niedziela, 9 lutego 2014

Jongkey 1

-Jonghyun proszę Cię. Jedziemy czy nie?- Minho jak zwykle mnie pogania. Czy to nieoczywiste, ze dzisiaj wszystko musi być idealnie? W końcu to urodziny Kibuma nie? I tym samym nasza rocznica.
To było dokładnie rok temu w dzień taki jak ten. Kibum wrócił od menagera w bardzo złym humorze. Od zawsze go lubiłem. W końcu był moim przyjacielem. Postronny widz nie powiedziałby o nim 'najlepszy przyjaciel' a gdzie tam! Kibum był wredny, arogancki, wybuchowy, wolał gadać niż słuchać, nie miał w sobie ani krzty empatii, zawsze było go wszędzie i w żadnym wypadku nie był słodki. Mogą sobie tam mówić o jego aegyo na wizji, ale realnie....ehhh....
Całkowite przeciwieństwo Minho. Ten mógłby nosić miano best frienda. Ooo tak. Zawsze był kiedy go potrzebowałem. Zawsze mnie słuchał i udzielał rad. Nie litował się nade mną tylko dawał mi kopa w dupe żebym się pozbierał.
Całkowite przeciwieństwo Taemina. Młody był strasznie natarczywy...kiedy tylko widział, że coś jest nie tak od razu kazał wszystko sobie wyjaśniać. Pod tym względem był na prawdę wkurzający. Ale bylem mu zawsze potem wdzięczny, że wyrwał to ze mnie. Kiedy już mu powiedziałem o co chodziło on dawał mi jedno ze swoich mlek, wkładał do reki ulubionego misia i bez słowa mnie przytulał. To było cudowne. Nie prawił mi bezsensownych kazań, nie kazał się uśmiechać na siłe, nie podważał moich decyzji, tylko siedział.
Całkowite przeciwieństwo Onew. Ten o dziwo zawsze był przy mnie. Czy tego chcialem czy nie. Kiedy bylem smutny robił wszystko aby mnie rozweselić. A kiedy już nic nie pomagało siadał obok mnie i dołował się razem ze mną. Tyle, że nigdy nie pytał o powód. Siedział i bezgłośnie mnie pocieszał samą swą obecnością co jakiś czas dotykając swoim kolanem moje. Zupełnie jakby chciał abym czuł, że ze mną jest.
Cala ta trójkę można było nazwać przyjaciółmi, ale ja idiota wybrałem inny obiekt zwierzeń.
Grupowa diva miała swoje własne problemy, jak proste kreski czy nie nachodzące skórki u paznokci. Kiedy chciałem pogadać słyszałem coś w stylu 'ehe, aha, nom' albo prosto z mostu 'Jong, serio, nie mam teraz czasu, powiesz mi później.' Nigdy nie obchodziły go moje sprawy, chociaż kiedy on sam miał problem zawsze byłem tuż obok. Płakał mi na ramieniu, wyklinałem razem z nim, przytulałem kiedy tego potrzebował, a kiedyś nawet trzepłem w łeb jak zagroził, że samobójstwo cep jeden popełni. Obraził się na kilka dni, ale udobruchałem go zestawem do pielęgnacji włosów.
Ale mniejsza z tym.
Kibum wrocił do domu okropnie wzburzony. Pewnie menager znowu kazał mu współpracować z Leeteukiem. Nie cierpi go wręcz, zresztą ze wzajemnością.
Wbiegł do domu od progu wyklinając i trzaskając głośno drzwiami. Czytałem wtedy bodajże jakieś bajki. Czasami zbiera mi się na takie sentymenty. Odłożyłem książkę wiedząc co mnie czeka i wstałem poprawiając koszulkę. Chwile później do pokoju jak huragan wleciał mój wspaniały 'przyjaciel'. Rzucił się z rykiem na poduchę, pokręcił się trochę jak dziecko w furii i wstał podchodząc do mnie szybko po czym jak zwykle oparł się czołem o moja klatkę i zaczął narzekać 'jak ja go nienawidzę'. Zaśmiałem sie wtedy i pogłaskałem go po czarnych włosach.
-Może ty się w nim zakochałeś co Key? - mimo, że sam wypowiedziałem te słowa zakuło mnie coś w piersi. Bylem zazdrosny. To był głupi żart, i to w dodatku mój, a ja się zrobiłem zazdrosny. Czemu?
1.Kochałem Kibuma. Gdyby się z kimś związał nie miałby dla mnie czasu.
2.Kibum był gejem i to w dodatku bardzo atrakcyjnym, wiec nie trudno tu o kandydatów...
3.Sam chciałem być jednym z nich.
Wewnątrz tak jak reszta szalałem za nim, tworzyłem plany, obmyślałem scenariusze, ale z zewnątrz byłem tym samym starym Kim Jonghyunem vel skamieliną vel kupą mięśni.
-Niee...to nie byłoby możliwe.
-Nah. Nie możesz być tego taki pewien Bummie. Leeteuk to znakomity facet. Przynajmniej nie było by nudno. -głośno przełknąłem gule rosnącą mi w gardle z każdym słowem. Dlaczego dalej to ciągnę?
-Nie jest wspaniałym facetem. A poza tym...czy ty mi próbujesz wcisnąć Leeteuka do serca na siłę? Naprawdę uważasz, że na mnie zasługuje? -Poczułem się okropnie. 'Oczywiście, że nie zasługuje. Nikt oprócz mnie na Ciebie nie zasługuje Kibummie. Ale ty tego idioto nie widzisz.'
-Nie o to mi chodziło. Po prostu...jeżeli Leeteuk zaprosiłby Cie na randkę albo coś to powinieneś się zgodzić.
-W życiu. Nigdy się nie zakocham w Leeteuku. Ani w nikim innym zresztą też sie nie zakocham. -pamiętam, że obiął mnie wtedy rękoma w pasie i przytulił mocno. Mimo, że byłem niższy to on wtulał sie we mnie jak dziecko szukające ciepła u matki.
-Dlaczego? Jest tyle facetów mogących dać Ci szczęście a ty tego nie chcesz? Dlaczego Kibum?
Usłyszałem tylko cichy szept i czas się dla mnie zatrzymał. Nie wiedziałem czy to było wytworem mojej wyobraźni, przesłyszałem sie czy jednak naprawdę tak powiedział. Nie wiem ile wtedy stałem jak slup aż wreszcie przetrawiłem te słowa 'Żaden z nich nie jest tobą Jong...'
-Czy ty zdajesz sobie sprawę z tego co właśnie powiedziałeś?
-Tak. Jeżeli chcesz mnie odrzucić z powodu moich uczuć proszę bardzo. Przygotowałem się. Ale błagam Cie nie odrzucaj mnie jako swojego przyjaciela. -przyległ do mnie jeszcze mocniej zaciskając dłonie na plecach. Bez chwili zastanowienia popchnąłem go na ścianę i wpiłem w jego usta. Smakowały cytryną. Kwaśne, mocne. Ale wspaniałe. Całowałem go tak zażarcie jakby zależało od tego moje życie. Poniekąd zależało...a przynajmniej moja przyszłość. On nie był bierny. Po kilkudziesięciu dobrych sekundach oderwaliśmy sie od siebie głeboko oddychając. Co chwile muskaliśmy sie ustami już spuchniętymi od pocałunków.
-Kocham Cie Jonghyun...
-Nic teraz nie mów bo wszystko zepsujesz cholero...
-Teraz to ty wszystko zepsułeś tą cholerą...
- Ale i tak mnie kochasz.
-...z grzeczności nie zaprzeczę...
I pocałował mnie znowu. Tym razem delikatniej. Było w tym o wiele mniej pożądania, a więcej uczucia. Byłem tak szczęśliwy jak nigdy.To było wręcz nielogiczne. Tak nieprawdopodobne. Kibum zaczął płakać. Pocałowałem go w czoło i przytuliłem bardzo mocno.
-Ja tez Cie kocham Bummie...
Pamiętam jak wstrząsnął nim szloch i zamoczył mi cała koszulkę czarnym tuszem. Kiedy spojrzałem na niego miał czarne strumyczki na polikach, czerwone oczy, spuchnięte usta. Przykład klęski żywiołowej. A dla mnie był tak cudowny jak wtedy kiedy był umalowany, jak wtedy kiedy spał spokojnie jak dziecko, jak wtedy kiedy sie budził z rozbieganym wzrokiem i rozczochranymi włosami. Widziałem go już w wielu sytuacjach, a jednak ta była wyjątkowa.
-Kim Jonghyunie, czy ty zdajesz sobie sprawę z tego co właśnie powiedziałeś? Teraz nie zostawię Cie choćbyś tego chciał.
-Nigdy nawet bym tak nie pomyślał głupolu.
ucałowałem go po raz ostatni w kącik malinowych ust.
Kochałem go wtedy myśląc, że jedyne na co go stać to egoizm i wyklinanie wszystkich po kolei.
Kocham go teraz, kiedy wiem, że mimo iz krzyczy, narzeka, płacze przez innych nigdy nie ma na mysli mnie. Jestem na honorowym miejscu w jego sercu.
I bede go kochał póki moja dusza, ciało i umysł będą współgrać. A w zasadzie nawet już po tym i tak go bede kochal.
Dlatego dzisiaj wszystko musi być pierwszorzędne. Prezent jest idealny. Okazja jest idealna. Otoczenie jest idealne. Kim jest idealny, wiec zasługuje na wszystko co takie jest. Wiec i ja musze sie postarać...
Życzcie mi szczęścia.

2 komentarze:

  1. Genialne <3
    i w końcu z pairingiem, który shipuję ;3
    Czekam na więcej!!
    Fighting!!

    OdpowiedzUsuń
  2. Ten divovaty charakter Key <3
    To było cuuuudowne ^^

    OdpowiedzUsuń