Pierwsza notka. Mam nadzieję, że wam się spodoba ;) Ostrzegam, że to mój pierwszy w życiu angst, więc jeżeli macie jakieś rady odnośnie tego czy innych aspektów bardzo chętnie wysłucham ;)
Zapraszam do czytania :)
____________________________________________________________
Wigilia.
Powinienem być ze swoją rodziną.
Z ludźmi, których kocham.
Z osobą, którą kocham.
Ale ja stoję tu, w centrum miasta rozświetlanym tylko światełkami wiszącymi na choinkach,krzakach czy słupach. Stoję sam wśród zakochanych trzymających się za zmarznięte dłonie. Mimo iż jest tak zimno oni nie chcą się puścić choćby na chwile. Jakby się bali, że znikną.
Ja kiedyś też tak myślałem. Na początku, kiedy dopiero zrozumiałem, że się w nim zakochałem.
Bałem się, że odejdzie.
Zostawi mnie.
Zabawne, że dostrzegłem to dopiero wtedy mimo iż był przy mnie cały czas. A teraz jest już za późno.
Czuję jak po moim poliku spływa samotna łza odnajdując koniec w grubym wełnianym szaliku. Dostałem go właśnie od niego na święta dwa lata temu.
Nigdy mu nie pokazałem ile dla mnie znaczył. Nie nosiłem go przy nim. Nie wiem czemu. Czasami czułem jakby to było jakieś trofeum którego nie można zniszczyć. Wieszałem go na drzwiach,siadałem naprzeciwko nich i patrzyłem. Po prostu patrzyłem czując w sercu rozlewające się ciepło. Zawsze wtedy planowałem jak mu o tym powiem. Jak wyznam mu uczucia. Wiedziałem,że to nienormalne. Zdawałem sobie sprawę z tego,że to złe. Że to nie ma prawa się udać. A jednak codziennie myślałem nad wyznaniem.
Nieprzerwanie od 5 lat.
Rok w rok.
Miesiąc w miesiąc.
Dzień w dzień.
Wieczór w wieczór.
Codziennie marzyłem, że czuje to samo co ja. Że te okresy kiedy nie chciał mnie dotykać były spowodowane tym, że się boi uczucia do mnie. Że się boi tego co jest. Ale jest.
Tworzyłem różne scenariusze. Że mnie odtrąca. Że mnie nienawidzi. Ale też takie, że mnie kocha. Że na to czekał.
Ale tego scenariusza nie przewidziałem.
I teraz stoję tu sam wspominając te wszystkie spędzone z nim chwile. Jego słodki uśmiech kiedy wypowiadał to ciche
'Jinki-hyung'
Jego wiecznie śmiejące się oczy.
Jego palący dotyk kiedy przypadkiem przy śniadaniu dalej śpiąc sięgał po kanapkę muskając moją dłoń swoją.
Jego lekko drżące wargi kiedy przepraszał mnie za stłuczenie kolejnego wazonu.
Jego idealne, wijące się w tańcu ciało.
Wszystko co było z nim związane.
Wszystko co przypominało mi o nim.
Teraz wpatrując się w lampeczki w kształcie gwiazdek zawieszone na słupach wspominam chwile kiedy po raz pierwszy usłyszałem z jego ust to piękne zdanie.
"Hyung...jesteś moją osobista gwiazdką wiesz?"
Mimo, iż myśląc o nim, o mnie, o nas ,których tak naprawdę nigdy nie było, płaczę...to jestem szczęśliwy. Przez niego cierpię.
Boję się.
Tęsknię.
Płaczę.
Ale to dzięki niemu nauczyłem się kochać.
Dzięki niemu zrozumiałem czym jest zazdrość.
Tak bardzo cierpiałem. Dalej cierpię. Ale nic już na to nie poradzę.
Już jest za późno.
Ludzie, którzy uważają, że nigdy nie jest za późno, że zawsze jest wyjście...są po prostu głupi. Najwyraźniej nigdy nie byli zakochani.
Nie tak jak ja.
Zakazana miłość.
Coś obrzydliwego.
Innego.
Miłość do drugiego mężczyzny. W dodatku przyjaciela. Zakochałem się w moim słodkim dongsengu.
Kochałem go mimo tego co nieświadomie robił. Jak niechcący przyprawiał moje serce o palpitacje.
Kocham go mimo jego ostatnich słów, które na zawsze wyryły się w moim sercu.
I będę go kochał mimo iż nigdy więcej nie usłyszę jego głosu. Nie poczuje ciepła jego drobnego ciała. Nigdy więcej nie posmakuje prawdziwego szczęścia.
Wzrok kieruję na swoje stopy pozwalając łzom spływać po moim nosie i upaść na ziemię.
Nie mogę opanować cichego szlochu. Nie panuję nad swoim ciałem. Mimo iż wiem, że to nic nie zmieni ja dalej płaczę. Unoszę głowę przełykając rosnącą w gardle gule....Zaciskam powieki mając nadzieje, że kiedyś o nim zapomnę. W głębi jednak wiem, że to się nigdy nie stanie.
Zawsze będę miał Jego twarz przed oczami.
Każdej nocy będę śnił o nim.
Za każdym razem kiedy zobaczę choć podobną do Niego osobę moje serce będzie niebezpiecznie przyśpieszać.
Stojąc tu, wpatrując się w gwiazdy na niebie, co chwilę przelatując wzrokiem po gwiazdkach na choince obwiniam siebie. Gdyby nie to, że jestem takim tchórzem teraz stałbym tu z nim. Trzymałbym go za rękę pieszcząc kciukiem jego dłoń. Składałbym mu życzenia patrząc mu głęboko w oczy.
Ale nie.
Ja musiałem się spóźnić. Teraz jest już gdzieś w Ameryce. Z dala ode mnie. Ze swoim...chłopakiem. Nigdy nie zapomnę tych słów...
'Kochałem Cię hyung. Ale teraz mam Minho...'
Robi mi się słabo. Kolana się pode mną uginają i upadam. Słyszę ludzi próbujących mi pomóc.
'Czy nic panu nie jest?'
'Przepraszam czy mam zadzwonić po karetkę?'
Nie odpowiem na żadne z tych pytań. Będę płakał nad samym sobą.
Chowam twarz w dłonie, a mój płacz staje się głośniejszy.
Przepraszam, że się spóźniłem.
Przepraszam, że przeze mnie cierpiałeś.
Przepraszam, że dawałem Ci nadzieje kończąc to w taki sposób.
Przepraszam za to, że Cię pokochałem Lee Taeminnie...
Jeju, to jest takie piękne *.*
OdpowiedzUsuńTak mi się smutno zrobiło przez Ciebie..
Cudownie piszesz!! I potrafisz przekazywać emocje tym jak piszesz!!
GENIALNE :D