czwartek, 2 października 2014

JongKey 3.

Heeej :) Co tam słychać moje mróweczki wędrowniczki? xD
Znowu mnie długo nie było. Przepraszam, to wszystko przez szkołę :(
Aczkolwiek widzę, że wam się wcale czytanie nie nudzi... Naprawdę zadziwia mnie ta bez przerwy rosnąca liczba wyświetleń ;;
Dzisiaj kolejny one shot. W weekend postaram się dodać następny rozdział "Słów."
Miłego czytania!
aha... Nie wiem czy, ktoś z was to zna czy nie.. aczkolwiek to była piosenka, która stała się moją inspiracją:
https://www.youtube.com/watch?v=BZsXcc_tC-o
_____________________________________________
-Kibum... powiedz mi jak to się skończy...
Wiedziałem o co mu chodziło. Patrzyłem na niego beznamiętnie myśląc czy wtedy miał rację. Dopiero po chwili na moich ustach wykwitł lekki uśmiech, a ja zacząłem.
-Tak jak się zaczęło Jonghyunnie...
***
-Opowiedz mi to jeszcze raz. Proszę. Ostatni raz.
-Mówisz to każdego wieczoru Bummie. Co za dużo to niezdrowo.
-Oh daj już spokój. I tak nie zasnę teraz. No opowiadaj...
Pomachał tylko głowa z politowaniem posłusznie układając się na naszym łóżku. Pozwolił mi położyć głowę na jego ramieniu i wtulić twarz w zagłębienie jego szyi. Powoli przysuwałem się coraz bliżej aż całkowicie nie złączyłem się z nim klatką piersiową. Wdychałem zapach jego żelu pod prysznic, którego aromat roznosił się i tak już w całym pokoju. Był ciepły. Bardzo ciepły. Niedawno się kąpał. To pewnie dlatego. Dalej czułem jego wilgotne kosmyki na moim czole. Uwielbiałem to. Kiedy pozwalał mi położyć się tak jak teraz, wtulić jak dziecko w matkę i usypiać pod wpływem jego głosu. A ja w stu procentach mu ufając słuchałem powoli pogrążając się w śnie.
-Był sobie pewien chłopak. Nie wiem jak miał na imię. Nazwijmy go przykładowo Jonghyun...
Tutaj zawsze się śmiałem. Zawsze mnie to bawiło. Kiedy ja zaczynałem się śmiać on ściskał lekko moje ucho żebym przestał mu przeszkadzać w opowieści życia... A ja wtedy śmiałem się jeszcze bardziej.
-Miał 21 lat. Nie miał żadnego celu w życiu. Toczył się, snuł ulicami, wlekł się jak czas. Sekundy ulatywały mu między palcami ale on nie robił sobie z tym nic. No bo.. co miał zrobić?
-Może się ruszyć?
-No, ale przecież nie miał celu. To miał chodzić bez celu? Wychodzi na to samo. I znowu mi przerywasz.
-Przepraszam. Mów dalej kotku.
Prychał tylko machając głową jednak ja bardziej to czułem niż widziałem. Uśmiechałem się pod nosem wtulając mocniej w jego klatkę. Zaczynał wtedy drapać mnie lekko między łopatkami wywołując na moim ciele gęsią skórkę.
-Miał nadzieję, że pewnego dnia coś się zmieni. Że nie obudzi się sam jak zazwyczaj. Że nie będzie jadł śniadania siedząc samotnie przy stole. Że nie pójdzie do pracy i nie wróci z niej do pustego domu. Jednak sam nie był w stanie zmienić nic.
-A jednak zmienił...
-Kibum. Może chcesz opowiedzieć za mnie?
-No już już opowiadaj dalej i się nie denerwuj tak.
-Eh... Wyszedł z domu lecz tym razem poszedł inną drogą. Ciemną. Mroczną. Niezbadaną. Bowiem nie bał się niczego.
-Znowu ominąłeś fragment...
-Właśnie chciałem do tego nawiązać wiesz?
-No i po co kłamiesz? Przecież wiem, że po prostu o tym zapomniałeś...
-No i przegiąłeś. Nie opowiadam dalej.
-No Jonghyun... przepraszam. Już się więcej nie odezwę.
-Nie wierzę Ci.. ale dobrze.
To było już naszą małą rutyną. Każdego wieczora opowiadał mi tą samą historię. Każdego wieczora się śmiałem tuląc do jego ciała. Każdego wieczora mu przeszkadzałem. Każdego wieczora się użeraliśmy szeptem... Każdego wieczora zapominał o jednym fragmencie, a później się denerwował bo mu to wypominałem. Ale każdego wieczora robiliśmy to razem. Tak zwykłe rzeczy. Po jakimś czasie dopiero zrozumiałem, że to niesamowite. Że to cud. To, że mogę dzielić codzienność z kimś kogo kocham. Bo tak naprawdę to to czyni nas szczęśliwymi. Nie prezenty. Nie wyznania miłosne. Nie wielkie czyny. Ale proste czynności, których zazwyczaj nie doceniamy. Gdybym obudził się jutro ze świadomością, że to był tylko sen... umarłbym. Tęskniłbym.
Za tak prostymi czynnościami. Które dzieliłem tylko z nim.
Za porannym pocałunkiem kiedy jeszcze będąc na jawie zaczynałem wygadywać głupoty...
Za wspólnym ubieraniem się kiedy ja wybierałem ubrania jemu, a on mnie.
Za jedzeniem razem śniadania. Nie zawsze było smaczne. Nie zawsze było nawet dobre do spożycia...
Za chwilami kiedy przez dłuższy czas nie mogliśmy rozstać się w drzwiach domu co chwilę jakoś to przedłużając. To klucze. To całus. To kolejny całus. To obiad. To pranie. To sąsiadka. To jakiś żart. To jeszcze jeden całus. Byle się nie rozejść.
Za smsami, które wysyłaliśmy sobie nawzajem w pracy.
Za telefonami, które pozwalały nam usłyszeć swój głos choć przez 5 minut.
Za zdjęciami, które robiliśmy kiedy tylko mogliśmy.
Za praniem, które rozwieszaliśmy razem.
Za filmami, które oglądaliśmy rozwaleni na kanapie w za dużych koszulkach.
Za pracą w której zawsze coś przeszkadzało.
Za chwilami zapomnienia kiedy byliśmy sami.
Za głupimi zakupami, które robiliśmy co dwa dni.
Za głupim zetknięciem palców podczas spaceru.
Za głupim "Spadaj." "Idź sobie." "Zaraz Ci coś zrobię." czy nawet "Mam Cię już dość."
Za tym wszystkim i innymi rzeczami bym bezgranicznie tęsknił.
-Nie bał się bo nie miał czego. Kiedy był mały mieszkał w domku jednorodzinnym w małym miasteczku. Miał kilku przyjaciół. Wszyscy mieszkali bardzo blisko siebie. Jednak był tam stary dom. Legenda głosiła, że kobieta, która w nim mieszkała była czarownicą. I kiedy ktoś spojrzał w jej szklane oko... widział swoją śmierć. Pewnego dnia mały Jonghyun założył się z kolegami, że pójdzie do tego domu i spojrzy kobiecie w oczy.  Zgodził się. Bez strachu zadzwonił do drzwi wiedźmy a ta otworzyła z uśmiechem za ustach. Spodziewała się go. Zaprosiła go do środka. Nikt nie wiedział co się tam stało jednak Jongyun po kilku minutach wyszedł rozradowany jak małe dziecko. Od tamtego czasu nie bał się niczego.. bo wiedział, że nie umrze. Nie w taki sposób.
-To teraz dalej. Dalej.
-Kibum miałeś się już nie odzywać.
-No dobra. To od teraz się nie odezwę. Tylko mów dalej.
-Wracając do wcześniejszej opowieści... Jonghyun poszedł inną drogą niż zwykle. W lesie spotkał miliony strasznych stworów. Jednym z nich był olbrzym. Otto. Otto miał ponad 3 metry, krzywy nos, a lewa część jego twarzy była zapadnięta. Jednak Jonghyun nie bał się go. Razem z Otto wyruszyli dalej. Ruszyli w stronę pracy Jonghyuna... jednak nigdy tam nie dotarli. Za to znaleźli się z małym miasteczku, którego trawa była bardziej zielona od samej zieleni.
-Jak coś może być bardziej zielone niż zielony?
-A no widzisz. Może. Nie przeszkadzaj jak się rozkręcam. W każdym bądź razie to miasto nosiło wdzięczną nazwę Greenville. Wszyscy mieszkańcy chodzili boso. Ubrani w odświętne stroje tańczyli na zielonej trawie wykrzykując słowa piosenek. Jeden z nich podszedł do Jonghyuna i powiedział "Czekaliśmy na Ciebie. Spóźniłeś się troszeczkę." Cały wieczór tańczyli i śpiewali. Jednak To nie tego Jonghyun szukał. Pożegnał się ze wszystkimi i ruszył dalej.
-Jonghyun to zamienia się w bajkę dla dzieci...
-O boże zawsze tu przerywasz...
-Bo chcę żebyś przeszedł do sedna sprawy. Co zmieniło Jonghyuna??
-No dobrze.. Bla bla był z Otto w cyrku, poznał pana Yui kierownika cyrku okrągłego jak piłka balonowa, poznał bliźniaczki Lai Lai i Lei Lei, które mimo iż były dwie miały tylko jedno ciało, poznał białego jak śnieg człowieka o imieniu Pluto, który z zamiłowaniem pisał wiersze i wiele wiele innych osób. I wtedy... poznał Kibuma. Kiedy wrócił z wojny przechodząc przez kolejne nieznane mu miasto wpadł na pewną drobną osóbkę. On zamiast przeprosić krzyknęła tylko "JAK CHODZISZ PACANIE!?" i zaczął się ocierać z kurzu... Jednak kiedy tylko uniósł głowę i spojrzał w oczy Jonghyuna wszelkie przekleństwa zatrzymały się w jego ustach. Wtedy właśnie... Jonghyun znalazł to co tak go zmieniło...
Na tym momencie zazwyczaj zaczynałem przysypiać.. czasami wcześniej...
-Jonghyun pokochał Kibuma takiego jakim był. Czekał na niego i nie miał zamiaru go zostawić... Razem z Kibumem zamieszkali w małym domku niedaleko Greenville...Jednak nie zawsze było tak kolorowo jak być powinno... Bo Jonghyun był...
-Jonghyun...?
-Tak Bummie?
-Czy ta historia jest prawdziwa?
-Oczywiście, że tak!
-Dlaczego kłamiesz... przecież wiem, że wiedźma nie istnieje.. nie ma 3 metrowego człowieka imieniem Otto... ani nawet pana Yui. Nikt nie istnieje. Więc... nie... okłamuj mnie...
Zasypiałem ledwo kończąc ostatnie zdanie. Nigdy nie dowiedziałem się dlaczego nie było kolorowo....Aż do teraz.
***
-Kibum... powiedz mi jak to się skończy...
Wiedziałem o co mu chodziło. Patrzyłem na niego beznamiętnie myśląc czy wtedy miał rację. Dopiero po chwili na moich ustach wykwitł lekki uśmiech, a ja zacząłem.
-Tak jak się zaczęło Jonghyunnie...
-Opowiedz mi o tym...
-Ale jak?
-Znasz już tą bajkę... dokończ ją.
-No.. no dobrze...
Zacząłem opowiadać ze łzami w oczach. Trzymałem jego rękę. Tą silną dłoń, która zawsze trzymała mnie. Teraz już nie może tego robić. Jest zbyt słaba.
-Bo Jonghyun był... chory. Jonghyun był bardzo chory. Ale nigdy nie dał Kibumowi tego odczuć. Żyli szczęśliwie jak nikt. Kochali się tak jak nikt. Jonghyun opowiadał mu o sobie tak, że Kibum z dnia na dzień wiedział coraz więcej. Ale nigdy nie wiedział najważniejszego. Jednak pewnego dnia Jonghyun poczuł się źle... Bardzo źle.. Tak źle jak nigdy. Pojechali do szpitala. Jonghyun umierał. Kibum siedział przy nim cały czas. Nawet zasnął. Jednak gdy się obudził... Jonghyun usmiechał się szeroko. Poprosił żeby Kibum przyniósł wózek.. żeby zabrał go stąd. Żeby pojechali jak najdalej od szpitala. Kibum wziął posłusznie wózek i zabrał Jonghyuna. Jechali przez korytarz tak szybko, że pielęgniarce podwiało spódniczkę. Nagle z nikąd pojawił się Otto i bliźniaczki Lai i Lei. Jonghyun krzyknął tylko "Zatrzymajcie lekarza" zanim wjechał na wózku do  windy. Otto jednym ruchem rozwalił ścianę, a bliźniaczki powstrzymały pielęgniarki przewracając wózek z lekami. Kibum z Jonghyunem już byli na dworze. Mijali kolejne miejsca o których kiedyś opowiadał im Jonghyun. Minęli wiedźmę ze szklanym okiem, która nawet ukłoniła się Jonghyunowi! Przejechali przez Greenville aż dotarli do cyrku gdzie czekał na nich pan Yui. Powiedział tylko "Jonghyunnie... ty nigdy nie umrzesz. Twoja dusza zawsze będzie zaklęta w tej opowieści...". I miał rację. Bo właśnie tak to się kończy. Tak, że się wcale nie kończy...Zawsze zostaniesz... ze mną i w swojej wyimaginowanej opowieści... Jonghyun kocham Cię... Jonghyun..? Jonghyun? JONGHYUN!
***
Po Jonghyunie została mi tylko jego zmyślona historyjka...Teraz stojąc przed jego zimnym ciałem dotykam jego policzka... i czuję jedynie tęsknotę. Przemożną chęć odwrócenia czasu i powtórzenia tego wszystkiego jeszcze raz. Nic nie będzie już takie jak było. Już nigdy więcej nie usłyszę historii o nas. Nigdy nie przytulę się do niego. Nigdy nie poczuję jego pachnących piżmem włosów. Nigdy nie zobaczę jego zaspanej twarzy. Nigdy nie usłyszę "Nie kocham Cię już! Nie! Dlaczego? Bo mi znowu przełączyłeś boks! Dzisiaj miał grać Misiek!" Już nigdy nie będę mógł zażartować z jego białych włosów. Już nigdy nie wypłaczę się w jego silne ramie. Już nigdy nie wrócę do domu z hukiem otwierając drzwi krzycząc od wejścia "JONGHYUNNIE JESTEM MISIACZKU!"... bo on mi nie odpowie...
Zniżam się żeby ucałować po raz ostatni jego martwe usta jednak nie daję rady.Zanim nasze usta się spotykają ja wybucham głośnym płaczem. Odwracam się i dopiero wtedy dochodzi do mnie myśl... że go straciłem. Że straciłem ideał. Bo oto przede mną stoi niski mężczyzna z czarnym wąsem. Tak pulchny, że wygląda jak piłka... Pan Yui. Z matka Jonghyuna rozmawiają dwie bliźniaczki. Dwie identyczne kobiety złączone jednym ciałem. Lai Lai i Lei Lei.... Na jednym z tylnych krzeseł siedzi wielki mężczyzna z zapadniętą lewą stroną twarzy. Jego łzy wielkie jak kamienie spływają ciężko na kamienną posadzkę. Otto... Przy wejściu stoi szaro włosa, zmarszczona kobieta z przepaską na prawym oku... wiedźma. Tuż obok niej stoi człowiek o cerze białej jak śnieg. Włosach białych jak śnieżynki. Oczach białych jak mleko. Pluto... W okół mnie są wszyscy Ci w których istnienie nie mogłem uwierzyć...
Jednak to prawda. Oni wszyscy istnieją. Oni wszyscy są częścią życia Jonghyuna. Oni wszyscy są częścią Jonghyuna...
-Nigdy byś mnie nie okłamał prawda...?
Pytam sam siebie odwracając się jeszcze w stronę ukochanego. Wygląda jakby spał... Po prostu jakby zasnął. Jakby za chwilę miał się przekręcić na drugi bok i otulić mnie ramieniem w okół pasa. Jakby zaraz miał wyszeptać mi do ucha senne "Jeszcze pięć minut Bummie..." mimo, że może spać dużo dłużej. Jakby miał niedługo się obudzić z podkrążonymi oczami i śmiejąc się powiedzieć "To wszystko przez Ciebie..". Jednak on się nie obudzi. Nie wstanie. Nie zacznie się śmiać ani na mnie nie nakrzyczy. Zamiast tego będzie spał... Nie w tej trumnie. Nie. Nie w tym drewnianym pudle. W moim sercu. I w sercach tych wszystkich ludzi...
Bo Jonghyun nigdy nie umrze.
Nie on.
Nie tym razem...

2 komentarze:

  1. Genialny pomysł i genialna realizacja!!!!!!!
    Ja naprawdę już nie wiem jak komentować Twoje prace bo każda jest niesamowita i mam wrażenie, że się za każdym razem powtarzam.. xD
    Ta historyjka, którą opowiadał Jjong i potem to jak przełożyłaś to na ich normalne życie, w sensie jak Key wiózł Jonghyuna na wózku to wyszło naprawdę genialnie i zaskoczyłaś mnie tym lekko!
    Powodzenia w pisaniu i weny! <3

    OdpowiedzUsuń
  2. Cudowne opowiadanie,aż się wzruszyłam<3

    OdpowiedzUsuń