia w tramwaju...
Doszedłem do przystanku i stanąłem tam gdzie zwykle. Rutyna normalnie. Ale mimo wszystko, z nim w tle...albo w roli głównej raczej, to ta rutyna mogła się dla mnie powtarzać w nieskończoność. Nadjechał tramwaj....Nie było go tam. Wszedłem ze spuszczona głowa i od razu skierowałem się w stronę dwuosobowego siedzenia na samym końcu. Kiedy już miałem usiąść moją uwagę przyciągnęły czarne zimowe adidasy. Zdziwiony podniosłem głowę i kogo zobaczyłem?...uśmiechającego się boga. Patrzył na mnie przesuwając się lekko żeby zrobić mi trochę miejsca. Widziałem jak się wahał...
-emm...Hej.
Miał piękny głos. Taki melodyjny, dźwięczny...inny. A jego uśmiech. Wyglądał jak dinozaur. Uroczy. Ale najważniejsze były jego oczy. Widać było w nich wszystko.
-Cześć. -usiadłem kładąc sobie torbę na kolanach. Patrzyłem na niego przez chwile, a potem powiedziałem najgłupszą rzecz jaką mógłbym powiedzieć...no dobra. Nie najgłupszą. - Dlaczego tu usiadłeś? Zawsze siadałeś o tam.- wskazałem palcem na miejsce przy skrzyneczce.
Chłopak uśmiechnął się szerzej i prychnął lekko. -a wiec ty też mnie obserwowałeś. -momentalnie się zarumieniłem. To..to nie tak. Po prostu był w tym tramwaju najciekawsza rzeczą...znaczy się osobą.
-Jak to też?
-Normalnie. Zawsze Cie obserwowałem.
Dopiero po jakimś czasie chyba zrozumiał co powiedział bo zrobił się cały czerwony i przez chwile miałem wręcz wrażenie, że się zapowietrzył...Zaczął się jąkać i tłumaczyć.
-Ee to znaczy nie jestem jakimś zboczeńcem ani psychopatą..ehehe...to znaczy wiesz zainteresowałeś mnie..to znaczy podobasz mi się..ale nie żeby coś...pogrążam się prawda?
Popatrzył na mnie z niemym błaganiem, a ja już nie wytrzymałem i zacząłem się śmiać.
-Tak. Pogrążasz się...ale nie przeszkadza mi to. -uśmiechnąłem się do niego lekko, a kiedy zobaczyłem, że i on się rozluźnił uśmiechnąłem się szerzej pokazując wszem i wobec moje białe uzębienie.
-No to może od ciapątku? -wystawił do mnie rękę. Była bardzo zadbana. Silna, ciepła i męska, ale już po skórze widać, że o siebie dbał. Cudownie. -Jestem Kim Jonghyun, ale wszyscy mówią na mnie Bling Bling. Mam 18 lat i chodzę do Liceum artystycznego na kierunku muzycznym
-Co? To nie możliwe! Ja też chodzę do tego liceum..tyle, że na taniec. Jak to możliwe, że nigdy się nie spotkaliśmy? No nie licząc tramwaju w każdy piątek...
-To bardzo możliwe. Te dwa kierunki maja całkowicie różne godziny zajęć. Plus odbywają się w różnych skrzydłach. Ale ja tam się ciesze, że mimo wszystko możemy się spotykać w tramwaju. A teraz wychodzi na to ze tez możemy razem iść do samej budy.
Chłopak uśmiechnął się szerzej. Naprawdę wyglądał jak dinozaur...
-A tak właściwie to jestem Taemin. Lee Taemin.
-Ładne imię...Lee Taeminnie.
Tym razem to on się uśmiechnął, ale jakoś inaczej...trochę jakby mnie...podrywał?
Uśmiechnąłem się szerzej i lekkim rumieńcem spuściłem głowę. Później jakoś rozmowa potoczyła się luźniej. Gadaliśmy o szkole, zainteresowaniach, jedzeniu, autach, a nawet o dziewczynach. Wysiedliśmy na "jego" przystanku. Nigdy wcześniej nie chodziłem tą droga. Była faktycznie dłuższa, ale o wiele ładniejsza. Żeby dojść do samej szkoły musieliśmy przejść przez pagórek, park, alejkę sosnowa, a nawet kawałek lasku...ale za to widoki... Podczas tej niż zwykle milej podróży dowiedziałem się wiele o Jonghyunie. Okazało się ze razem możemy jeździć nie tylko w piątki, ale i poniedziałki i środy, a wracać we wtorki i czwartki.
Jonggie jak go zacząłem nazywać w myślach mieszkał z siostra w domku jednorodzinnym poza granicami miasta. Dopiero kiedy szliśmy obok siebie zwróciłem uwagę na to jaki jest niski... Mimo wszystko nie przeszkadzało mi to. Odprowadził mnie pod sama klasę chociaż było mu nie po drodze. Ładnie podziękowałem i wszedłem do sali. Pierwsze miałem jak zwykle zajęcia taneczne. Udałem się do szatni gdzie spotkałem mojego najlepszego przyjaciela - Onew.
-Hej kuraku...czo tam?
-Ooo ktoś tu ma dobry humor. A co to się takiego stało?
Faktycznie. Dopiero teraz zwróciłem uwagę na to, że się szczerzę... Ale cholibka nie mogłem przestać! Przez Jonga miałem bardzo dobry humor...i cały czas o nim myślałem...
-Nieee wydaje Ci się... -Dalej uśmiechnięty zacząłem się rozbierać przy okazji wyjmując stare za duże granatowe dresy i szara bokserkę do tańca.
-No ej. Kumplowi nie powiesz? No dawaj. Nie będę się śmiał, obiecuje!
Dubu usiadł i z maślanymi oczami wyczekiwał odpowiedzi. Przez chwile milczałem budując na piecie. Widziałem jak z sekundy na sekundę Tofu robił się coraz bardziej niecierpliwy. Baaardzo powoli przebrałem się i dopiero mijając zdziwionego chłopaka odpowiedziałem na pytanie.
-Poznałem Go.
Natychmiast podniósł się z ławeczki i poszedł za mną na sale.
-Ale ze Jego? Tego Tego Jego?!
-Tak Onew Jego. Tego Tego Jego.
Spapugowałem i usiadłem przed wielkim lustrem związując na głowie nieskładnego koczka. Chłopak usiadł po turecku obok i wpatrując się we mnie szczenięcymi oczami odkaszlnął.
-No to...Jaki on jest?
-Jaki...normalny.
Zacząłem się rozciągać próbując jakoś schować uśmiech, ale na nic się to zdało...Raz w prawo, dwa w lewo, w przód, dwa w prawo i raz w lewo.
-Jak to normalny!? Taemin no! Powiedz mi bo się obrażę!
-Przejdzie Ci jak Ci zakupię skrzydełka w ostrej panierce, więc co za różnica?
-Wiesz co? Teraz to mnie obraziłeś!
Obrócił się do mnie plecami i wydął poliki jak dziecko zaplatając przy tym ręce na piersi. Pięciolatek.
-Ma na imię Jonghyun...i chodzi do naszej szkoły...ale na muzyczny.
Momentalnie Dubu się okręcił i przysunął się bliżej zapominając tym samym tym, że miał być na mnie obrażony.
-No co ty?! Ooooo A jaki ma głos? Co mówił?! Wszystko!
I tak mu opowiadałem o moim księciu z bajki jakieś....20 sekund bo przyszedł nasz nauczyciel - Pan Charyzma i zaczęło się. Ten to nie miał serca. Lał się z nas, nogi się już pod nami łamały, oczy rozbiegane, ciężko nam było oddychać...ALE NIE! *^* My musieliśmy dalej tańczyć. Tylko ja i 2 innych chłopaków wytrzymaliśmy do końca. Onew poległ jako jeden z pierwszych. Nie wiedziałem co on tam w ogóle robił. Był o wiele lepszy w śpiewaniu...miał piękny głos...A do tańca...ani się nie nadawał ani go nie lubił. Kiedyś mi tłumaczył, że to przez ambicje jego ojca, ale...no cóż.
Pan Choi uważał, że ten kto wytrwa do samego końca ma najwięcej charyzmy. Kiedyś podkochiwałem się w nim. Zabawne nie?
-Dobra na dzisiaj koniec! Gratuluję tym co zostali do końca! A reszta za karę 100 pompek w domu!! CHARYZMATYCZNYCH!!
Czym prędzej wszyscy wybiegliśmy wręcz z sali i wskoczyliśmy pod prysznice. Myślałem, że chociaż podczas prysznica będę miał spokój....ale nie! Onew oczywiście musiał się dowiedzieć wszystkiego! Akurat namydlałem ramiona kiedy usłyszałem natarczywy głos przyjaciela.
-No to opowiadaj!
-Onew daj mi się umyć co!?
Namydloną rękę chciałem wycofać głowę chłopaka  obszaru mojego prysznica, ale coś mi się nie udało i biedaczek skończył z żelem w oku...PESZEK.
-Trza było mnie nie denerwować.
-Trza było mi powiedzieć! Teraz to już się serio obrażam! I niczym mnie nie przekonasz!
Brązowa czupryna zniknęła za ścianką prysznica i wtedy już wiedziałem, że mam spokój...na jakieś 10 minut. Jak najbardziej z tego skorzystałem i po spłukaniu wszystkiego owijąjąc się ręcznikiem poszedłem do szatni. Kogo tam sobaczyłem? Ha! JONGHYUNA! we własnej osobie! Stał tam i gawędził z Donghae. Podszedłem do nich od razu witając się z kolorowo włosym szerokim uśmiechem. Serce zabiło mi szybciej kiedy zamiast zobaczyć uśmiech na jego twarzy poczułem jego usta na moim policku i ciche "witaj znowu Taeminie". To było takie dziwne..Nie wstydził się zrobić czegoś takiego przy tych wszystkich chłopakach...Albo. To dla niego mogło być zwykłe przywitanie. Nie miało drugiego dna. Nie wiedziałem co o tym myśleć. Najlepiej by było gdybym zostawił tą sytuację w cholerę i więcej do tego nie wracał. Jak pomyślałem tak zrobiłem.
...
...
...
Pfff jasne. Kiedy niosąc ciuchy do przebrania usłyszałem wręcz końskie kroki wiedziałem, że nie dane mi będzie spędzić tego dnia spokojnie... Chwilę potem do szatni wrzeszcząc na wszystkie strony
-Taemin, a jutro są walentyyynki!!! Powiesz Jonghyunowi, że go kochasz nie?!
Kurczak uśmiechał się tak szeroko, że poliki zasłaniały mu całe pole widzenia, więc oczywiście nie widział, że w pomieszczeniu znajdował się nie tylko Jonghyun, ale i większa część naszej grupy. Żyć nie umierać. Spłonąłem rumieńcem i spojrzałem na Blinga, który hamując śmiech ciągnął swoją wargę....ładne usta. Przekonany, że uważa, że jestem żałosny, dziecinny, głupi i naiwny wybiegłem i w locie zakładając portki i podkoszulek wybiegłem ze szkoły. Co za kompromitacja... 'Nigdy więcej tam nie wrócę. Nigdy więcej nie spojrzę mu w twarz...jestem tchórzem!' Nawet nie zauważyłem kiedy zacząłem płakać. Czemu? Sam nie wiedziałem. No bo znałem go tak naprawdę kilka godzin. Ale myśl, że chłopak w którym byłem zakochany 2 lata mógłby uważać mnie za głupiego i naiwnego szczeniaka była dla mnie wtedy najgorszym. Przebiegając przez bramę poczułem ostre szarpnięcie w tył i aż jęknąłem kiedy zrozumiałem, że to moje ramie. Z łzami w oczach odwróciłem się do sprawcy i od razu tego pożałowałem. Jonghyun uśmiechał się do mnie w ten tylko jemu możliwy sposób. Przyciągnął mnie do siebie i przytulił mocno. Nigdy wcześniej nie czułem się tak bezpiecznie. Było mi ciepło, miękko, a nasze ciała pasowały do siebie idealnie. Dalej się bałem, ale w tamtej chwili nie miało to znaczenia. Nie obchodziło mnie dlaczego mnie tuli. Ważne było, że to On to robi. Zacisnąłem pięści na jego marynarce szkolnej i schowałem głowę w zagłębieniu szyi. 'Nie odpychaj mnie...błagam...'.Tuż przy uchu usłyszałem jego oddech i moje serce stanęło...
-Taeminnie..Czy to co powiedział twój przyjaciel to prawda?
-...
-Taeminnie odpowiedz proszę.
-Ja...-odchrząknąłem, odsunąłem się lekko i nie patrząc mu w oczy odpowiedziałem. - Lubie Cię...ale nie chcę aby to psuło cokolwiek..Nie chcę wiele. Bylebyś mnie nie zostawił. Wiem, że to głupie po zaledwie jednym dniu, ale ja Cię obserwowałem dużo dłużej...Czuję coś do Ciebie od ponad dwóch lat. A skoro wytrzymałem te dwa lata to wytrzymam i więcej dlatego proszę Jonghyun nie zosta..!
Nie dokończyłem bo poczułem na swoich ustach drugie. Miękkie, słodkie wargi mojego osobistego boga. Byłem tak zaskoczony, że nie ruszyłem się ani o milimetr. Nie dawał za wygraną aż w końcu oddałem pocałunek. Delikatny. Lecz nie słodki. Gorzki i pikantny jednocześnie. Ale najlepsza czekolada nie mogłaby mi tego zastąpić. Najdroższe smakołyki, słodycze z całego świata mogły się schować przy tej pikanterii, odrobinie goryczy i kilogramach uczucia. Tak to było czuć baardzo wyraźnie. Złapałem go za szyję i przyciągnąłem jeszcze bliżej wywołując u niego ciche westchnienie.
-Taemin...dostanę jutro walentynkę...prawda?
Wypowiedział między kolejnymi pocałunkami. W końcu się od niego odkleiłem i trąciłem po raz ostatni jego nos swoim. Cały czerwony uśmiechnąłem się promiennie i spojrzałem mu pierwszy raz w oczy.
Tym razem już się nie bałem. Nie miałem czego. Pierwszy raz nie bałem się niczego. Jedyne co czułem to rozsadzające mnie szczęście.
I tak zostanie. Jestem pewien.
Póki będzie przy mnie Jonghyun nie muszę się bać niczego...

2 komentarze:

  1. To Ci się udało :)) takie urocze <3
    Tylko w zdaniu 'po przyszedł nasz nauczyciel' zamiast 'bo' napisałaś 'po'..
    Czekam na kolejny rozdział ;3

    OdpowiedzUsuń
  2. Jeju moja ulubiona para <3 i wyszło, że z Tae taki stalker ^^

    OdpowiedzUsuń